Lucjan Brychczy znany jest miłośnikom futbolu pod pseudonimem „Kici”. Jego autorem był węgierski szkoleniowiec Legii, Steiner, który przed laty wołał na niewysokiego, mierzącego 166 cm, gracza „Kicsi” (co po węgiersku znaczy „mały”) przez co szybko przylgnął do niego ten dźwięczny pseudonim.
W Legii występował łącznie przez 19 sezonów, rozegrał 368 meczów ligowych i zdobył 182 bramek. Czterokrotnie zdobywał z tym klubem mistrzostwo Polski, a trzykrotnie był królem strzelców ligi polskiej. Ogółem jako piłkarz w barwach Legii zagrał aż 452 razy, strzelając 226 goli.
Już w 1955 r. Brychczy po raz pierwszy został mistrzem Polski, strzelając w sezonie trzynaście goli.
Grał w narodowej kadrze przez szesnaście sezonów, aż do końca lat sześćdziesiątych. Napastnik uchodził za jednego z najlepszych techników i dryblerów Europy. To dzięki jego precyzyjnym podaniom Gerard Cieślik był w stanie dwukrotnie pokonać Lwa Jaszyna w słynnym meczu ze Związkiem Radzieckim, rozegranym w 1957 r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Co warte podkreślenia w całej swojej karierze otrzymał tylko jedną czerwoną kartkę.
.

.
Lucjan Brychczy urodził się 13 czerwca 1934 r. w Nowym Bytomiu (obecnie to dzielnica Rudy Śląskiej) jako syn Stanisława i Marii z Domu Czupała. To na barkach matki spoczął ciężar wychowania przyszłego reprezentanta Polski i jego rodzeństwa w niezwykle trudnych czasach niemieckiej okupacji. Gdy wybuchła wojna, Stanisław udał się na front i przepadł bez wieści. Maria znalazła zatrudnienie w hucie, dzięki czemu nie przymierali głodem. Po pewnym czasie jednak zostali zmuszeni do opuszczenia zajmowanego dotąd porządnego, czteropokojowego mieszkania przy ul. Kościuszki – Niemcy jako lokal zastępczy wyznaczyli dla tak licznej rodziny ledwie jeden pokój w budynku z czerwonej cegły, przeznaczonym dla robotników przemysłu ciężkiego. W 1946 r. na Śląsk powrócił Stanisław Brychczy i wraz z rodziną (z wyjątkiem Mieczysława, który został wcielony do Wermachtu i zginął we Francji tuż przed końcem wojny) zamieszkał w swoim przedwojennym mieszkaniu.
Ojciec Lucjana nie był fanem futbolu – nawet za bardzo za nim nie przepadał. Bardziej jego poczynaniami na boisku interesowała się jego mama. Pewnego razu, gdy będąc na spacerze z maleńkim synkiem w wózku przechodziła obok stadionu, piłka kopnięta przez któregoś z graczy trafiła prosto na Lucjana. Po latach wspominał, że do pewnie dlatego tak potoczyła się jego późniejsza życiowa droga.
Karierę w Pogoni Bytom Lucjan Brychczy zaczął jako jedenastolatek, choć w piłkę amatorsko grywał już w latach okupacji Po dwóch latach przeniósł się do Gliwic, gdzie jego kolejnymi klubami były Łabędzkie Towarzystwo Sportowe Łabędy oraz trzecioligowy Piast, w którym spędził jednak zaledwie pół roku – ostatnie miesiące przed przeprowadzką do Warszawy – latem 1954 r.
Ale przełom w jego karierze nastąpił nieco wcześniej, a było nim powołanie do reprezentacji Śląska, która miała zmierzyć się z drużyną Katowic. Strzelił wówczas dwa gole. I to właśnie wtedy osiemnastolatek został dostrzeżony przez liczniejsze grono piłkarskich ekspertów. Jesienią 1953 r. spotkało go kolejne wyróżnienie – został powołany na mecz Śląsk-kadra „B” Polski, w którym padł remis 3:3. Trener kadry „B” Michał Matyas był pod tak dużym wrażeniem gry młodego zawodnika, że bez zbędnej zwłoki powołał go na zgrupowanie w Bytomiu.
Do stolicy przybył, aby odbyć służbę wojskową. Nie wiedział jeszcze, że spędzi tu resztę swojego życia oraz że stanie się jedną z największych gwiazd stołecznego klubu.
W 1957 r. zagrał w reprezentacji Polski w meczu z ZSRR, wygranym przez nas 2:1. 100 tysięcy ludzi na stadionie w Chorzowie podziwiało ambitną grę Polaków, która doprowadziła do sensacyjnego zwycięstwa. W 1960 r. występował w koszulce z orłem na piersi grająć w reprezentacji podczas igrzysk olimpijskich w Rzymie. Był zdania, że Polacy mogli powalczyć o medal: „Rzymska drużyna, w której występowałem – wspominał – była moim zdaniem niemal tak samo silna, jak złota jedenastka w Monachium [mistrzowie olimpijscy z 1972 r. – przyp. autor]. Tworzono ją długo i mozolnie, graliśmy od wielu lat w praktycznie niezmienionym składzie, doskonale się rozumieliśmy, a zdecydowana większość zawodników właśnie w okresie igrzysk uzyskała życiową formę. Ja w każdym razie na pewno. I chociaż dane mi było jeszcze ponad dziesięć lat występować na boisku i przeżyć wiele radosnych chwil, to chyba jednak już nigdy nie czułem się tak dobrze, nie byłem tak ufny we własne siły”..
Ostatni mecz w karierze Brychczy rozgrał w marcu 1972 r., mając już 37 lat na karku. Było to spotkanie, w którym Legia zamierzyła się ze Śląskiem Wrocław w ramach Pucharu Polski. Po zakończeniu kariery Lucjan Brychczy przez klika dekad pracował w swoim ukochanym klubie jako szkoleniowiec – pierwszy trener, asystent trenera i trener bramkarzy. Łącznie prowadził zespół w 124 spotkaniach. W jednym z wywiadów powiedział: „Legia to mój drugi dom, tu spędzę resztę swojego życia”. I tak też się stało. Zmarł w nocy z 1 na 2 grudnia 2024 r. w Warszawie. Przyczyną śmierci było zapalenie płuc. Pochowany został na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W pogrzebie wzięło udział wielu wysokich rangą urzędników państwowych, działaczy piłkarskich, środowisko sportowe oraz tłumy kibiców, dla których od dekad był żywą legendą stołecznego klubu.
Tekst Krzysztof SZUJECKI
polski historyk sportu, specjalizujący się w dziejach współczesnego ruchu sportowego. Autor książek, m.in. kilkutomowej „Historii Sportu w Polsce” ,”Encyklopedia igrzysk olimpijskich” czy „Życie sportowe w PRL”.
- Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 r. ogłoszonego przez Kancelarię prezesa Rady ministrów.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Źródło: DlaPolonii.pl




















