Przez lata dyskutowaliśmy o wieku emerytalnym tak, jakby był datą wpisaną w kalendarz. Kończę 60 lub 65 lat, składam dokumenty i przechodzę na emeryturę.
Tyle teorii. Praktyka wygląda dziś zupełnie inaczej.
Dane pokazują, że ponad 187 tysięcy Polaków, mimo osiągnięcia wieku emerytalnego, nie wystąpiło o emeryturę, a blisko 847 tysięcy osób pobiera świadczenie i jednocześnie nadal pracuje. Rośnie także liczba emerytur niższych od ustawowego minimum.
To nie jest już statystyczna ciekawostka. To sygnał, że zmienia się sposób myślenia o pracy, bezpieczeństwie finansowym i starości.
Z perspektywy biznesu widać to bardzo wyraźnie
Od lat, reprezentując przedsiębiorców w ramach Polskiej Izby Biznesowej we Włoszech, obserwuję podobną dyskusję po obu stronach Europy.
W Polsce często pytamy: „Czy należy podnieść wiek emerytalny?”.
We Włoszech coraz częściej pada inne pytanie:
Jak stworzyć warunki, aby człowiek mógł pracować dłużej, jeśli chce i jeśli pozwala mu na to zdrowie?
To pozornie podobne postawienie kwestii, ale prowadzi do zupełnie innych odpowiedzi.
Pierwsze koncentruje się na przepisach. Drugie na człowieku.
Problem nie zaczyna się przy emeryturze. Problem zaczyna się znacznie wcześniej.
W zdrowiu. W edukacji. W możliwościach przekwalifikowania. W dostępie do nowych kompetencji. W podejściu pracodawców do osób po pięćdziesiątym i sześćdziesiątym roku życia. Łatwo powiedzieć komuś, że powinien pracować dłużej. Znacznie trudniej stworzyć warunki, które sprawią, że będzie to realnie możliwe.
Pracownik biurowy, ekspert, doradca czy przedsiębiorca często może pozostać aktywny zawodowo przez wiele lat. Inaczej wygląda sytuacja osoby wykonującej ciężką pracę fizyczną przez trzydzieści lub czterdzieści lat. Dlatego każda poważna debata o przyszłości emerytur musi uwzględniać różnorodność zawodów i ludzkich historii.
Włochy należą do najszybciej starzejących się społeczeństw Europy. Zrozumiano, że problemu nie rozwiąże jedna ustawa, jeden minister ani jedna polityczna kadencja.
Potrzebny jest system. Tak samo jak marka kraju nie może być oparta na jednym nazwisku, tak polityka senioralna nie może opierać się wyłącznie na wieku emerytalnym.
Potrzebne są działania obejmujące zdrowie publiczne, rynek pracy, edukację, aktywizację społeczną oraz rozwój kompetencji przez całe życie. To proces liczony w dekadach, a nie w kadencjach.
Najbardziej niepokoi mnie nie to, że ludzie pracują dłużej. Niepokoi mnie sytuacja, gdy pracują dłużej wyłącznie dlatego, że nie stać ich na zakończenie pracy.
To zasadnicza różnica.
Aktywność zawodowa wynikająca z potrzeby rozwoju, satysfakcji czy chęci pozostania wśród ludzi jest wartością. Aktywność wynikająca wyłącznie ze strachu przed biedą staje się sygnałem ostrzegawczym dla całego systemu.
Być może największym błędem jest dziś prowadzenie debaty wyłącznie wokół liczby zapisanej w ustawie.
Moim zdaniem, prawdziwe pytanie brzmi:
czy za 10, 20 lub 30 lat Polacy będą mieli zdrowie, kompetencje i możliwości, aby samodzielnie zdecydować, kiedy chcą zakończyć aktywność zawodową?
Przyszłość nie należy do społeczeństw, które najdłużej pracują, ale do tych, które dają swoim obywatelom wybór.
Tyle subiektywnych obserwacji z poziomu emetytki pracującej z wyboru
Ewa Trzcińska




















