Matylda Krzesińka na tropach nut piosenki „O sole Mio”

Matylda Krzesińka (1872 – 1971) prima balerina assoluta Cesarskiego Teatru Maryjskiego w Petersburgu była z pochodzenia Polką. O jej dziadku, Janie Chrzcicielu Felicjanie Krzesińskim, śpiewaku, król Stanisław August Poniatowski zwykł mawiać „mój słowik”. Ojciec, Feliks , mając czternaście lat tańczył przed carem Mikołajem I w Kaliszu. I to car sprowadził go do Petersburga, gdzie odniósł wielki sukces sceniczny. Ponoć niezrównanie tańczył mazura. Tańczyła jej matka, siostra i brat. Ale żadne z nich nie zrobiło tak oszałamiającej kariery jak Matylda.

Foto Wikipedia: Matylda Krzesińka

Po ukończeniu Cesarskiej Szkoły Teatralnej na przedstawieniu dyplomowym zatańczyła przed rodziną carską i wtedy to car Aleksander III powiedział pamiętne słowa : „Będziesz, mademoiselle, ozdobą i duma naszego baletu”. I tak się stało.

Matylda została solistką Cesarskiego Teatru Maryjskiego, a wkrótce jego primabaleriną. Tańczy m.in. w „Dziadku do orzechów”, „Śpiącej królewnie”, „ Esmeraldzie”, „Jeziorze łabędzim”,” Romeo i Julii”. Sam Czajkowski obiecał napisać dla niej balet. Niestety nie zdążył, gdyż zmarł w kilka miesięcy później. Występuje w zespołach Michaiła Fokina i Siergieja Diagilewa , partneruje Wacławowi Niżyńskiemu.

Lubi bogactwo i władzę. Jej kochankami zostają książęta z rodziny carskiej, w tym sam carewicz, późniejszy ostatni car Rosji – Mikołaj II. Po ożenku carewicza z księżniczką heską , przerzuca się na jego kuzynów – wielkiego księcia Sergiusza i wielkiego księcia Andrzeja. Kiedy w 1902 r. rodzi syna, nie wiadomo, który z nich jest jego ojcem. Sama Matylda utrzymuje, ze Andrzej.

Jest bogata, kochankowie obsypują ją biżuterią od Fabergé i Cartiera. Andrzej kupuje jej dom na Lazurowym Wybrzeżu, Sergiusz daczę w Strielnie pod Petersburgiem. Dużo podróżuje. W 1901 r. wyjeżdża do Włoch z wielkim księciem Andrzejem i swoją szwagierką, Simą, również tancerką. Na kartach pamiętnika wspomina ten pobyt. Do Wenecji przyjechali późno w nocy, okna ich pokoi wychodziły na Canale Grande, „po którym cicho sunęły czarne gondole i płynął śpiew. To gondolierzy śpiewali jakiś romans, chyba nowy, bo śpiewano go niemal na wszystkich przepływających gondolach. Romans bardzo nam się podobał, ale w żaden sposób nie mogłyśmy zapamiętać słów.”

Zwiedzali Wenecję: „lubiliśmy chodzić na obiady do małej restauracji „Il Vapore” , jeść włoskie potrawy i popijać chianti” , Padwę, „ aby odwiedzić grób św. Antoniego, do którego się modliłam, zwłaszcza gdy coś zgubiłam. I zawsze znajdowałam moja zgubę” i wreszcie Rzym. W Rzymie spędzili dwa tygodnie. Dnie wypełniały im spacery po mieście, zwiedzanie muzeów, kościołów. I nagle… w jednym z muzeów znów usłyszały ten wenecki romans. Śpiewał go malarz, stojący na wysokiej drabinie. Przekrzykiwały się nawzajem, aby dowiedzieć się tytułu piosenki. Ale malarz nic nie słyszał, malował dalej, śpiewając. I znów się nie udało.

W drodze powrotnej z Rzymu postanowiły zwiedzić Asyż, Perugię, Florencję, Pizę i Genuę.

Do Asyżu obie tancerki wraz z wielkim księciem Andrzejem i służącymi przyjechały nocą. Na ciemnej stacji w Assyżu nie było nikogo. Na nich czekały już dwa powozy. Jechali pustą drogą, w oddali nie było żadnych świateł, nie było widać ani miasta, ani domu. Żartowali, że może im się przytrafić jakaś niemiła przygoda, np. napad rozbójników. I oto nagle z ciemności wyłonili się ludzie na koniach i z karabinami. Byli pewni, że to napad. Ale kiedy jeźdźcy zbliżyli się do nich, okazało się, że są to karabinierzy, których wysłano z Asyżu dla ochrony wielkiego księcia. W mieście czekało ich wielkie rozczarowanie. Hotel był okropny, mały, brudny, pościel nieświeża, a pluskwy spacerowały sobie wszędzie. Rankiem, po źle przespanej nocy, przez okno ujrzeli pięćdziesięciu karabinierów stojących na koniach przed ich hotelem. Była to włoska ochrona wielkiego księcia. Matylda nie pisze, czy byli zachwyceni tym widokiem.

Na koniec dojechali do Genui. Tam też Matylda i Sima postanowiły znaleźć wreszcie nuty do romansu zasłyszanego w Wenecji. W napotkanym sklepie muzycznym próbowały subiektowi po francusku wytłumaczyć o co im chodzi. On jednak nie znał francuskiego. Wtedy Sima usiadła do fortepianu i zaczęła jednym palcem wystukiwać melodię. Młody człowiek wnet ją rozpoznał. Ależ to „O solo Mio” – zakrzyknął i znalazł nuty. I tak po miesiącu poszukiwań, udało się ustalić, jaki romans śpiewali gondolierzy w Wenecji.

Do Wenecji wrócili w dziewiętnaście lat później, ale w zmienionej sytuacji!

Sukcesy Matyldy przerwała rewolucja lutowa w 1917 r. W jej petersburskiej willi bolszewicy urządzili sztab, a ich wódz Włodzimierz Lenin z balkonu wygłaszał płomienne przemówienia.

W lipcu 1917 r. Krzesińska z synem wyjeżdża na Kaukaz, do Kisłowodzka, gdzie przebywał wielki książe Andrzej z bratem i matką. Wszyscy czekali na unormowanie się sytuacji politycznej. Niestety, bolszewicy przejęli całkowitą władzę w Rosji. W lutym 1920 r. z Noworosyjska odpłynęli do Konstantynopola, a stamtąd do Wenecji. Wspomina: „Dziesiątego marca, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi dostrzegliśmy w oddali zarysy Wenecji, Kampanilę i wieże kościołów. Dzwoniły, dzwoniły na nieszpory i stopniowo Wenecja zaczęła się wyłaniać w całej swej krasie i blasku. Ci, którzy, kochają Wenecję znają to uczucie, które ogarnia nas, gdy zbliżamy się do tego miasta. My odczuwaliśmy to jeszcze silniej, po tym co przeżyliśmy. O godzinie ósmej wieczorem nasz statek zarzucił kotwicę naprzeciwko Pałacu Dożów.”

Postanowili przypomnieć sobie dawne czasy i iść na kolację do restauracji „Il Vapore”. Byli nędznie ubrani, mieli niewiele pieniędzy, ale uznali, że na zimną kolację i butelkę wina im wystarczy. Eleganccy goście patrzyli na nich ze zdziwieniem. Aby wzbudzić zaufanie kelnerów Andrzej położył na stole swoją złotą papierośnicę. Kolacja okazała się tania, kosztowała niecałe 8 lirów.

Rewolucja zmiotła z tronu jej kochanka cara Mikołaja II, pozbawiła życia jej innego kochanka wielkiego księcia Sergiusza, zamordowanego przez bolszewików. Do końca ściskał w dłoni medalion z jej portretem i napisem „Mala” – jak pieszczotliwie się do niej zwracano.

Na emigracji Matylda i Andrzej pobrali się, głównie ze względu na syna. Po ślubie Matylda otrzymała tytuł księżnej i nowe nazwisko: Romanowska-Krasińska. Drugi człon nazwiska był pomysłem Matyldy, która wierzyła rodzinnej legendzie, że jej ród wywodzi się od hrabiów Krasińskich.

Żyło im się w miarę dostatnio, gdyż Matylda otworzyła szkołę baletową, która odniosła sukces. Do później starości występowała na scenach wielu teatrów europejskich . Mieli także willę w Prowansji i wywiezioną z Rosji biżuterię Matyldy, z której sprzedaży żyli przez lata.

W 1956 r. zmarł książe Andrzej, Matylda odeszła w wieku 99 lat w 1971 r., a ich syn zmarł bezpotomnie w 3 lata później . Wszyscy zostali pochowani na paryskim cmentarzu komunalnym Sainte-Genevève-des-Bois.

 

Korespondentka ds. archiwum Polonii: Izabela Gass




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *