Karl.K.Koch, polski gitarzysta akustyczny i kompozytor: „życie nie jest dane tylko po to aby je przeżyć, ale musimy coś po sobie zostawić”

Zapraszamy na rozmowę z Karlem K. Kochem, koncertującym we Włoszech polskim muzykiem, solowym gitarzystą akustycznym i kompozytorem:

Przeglądając Pana stronę na facebooku, widzimy, że posługuje się Pan na  co dzień językiem włoskim, więc może na początek proszę opowiedzieć naszym czytelnikom jak rozpoczęła się Pana kariera we Włoszech już w tak młodym wieku, skąd Pan pochodzi, gdzie studiował muzykę?

Rzeczywiście, bardzo często po koncertach w trakcie rozmów słuchacze często zaznaczają mój młody wiek – odpowiadam wtedy często ze śmiechem, że jeszcze początkiem XXw. zaciąg do wojska i poczucie obowiązku i odpowiedzialności były częścią wychowania w pewnym idiomie wartości ważniejszych niż życie, dla których to min. Witold Pilecki już w wieku dziewiętnastu lat poszedł z ojcem na wojnę.

Uważam, że życie nie jest dane tylko po to aby je przeżyć, ale musimy coś po sobie zostawić, wykorzystując przy tym całą paletę talentów nam danych – tak więc pojęcia jak dorosłość, poczucie odpowiedzialności czy młody wiek są dla mnie rzeczami względnymi. Kilka ostatnich pokoleń nie było wychowywanych tak, aby żyć pełnią życia, ale aby to życie za wszelką cenę zachować, jakby miało ono trwać wiecznie  – a życie nie może być przecież postrzegane jako wartość najwyższa, bo być może trzeba będzie stanąć w obronie kobiety, dziecka, wolności – aż do dwudziestolecia międzywojennego możemy spotkać pokłosie wychowania z XIX wiecznego, gdzie są rzeczy, dla których czasami to życie poświęcić.

Mam codziennie odczucie szybko upływającego czasu i dlatego staram się go zawsze zagospodarować na miarę moich możliwości – wspomniałem krótko o tym sposobie wychowania dlatego, że moich koncertów nie postrzegam tylko w kategoriach wykonań muzycznych i prezentacji ciekawych fragmentów historii, które je zainspirowały: jest to dla mnie przede wszystkim forma prowokacji intelektualnej, którą mogę dotrzeć do wrażliwego odbiorcy, który zechce przy odrobinie szczęścia poszerzyć swoją wiedzę odnośnie do tematów, które poruszyłem podczas koncertu, przy okazji odkrywając tak istotne detale jak wychowanie i wiara w wartości, które dominowały w pewnych momentach dziejowych.  Jest to niewątpliwie kwestia, którą trudno jest zwięźle przedstawić, jednak jest to jedna z myśli która temu przyświeca, nie tylko w działalności muzycznej – granie koncertów we Włoszech było kwestią czasu, język włoski był moim pierwszym językiem ze względu na miejsce urodzenia. Od wielu lat jednak mieszkam w Polsce, jednak żyjąc na pograniczu tych dwóch kultur, starając się wyciągnąć z każdej, co najcenniejsze i najlepsze. Muzykę zgłębiałem zawsze bezpośrednio u mistrzów, z których większość jednak nie żyje już od co najmniej kilkudziesięciu lat – samoukiem jednak nie jestem, gdyż największym nauczycielem są zawsze ich dzieła, których umiejętność analizy muszę bezustannie rozwijać.

karl-k-koch_madame-guitar-tricesimo-polacy-we-wloszech

Nie tylko jest Pan solowym gitarzystą akustycznym ale także utalentowanym kompozytorem. Komponuje Pan wyłącznie muzykę solową, czy także utwory na więcej instrumentów?

Jest to dość złożona kwestia, ponieważ utwory przeze mnie komponowane nie powstają pierwotnie jako utwory gitarowe – rodzą się raczej jako fragmenty na fortepian, orkiestrę, wiolonczelę, co później aranżuję na solową gitarę akustyczną. Ma to później wpływ na pewnego rodzaju – mam nadzieję, dosyć sugestywną – melodykę, która intuicyjnie kojarzy się słuchaczowi z pewnymi kanonami utworów, które były pisane pod konkretne instrumenty i dlatego może mieć takie wrażenie podczas koncertu, kiedy wyobraźnia domaga się wręcz, aby poszczególne partie były zagrane na pewnych instrumentach. Często po zaprezentowaniu utworu inspirowanego życiorysami pierwszych kompozytorów sowieckich słuchacz dzieli się ze mną spostrzeżeniem, że słychać było fortepian czy też harfę – rzeczywiście, jest on w dużej mierze sublimacją długiego obcowania z kompozycjami fortepianowymi, pisanymi przez wielkich kompozytorów rosyjskich czasów romantyzmu czy też wczesnej awangardy, przedrewolucyjnej, od Rimskiego-Korsakowa do Stanczyńskiego. Gdzie indziej, przy kompozycji inspirowanej przemysłową i kulturalną przemianą świata w XIXw. czy też kompozycji o carze Aleksandrze I Pawłowiczu słychać agresywne, potężne fragmenty, które jednoznacznie kojarzą się z jednoczesnym fortissimo e impetuoso pełnej orkiestry symfonicznej. Jest to muzyka estetycznie usytuowana pomiędzy muzyką klasyczną, modernistyczną, z motoryką niekiedy zapożyczoną z muzyki metalowej – sam opis brzmi dość dziwnie, jednak po zapoznaniu się z kilkoma kompozycjami staje się jasny.

Na koncertach prezentuje  Pan  instrumentalną muzykę inspirowaną historią Słowian. Jak powstał projekt takiego właśnie koncertu i jakie różnice lub podobieństwa pomiędzy muzyką Słowian a muzyką śródziemnomorską chciałby Pan pokazać włoskiej publiczności?

Cała moja twórczość rozwija się zawsze w sposób bardzo naturalny i intuicyjny, nigdy nie planuję zamykać jej w pewnych sztywnych koncepcjach, pomimo iż może wzbudzać czasami takie wrażenie – nie jestem w stanie jednak uciec od pewnych epizodów historycznych, których jestem wielkim pasjonatem. Forma koncertu jest pewną wypadkową mojego zainteresowania sztuką klasyczną, w której widać pracę jednostki, gdzie widz odnajduje przyjemność w pewnego rodzaju ascezie przekazu. Warto wspomnieć o teatrze czasów Sofoklesa, gdzie trzech aktorów odgrywa wszystkie postaci – gdy bierzemy udział w tego rodzaju przedstawieniu, skupiamy swoją uwagę bardziej na każdym z aktorów, na mimice, intonacji, dykcji, gestykulacji i ruchu scenicznym, nie rozpraszając się pomiędzy kilkunastoma charakterami, z których o każdym będziemy niewiele potem wiedzieli i pamiętali. Gdy forma jest bardziej oszczędna, zauważamy więcej cech indywidualnych wykonawcy, w tym przypadku doceniając artykulację, ekspresję, sposób prezentowania. Ilość środków artystycznych, jakie są potrzebne do przygotowania takiego wystąpienia w moim przypadku jest niewielka – tylko gitara i opowieść słowna.  Jest to tym bardziej cenne, że jest to rzecz niebywale ulotna i unikatowa – nigdy nie będzie drugiego takiego samego wykonania, a na każde wystąpienie składają się najrozmaitsze czynniki: zmęczenie, odprężenie, niewyspanie, radość, pył w powietrzu czy sposób, w jaki się odżywiasz, wszystko co nas buduje i co nas otacza. Dlatego jest to twórczość dla miłośników szukających w sztuce czynnika ludzkiego, niepowtarzalnego –  muzyka na żywo nie umiera pomimo rozwoju technik fonograficznych, meloman zawsze szuka okazji do usłyszenia momentu, w którym się przekracza ludzkie możliwości, a przy tym jest to chwila, w której cechy i ludzkie możliwości się uwydatniają. Parafrazując Kanta, myślimy w kategoriach czasu i przestrzeni i nie jesteśmy w stanie wydostać się z tego schematu.
.

.

Którym momentom w historii Słowian poświęca Pan najwięcej uwagi podczas komponowania swoich utworów? Jakie konkretnie obrazy z dalekiej przeszłości chce Pan przywołać w wyobraźni słuchacza?

Trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć, którym momentom poświęcam najczęściej swoją twórczość, być może są to epizody nieznane i nieoczywiste, na które warto rzucić więcej światła? Słuchacz, który zostaje wprowadzony przeze mnie krótkim słownym wstępem w tematykę utworu, bardzo często nie zna wielu tych nazwisk i miejsc, które wspomniałem. Dlatego podczas słuchania, nawet przywołując w myślach znane sobie obrazy, inne oczywiście od moich wyobrażeń na dany temat, być może zupełnie inaczej interpretuje wydarzenia opisane przez pryzmat muzyki.

Bardzo często inspirują mnie wojny i czarne karty dziejów Europy, ale niekiedy rodzą się, zupełnie spontanicznie, między innymi krótkie scherzo, jak to ilustrujące skoki wróbla w kałuży, wpisujące się w nurt dzieł muzycznych poświęcanych życiu flory i fauny w XIXw, jak np. Camille Sainte-Saens i jego słynny Karnawał zwierząt czy też Skowronek Glinki, zaaranżowany później przez Balakirewa. Inna fraszka muzyczna, którą chętnie prezentuję na koncertach, powstała w wyniku inspiracji pewnego rodzaju procesem literackim w dziewiętnastowiecznej Europie, gdzie po wydaniu po raz pierwszy przez Ernsta Hoffmana słynnej bajki Nussknacker und der Mäusekönig możemy zaobserwować jak na Starym Kontynencie mnożą się utwory literackie, w których zabawkom, przedmiotom martwym zostaje podarowane życie według antropomorficznych schematów, wespół z wszystkimi ludzkimi cechami i przywarami – wystarczy wspomnieć słynne opowiadania C. Collodiego o drewnianym pajacyku czy też dzielnego ołowianego żołnierzyka H.Ch. Andersena. We wschodniej, słowiańskiej kulturze możemy spotkać Lwa Tołstoja, który spisuje baśnie ludowe, chociażby tę, w której świeżo upieczony chleb, ledwo położony na parapecie ożywa i zeskakuje z niego, tocząc się przez świat i spotykając rozmaite postaci.

karl-k-koch-madame-guitar-tricesimo-1-polacy-we-wloszech

Jak odbierana jest pana muzyka na koncertach we Włoszech? Udało się Panu stworzyć zamierzony nastrój u odbiorców? Pamięta Pan, gdzie publiczność przyjęła Pana ze szczególnym zainteresowaniem i entuzjazmem?

Byłem wielokrotnie zachwycony i zaskoczony, z jaką uwagą i zainteresowaniem spotykały się moje występy – sale były pełne, a widownia zawsze zachowywała się kulturalnie. Poruszone przeze mnie tematy i forma muzyczna były początkiem do ciekawych dyskusji, które pozwalały chociażby na wyciągnięcie na wierzch skrawka rzeczywistości centralno- i wschodnioeuropejskiej, umożliwiając tym samym pewnego rodzaju konfrontację wyobrażeń z wiedzą, co jest niezwykle kształcące dla obu stron takiej rozmowy. Swoją twórczością nie zamierzam jednak wywoływać u słuchacza konkretnych stanów i emocji, obrazów, gdyż każdy postrzega rzeczywistość przez pryzmat sumy własnych doświadczeń, wiedzy i wyobrażeń, dlatego też ten sam zabieg estetyczny bywa za każdym razem inaczej interpretowany – ktoś poczuje się wzruszony, inny zaintrygowany. Często po koncercie słyszę pytania, czy zagranie w tym miejscu było dla mnie przyjemne i czy jestem zadowolony z występu – zazwyczaj odpowiadam, że moje wrażenia są bardzo sugestywne i słuchacz nie powinien się w ogóle nimi przejmować: jeśli jednak ten wieczór był dla niego w jakiś sposób ciekawy, interesujący, przyjemny sprawia to radość także mnie. Wszystkie koncerty były dla mnie ogromnym bagażem doświadczeń, bardzo cennych – każde wydarzenie, w którym brałem udział, było przygotowane na bardzo wysokim poziomie i jest to rzecz niebywale ważna, która ma wpływ na jakość gry. Kiedy przyjeżdżam w piękne miejsce aby zagrać na kameralnym festiwalu, odbywającym się we wczesnorenesansowym pałacu, na dziedzińcu pofranciszkańskiego klasztoru, w ogrodzie zamkowym z widokiem na morze – są to wszystko znaki, że organizatorom zależy na stworzeniu unikatowego wydarzenia, które na długo zostanie we wspomnieniach ludzi biorącym w nim udział. Trudno jest mi dlatego jednoznacznie powiedzieć, czy któryś z tych wieczorów był dla mnie wyjątkowy, gdyż wszystkie były w jakiś sposób wspaniałe. Szczególnie cenne było dla mnie jednak przeżycie muzycznego wieczoru nie tylko w kategoriach współpracy muzycznej – gdy już wyjeżdżałem, żegnałem się ze znajomymi i przyjaciółmi.

W jakich krajach miał już Pan okazję koncertować, brać udział w festiwalach lub konkursach i jak przyjmowana jest tam muzyka Slowian?

Grałem już w Polsce i Niemczech, w przyszłości będę na pewno grał w krajach, które są w jakiś sposób powiązane z naszym kręgiem kulturowym, które w jakiś sposób – nawet wielce odległy – współtworzyły historię, o której opowiadam: nie jestem w stanie zrozumieć zainteresowania kulturą na przykład Dalekiego Wschodu, która jest dla mnie cywilizacyjnie całkowicie obca. Niezwykła jest też możliwość zagrania dla osób, które były częścią opisywanych wydarzeń – mocno wbiły mi się w pamięć na przykład koncerty, gdzie niektórzy słuchacze nosili jeszcze portki Hitlerjugend i pamiętali wkroczenie Armii Czerwonej, były to okazje do bogatych rozmów, jeszcze bardziej je doceniam z perspektywy czasu.

Ważne też jest dla mnie wprowadzanie słuchacza przy użyciu jego własnego języka, używając sformułowań osadzonych w jego kontekście kulturowym, które już w obrębie samego Starego Kontynentu potrafią się diametralnie różnić i prowadzić do mylnego odbierania tych samych pojęć. W czasie tras są to zawsze małe, kameralne koncerty i takiej formuły chciał bym się trzymać w przyszłości. Nie odczuwam szczególnej potrzeby grania na wielkich salach, ponieważ wiem, że tego rodzaju muzyka jest bardzo wymagająca dla odbiorcy, niezbędna jest pewnego rodzaju przestrzeń, w której jest wrażenie indywidualnego kontaktu pomiędzy mną, a każdym ze słuchaczy – powyżej stu osób na sali zaczynam odczuwać, że odbiór był bardziej powierzchowny, a jest dla mnie niezwykle istotne, abym mógł zamienić z każdym kilka słów po koncercie: gdy dochodzi do wspomnianej wcześniej prowokacji intelektualnej, podchodzą do mnie ludzie, czasami pytając z dużym zaaferowaniem o poszczególne nazwiska, tematy, prosząc o rozwinięcie wątku niektórych opowiadań. W przypadku większych widowni jest to już rzecz rzadsza, uwypuklają się zjawiska związane z psychologią tłumu, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało w mojej wypowiedzi. W konkursach niezwykle rzadko biorę udział, z różnych przyczyn – bardzo często forma występu jest bardzo ograniczająca, gdzie na przykład można wystąpić tylko z cudzym repertuarem: rzecz, której nie chcę robić, ze względu na brak czasu praca nad własnymi kompozycjami jest wystarczająco pochłaniająca i wiem, że nie uda mi się przedstawić ich wszystkich szerszej publiczności.

.

.

Kto jest dla Pana szczególnym autorytetem w świecie muzyki?

Nie wskażę na pewno jednego, są to dziesiątki, setki mniej lub bardziej znanych twórców, kompozytorów, instrumentalistów. Ogromną inspirację stanowią dla mnie utwory pisane na fortepian, instrument, przez pryzmat którego powstało wiele wiekopomnych utworów. Bardzo często wracam do dzieł, które powstawały w bardzo konkretnych momentach historycznych, jak na przykład utwory ilustrujące wytop żelaza w hucie autorstwa Mosołowa; obrona Leningradu czy też Rok 1905  Szostakowicza, Etiuda Rewolucyjna  Chopina. Kompozytorzy  Mocarnej Piątki  tworzyli w czasach, w których dominował pogląd, że muzyka powinna być przejawem, sublimacją pasji, a nie zawodem – jest to pogląd, który uformował wypolerowane i wymuskane dzieła Borodina, do których uwielbiam wracać. Mam wrażenie, że jest w tej warstwie muzycznej przekaz głęboko ukryty, odzwierciedlający czasy, w których powstawały.

To samo dotyczy muzyki bardziej popularnej, chociażby muzyki metalowej: zespół Megadeth, należący do tak zwanej Wielkiej Czwórki –  ze względu na teksty mocno inspirowane pewnymi zjawiskami zachodzącymi na świecie Dave Mustaine parokrotnie usłyszał opinię, że są political band. Za bardzo cenne uważam jednak albumy Countdown to extinction czy też United Abominations, właśnie ze względu na dość uniwersalną ale pasującą do wydarzeń bieżących lirykę.

W dużej mierze słucham jednak muzyki instrumentalnej, szczególnie tej atonalnej, modernistycznej – szczególnie szkoły wiedeńskiej jak na przykład Hauer. Dodekafonia jest dla mnie bezustannym źródłem inspiracji muzycznej w ilości wywoływanych odczuć, mniej krępujących moim zdaniem niż powszechnie lubianego systemu durowo – molowego. Jeszcze czym innym jest atonalność wywodząca się z muzyki Bliskiego i Dalekiego Wschodu, gdzie rzeczą naturalną są skale mikrotonalne, jednak jest to temat na szerszą dyskusję.
.

.

Na zakończenie proszę powiedzieć jakie są Pana najbliższe plany? Możemy się spodziewać wkrótce następnego turnee po Włoszech?

Do Włoch będę na pewno wracał regularnie, ze względu na wspaniały odbiór, z jakim się zetknąłem – także ze względów sentymentalnych i kulturowych powrót i ponowne odkrywanie za każdym razem Półwyspu Apenińskiego jest budowaniem cennego bagażu doświadczeń i wrażeń. Niewątpliwie cenne były by też pewnego rodzaju przedsięwzięcia organizowane w kontekście promocji wyższej kultury Europy Środkowej i Wschodniej. Włochy były dla Polaków i Rosjan zawsze miejscem, w którym formowała się, często z przymusu, tkanka inteligencka narodu i dlatego było by dla mnie dużą satysfakcją, móc zaobserwować powstawanie polskich organizacji i stowarzyszeń, zrzeszających krajan na obczyźnie właśnie w tym duchu.

Teraz niewątpliwie chcę nagrać kolejną płytę, tym razem przygotowaną do większego nakładu i dystrybucji, album będzie poświęcony XIX wiekowi – materiał już został raz zarejestrowany jednak nie byłem zadowolony z wykonań, pracowałem pod ogromną presją czasu, a to nie wpływa dobrze na tego rodzaju przedsięwzięcia. Po odsłuchaniu materiału po upływie dwóch tygodni nie zdecydowałem się nawet na mastering, musiałem przełożyć nagrania na bardziej dogodny moment i rozłożyć je w czasie, żeby mieć możliwość spokojnie przemyśleć, czy jest to akurat wykonanie, które uważam za najbardziej odzwierciedlające myśl, historię utworu.

Tym niemniej, chciał bym móc regularnie nagrywać: moje obcowanie z muzyką jest przeważnie oparte na komponowaniu, nie na samej technicznej pracy z instrumentem – nie mam jednak czasu ani środków finansowych, aby wszystko rejestrować w momencie zakończenia pracy nad formą, trzeba niewątpliwie do tego podejść z dużą cierpliwością.

Dziękuję serdecznie za rozmowę

Rozmawiała Agnieszka B. Gorzkowska

 




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.