Od naszej wizyty na Monte Cassino upłynął już prawie miesiąc, ale wspomnienia i emocje wciąż w nas żyją. Mieliśmy bardzo szczególny DZIEŃ MATKI…
.

.
Zaraz po zakończeniu uroczystości w Venafro, pojechaliśmy na Monte Cassino. Byliśmy lekko spóźnieni, ale polska przewodniczka z grupką rodaków cierpliwie czekali uprzedzeni o naszym spóźnieniu. Wielką bryłę klasztoru na wysokim i stromym wzgórzu ponad miasteczkiem Cassino zobaczyliśmy w pewnym momencie z samochodów i już wtedy zrobiła na nas duże wrażenie. Tym, że wzgórze było tak strome i wysokie i swoimi rozmiarami. Klasztor na Monte Cassino odrodził się z popiołów wojennych jak Feniks! Chodziliśmy po szerokich dziedzińcach, krużgankach, korytarzach i zdumieni byliśmy doskonałością rekonstrukcji! Zrobiono tu naprawdę kawał dobrej roboty.
.

.
Wszyscy byliśmy zgodni co do tego, że dobrym pomysłem było zwiedzanie klasztoru z przewodnikiem. W gęstniejącym upale klasztorne mury dawały wytchnienie i koiły chłodem. Prosto z klasztoru poszliśmy na Polski Cmentarz Wojenny, znajdujący się w bezpośredniej bliskości, urządzony w tzw. Dolinie Śmierci, obniżeniu terenu, gdzie pamiętnej wiosny toczyły się najkrwawsze walki. Decyzję o utworzeniu cmentarza w tym miejscu podjął generał Anders bezpośrednio po zdobyciu Klasztoru. Leży tu ponad tysiąc naszych Bohaterów…
.

.
Nie wiem, ile łez wylałam, czytając o historii powstania, później wyprowadzenia z ZSRR Armii generała Władysława Andersa. Przekopywałam się przez fakty historyczne, czytałam liczne opracowania, komentarze. Z której by strony na to nie spojrzeć, zawsze to były historie tak smutne, tak bolesne, że jeszcze teraz, gdy piszę te słowa, wzruszenie ściska mnie za gardło.
Szeroka aleja. Brama. Pustka. Drżące w upale powietrze… Cisza…
.

.
Szpaler tuj po obu stronach szerokiego traktu… W przewodnikach te tuje były zielone. Nas powitały rude, suche. Martwe… Uschły, czy zaatakowała je jakaś choroba? Grupa ustawiła się blisko, by wysłuchać moich słów, ale… Przebrnęłam tylko przez początek, później… łzy wzruszenia odebrały mi głos. Przeprosiłam, a Przyjaciele mi to wybaczyli. Brak informacji nadrobiłam dwa dni później, już w miarę spokojnie. W tej chwili i w tym miejscu słowa były zbędne. Trzeba to było przeżyć w ciszy, w skupieniu, wszystkie myśli i każde drgnienie serca poświęcając Żołnierzom, którzy na zawsze tu pozostali,. którzy swoją krwią uświęcili tę włoską ziemię, włoską, lecz przez Ich ofiarę przecież naszą…
.

.
Osiem dni przed naszą wizytą, 18 maja, na tym Polskim Cmentarzu odbyły się, jak co roku, oficjalne uroczystości z udziałem najwyższych dostojników państwowych. Na centralnym miejscu leżały jeszcze liczne wieńce i kwiaty, mogliśmy przeczytać, kto pozostawił tu swój ślad. Pozostawiliśmy i my: specjalnie na tę okazję przygotowaliśmy bukiet czerwonych maków z biało-czerwoną wstążeczką i zapaliliśmy dwa niewielkie znicze- biały i czerwony przywiezione z Warszawy. W milczeniu krążyliśmy po tym świętym miejscu i każdy przeżywał je po swojemu. Ogromny krzyż VIRTUTI MILITARI… I ten napis, który czytało się po kawałku, tak był ogromny… „PRZECHODNIU, POWIEDZ POLSCE, ŻEŚMY POLEGLI WIERNI W JEJ SŁUŻBIE”…. I jeszcze g rób generała Andersa i jego żony Ireny… Łagodnie nachylone wzgórze, cmentarz jak amfiteatr, tarasy i groby… Jednakowe, na pierwszy rzut oka, a jednak po krótkim czasie dostrzegliśmy również i krzyże prawosławne… Cóż, Rzeczpospolita była ojczyzną wielu wyznań… ale jakie to ma znaczenie wobec śmierci, absurdalnie jednakowej dla wszystkich? Biało-szare kamienne nagrobki…. Powyżej wielki krzyż z kwitnącego na żółto żywopłotu i ogromny kamienny orzeł pośrodku. Z lewej strony znaleźliśmy skrawek cienia i tam Waldek opowiedział nam o bitwie… Krążyliśmy po cmentarzu nie chcąc się z nim żegnać… odczytywaliśmy nazwiska Poległych… Śpiewały ptaki… -Jak to dobrze, że Im śpiewają- pomyślałam… -Boże… Jak to dobrze… Każdy nagrobek to historia innego życia, tak bardzo smutnego w końcowym okresie. Ci wszyscy Chłopcy, mężczyźni, przeszli przez piekło „nieludzkiej ziemi”, sowieckich łagrów, do których trafili w wyniku represyjnych działań…. Gdy podjęto decyzję o utworzeniu Polskiej Armii, gen. Anders sam jeździł po bezkresach syberyjskich przestrzeni z informacją o tym wydarzeniu. Dotarł do wielu, nie do wszystkich. Ale ci, co się dowiedzieli, ciągnęli na miejsce zbiórki całymi rodzinami. Ostatecznie generał Anders wyprowadził z ZSRR 116 tys. ludzi, w tym 78 tys. żołnierzy. Cała trasa, jaką przeszła Armia aż do rozwiązania w Bolonii w 1945 roku liczyła 12 000km i wiodła przez kilka stref klimatycznych.
Opuszczaliśmy Cmentarz w ciszy, w zadumie… Nie wiem, jakimi słowami opisać nasze emocje, nie znajduję tych słów. Widziałam kilka cmentarzy wojennych, ale ten jest szczególny. Patrząc na te szare nagrobki widzę tysiące straumatyzowanych ludzi, po ciężkich przeżyciach, po wielu latach wojskowej tułaczki po świecie… Ludzi nieszczęśliwych, obarczonych straszliwymi wspomnieniami, którzy w Polskiej Armii gen. Andersa znaleźli swoje miejsce, swoją chwilową przystań, cel swego istnienia… I nadzieję…Tu oddali swe życie… na obcej ziemi… Oddawali swe życie w imię Polski, która właśnie się rozpadała…
.

.
Tuż przy wejściu na cmentarny trakt, po lewej stronie stoi niewielki pawilon. To Muzeum Pamięci 2. Korpusu Polskiego. W silnych emocjach na początku ledwie zarejestrowaliśmy jego istnienie. Teraz, w drodze powrotnej, zajrzeliśmy do wnętrza.. Miła Pani, Polka, udzieliła nam wszelkich wyjaśnień. Obejrzeliśmy wystawę tam zorganizowaną, obrazującą całą trudną wojenna drogę 2 Korpusu Polskiego od początku do końca. Również powojenne losy tych, którzy przeżyli. Fotografie, przedmioty w gablotach, mundury… W dużych wazonach czerwone maki. Każdy Polak wie, dlaczego. Basia pozostawiła nasz ślad w Księdze Pamięci.
Nie zapomnimy tego dnia! Opuszczamy to święte miejsce z poczuciem dużego niedosytu. Zabrakło czasu na to, by cały masyw MONTE CASSINO obejrzeć dokładnie.
O historii 2. Korpusu Polskiego, Armii Andersa i bitwy pod Monte Cassino z pasją, oddaniem i miłością pisał prof. Zbigniew Wawer. Miałam okazję kiedyś kilkukrotnie zetknąć się z nim na gruncie prywatnym. Jakże żałuję, że nie zadałam mu wielu pytań, które teraz powstają w mojej głowie , a na które profesor już nigdy mi nie odpowie… Na jego grobie umieszczono spory kamień, który kiedyś otrzymał od Sindaco miasta Cassino… Biały kamień, który był świadkiem opisywanych przez niego historii…
Maja Malinowska z grupy ITALOMANIA



















