Kornelia, tłumacz z Como: „znajomość dwóch języków i dwóch kultur poszerza horyzonty i wzbogaca”

Zapraszamy na rozmowę z Kornelią Z. Piełką, tłumaczem przysięgłym języka polskiego we Włoszech

Kiedy i jak to się stało, że z Rybnika trafiłaś do Włoch, a konkretnie do Lombardii?

Do Włoch przyjechałam, jak większość Polaków tutaj mieszkających, w celach zarobkowych. W 1991 roku skończyłam serbokroatystykę na Uniwersytecie Śląskim i pełna entuzjazmu i optymizmu rozpoczęłam poszukiwanie pracy. Niestety wybuch wojny w Jugosławii spowodował, iż znajomość j. serbskiego i chorwackiego okazała się zupełnie bezużyteczna, a praca jako nauczyciel języka niemieckiego w szkole podstawowej, którą podjęłam z braku innych możliwości zatrudnienia, mało satysfakcjonująca finansowo.

Znajomy z czasów liceum współpracujący z włoskim przedsiębiorstwem produkującym maszyny do wyrobów nabiałowych zaproponował mi pracę w Mediolanie dla tegoż przedsiębiorstwa. Nie znając zupełnie języka włoskiego (oprócz 10 zwrotów) ani włoskiej kultury (oprócz faktu, że Włosi jedzą pizzę i makarony), uzbrojona w rozmówki i słownik pojechałam do Mediolanu z myślą, że zostanę tam najwyżej rok. Przyjęcie rodziny właścicielki przedsiębiorstwa było bardzo ciepłe, początkowa praca jako opiekunka dla dziecka, choć nie była szczytem marzeń, nie najgorsza, a wynagrodzenie naprawdę zadowalające. Włosi wydawali mi się trochę dziwaczni, po domu chodzili w butach, prysznic brali rano, pili jakąś smołę w mikroskopijnych filiżaneczkach i nazywali ją kawą. Po kilku miesiącach ja mówiłam już dość dobrze po włosku, zdecydowanie pomogła mi znajomość francuskiego i łaciny, a mały Francesco wypowiedział swoje pierwsze zdania po polsku. Mimo wielu początkowych potyczek językowych, wśród nich najzabawniejsze polegało na używaniu wyrazu merda zamiast merenda, powierzono mi tłumaczenie krótkich tekstów technicznych i to właściwie wpłynęło na resztę mojej pracy zawodowej. Zawarte znajomości z innymi młodymi ludźmi, szybkie postępy w nauce języka, piękny Mediolan, słoneczna pogoda, włoska kuchnia i moda spowodowały, że zaaklimatyzowałam się tutaj błyskawicznie. Wkrótce poznałam mojego przyszłego męża i po wyjściu za mąż skoncentrowałam się zawodowo właśnie na tłumaczeniach.

Mieszkasz w okolicach Como. Założyłaś niedawno nawet swoją stronę na Facebooku „Polacy w Como”, powiedz, co możemy znaleźć na tej stronie i czego oczekujesz od swoich czytelników?

Częste telefony od moich byłych lub przyszłych klientów wykonywane do mnie w celu uzyskania informacji dotyczących poświadczeń i legalizacji wszelkich dokumentów, procedury wymiany prawa jazdy, uzyskania obywatelstwa, czy też nostryfikacji dyplomu utwierdziły mnie w przekonaniu, że przydałaby się strona, gdzie mogłabym raz i dobrze wytłumaczyć większej ilości osób jak, co i gdzie załatwić. Celem jest skupienie na tej stronie naszych rodaków z prowincji Como nie tylko po to, aby przekazać im powyższe informacje (czego jeszcze z resztą nie zrobiłam z braku czasu), lecz również wymiana doświadczeń, wzajemna pomoc w rozwiązywaniu problemów dotyczących życia we Włoszech. Wiem, że Polaków w Como jest sporo, bo poznaję ich w różnych okolicznościach, zwłaszcza kiedy zgłaszają się do mnie z dokumentami do przetłumaczenia. Na stronie jest nas jeszcze mało, więc zachęcam rodaków z tej prowincji do zapisywania się do grupy „Polacy w Como”.

Od lat pracujesz we Włoszech jako tłumacz przysięgły, jak wygląda na co dzień twoja praca, bo niektórym może wydawać się raczej monotonna… ?

De facto często jest monotonna, zwłaszcza przy tłumaczeniu standardowych dokumentów, takich jak akty urodzenia, małżeństwa i śmierci, zaświadczeń o niekaralności, o możliwości zawarcia małżeństwa. Jest to jednak tylko niewielka część mojej działalności. Od wielu lat współpracuję z adwokatem Mario Confalonieri z Nova Milanese. Prowadzimy obsługę prawną dla polskich przedsiębiorstw i osób fizycznych w zakresie prawa cywilnego. Specjalizujemy się w odszkodowaniach powypadkowych. Oprócz pracy w kancelarii wykonuję również tłumaczenia dla innych adwokatów i notariuszy, są to zazwyczaj pozwy, wyroki i pełnomocnictwa do różnorodnych czynności prawnych.

Ponadto w zeszłym roku, mając na celu poszerzenie kwalifikacji w zakresie tłumaczeń prawniczych skończyłam kurs i zdałam egzamin na mediatora cywilnego i handlowego i obecnie jestem członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Mediatorów Cywilnych i Handlowych, co ponosi za sobą dalsze obowiązki i poszerza zakres działalności tłumacza.

Czy dziś wystarczy dobrze znać język włoski, żeby być profesjonalnym tłumaczem?

Na pewno jest to podstawą. Oprócz dobrego wykształcenia językowego przydałaby sią umiejętność biegłej obsługi komputera, znajomość narzędzi CAT (oprogramowanie usprawniające tłumaczenie), zamiłowanie do tego rodzaju pracy i jakieś doświadczenie. W przypadku tłumaczy przysięgłych trzeba wpisać się najpierw do rejestru biegłych w izbie handlowej, a następnie na listę tłumaczy w sądzie (niektóre sądy przeprowadzają egzaminy, niektóre mają inne wymogi). Tłumacz ustny nie może być zamknięty w sobie i nieśmiały, musi dobrze władać wymaganą terminologią. Tłumaczenia symultaniczne to jeszcze inne sprawa. Lepiej bez odpowiedniego przeszkolenia nie siadać do kabiny. Na koniec najważniejsze, czyli klienci. Trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby ich znaleźć.

Jak wygląda dziś rynek tłumaczeń we Włoszech? Jest wystarczająco dużo pracy dla tłumaczy z językiem polskim?

Powiedziałabym, że jest zbyt mało pracy, a zbyt dużo tłumaczy. Konkurencja jest spora, wymagania klientów wysokie, biura tłumaczeń starają się ciągle obniżać ceny. No i oczywiście tłumacze profesjonalni prowadzący działalność gospodarczą muszą odprowadzać podatki. Początki są na pewno bardzo trudne. W moim przypadku, po dwudziestu latach pracy mogę się pochwalić sporą bazą klientów, aczkolwiek też zdarzają się dni, kiedy nie mam nic do tłumaczenia. Przeplatają się one z takimi momentami, kiedy nie wiadomo w co ręce włożyć. Na szczęście na tej samej zasadzie działają moje koleżanki tłumaczki i w trudnych momentach przekazujemy sobie zlecenia. Oprócz zleceń przekazujemy sobie również wiedzę i doświadczenie. Lubimy sobie też ponarzekać na pracę. Jak potrzebuję wsparcia to dzwonię do Basi, Karoliny, Bożeny, Małgorzaty lub Wandy.

Pracujesz nie tylko dla prywatnych klientów i firm, ale współpracujesz z włoską policją i instytucjami publicznymi, opowiedz z jakimi przypadkami spotykasz się najczęściej na komisariacie policji czy w sądzie?

Tak, pracuję również dla sądu, prokuratury, karabinierów, policji i policji finansowej. W przypadku policji mam zazwyczaj do czynienia z wypadkami, w których sprawcą wypadku lub poszkodowanym jest Polak. Przesłuchania w komendzie karabinierów i rozprawy dotyczą najczęściej takich przestępstw jak kradzież, rozbój, bójka, pobicie, często pod wpływem alkoholu lub substancji odurzających, bardzo rzadko morderstwo. W wielu przypadkach Polacy są stroną poszkodowaną, zostają im skradzione zazwyczaj pieniądze i dokumenty. Muszą wtedy udać się na komendę karabinierów, wraz z tłumaczem, jeśli nie znają włoskiego i złożyć doniesienie o kradzieży.

Jako tłumaczka z pewnością załatwiasz wiele „pracy papierkowej” dla twoich klientów, nie zniechęca cię słynna włoska biurokracja? Co cię najbardziej irytuje?

Dokładnie to samo, co wszystkich Polaków mieszkających we Włoszech tzn. nieuprzejmi i niekompetentni urzędnicy niechętnie udzielający informacji i nieodbierający telefonów, opieszałość w załatwianiu nawet najprostszych spraw, udzielanie niedokładnych informacji i tak zwane szukanie dziury w całym. Kiedyś zwrócono mi uwagę, że pomyliłam nazwę miejscowości bo w oryginale jest „w Białymstoku” , a w tłumaczeniu „di Białystok”. Po wykładzie na temat deklinacji rzeczowników urzędniczka poddała się.

Pamiętasz jakieś szczególnie trudne lub nietypowe tłumaczenie w twojej karierze?

Oj, były takie, zarówno trudne, jak i nietypowe, rozśmieszające też. Bardzo trudnym było dla mnie tłumaczenie rozmowy pomiędzy adwokatami i doradcami finansowymi w sprawie najdrobniejszych aspektów prawnych i finansowych, dotyczących przejęcia spółki włoskiej przez spółkę polską. Trwało trzy dni, a panowie adwokaci i doradzcy finansowi rozmawiali o sprawach zawodowych nawet przy posiłkach. Koszmar.

Kiedyś zdarzyło mi się bardzo nietypowe tłumaczenie ślubu polskiej pary we Włoszech. Biegałam za młodą parą po plenerze i wykrzykiwałam dyspozycje włoskiego fotografa: „głowa do góry”, „kwiaty niżej”, „zdjąć marynarkę”.

Przydarzają mi się też czasami śmieszne sytuacje w poważnym kontekście. Kiedyś przy przesłuchaniu podejrzany o popełnienie przestępstwa zwrócił się do mnie w ten sposób: “Powiedz laleczko temu panu (panem był prokurator), że nie mam z tym nic wspólnego”. Innym razem kobieta, którą skazano na 9 miesięcy pozbawienia wolności, wychodząc z sali sądowej w kajdankach i w asyście dwóch policjantów powiedziała mi: „Słuchaj, fajna jesteś dziewczyna, może napijemy się razem kawy, poczekam na ciebie na dole”.

Porozmawiajmy teraz o twoim życiu prywatnym: założyłaś tu rodzinę, masz dwie córki, które są dwujęzyczne, mimo że nie ma tu szkoły polskiej. Dlaczego polskim rodzicom  we Włoszech powinno zależeć na dwujęzyczności i dwukulturowości? Jak ty sobie radzisz z tym wyzwaniem i jak odbierają to członkowie twojej rodziny?

Uważam, iż najważniejszym i najbardziej prozaicznym powodem, dla którego polscy rodzice powinni od początku życia swoich dzieci rozmawiać z nimi po polsku jest fakt, że tylko znając język polski mogą i będą mogły w przyszłości utrzymywać one bezpośredni kontakt z rodziną w Polsce. Poza tym dzieciom dwujęzycznym łatwiej przychodzi nauka innych języków. Znajomość dwóch języków i dwóch kultur poszerza horyzonty i wzbogaca. Najłatwiej było, kiedy Valeria i Eleonora były małe. Łapały wszystko i błyskawicznie zapamiętywały. Kiedy zaczęły chodzić do szkoły czasu na rozmowę po polsku było coraz mniej. Mimo tego udało mi się nauczyć je w miarę dobrze czytać i trochę gorzej pisać po polsku. Teraz spędzają całe dni na odrabianiu lekcji, a w wolnych chwilach spotykają się z przyjaciółmi, więc tylko kiedy przyjedzie babcia, ciocia lub wujek rozmawiają z nimi po polsku. Co roku w lipcu spędzamy w Polsce trzy tygodnie i wtedy robią one bardzo duże postępy. Oczywiście do doskonałości jeszcze daleko. Zdarzają im się perełki typu “Babcia się skurzyła” zamiast “wkurzyła”. Zależało mi też zawsze bardzo, żeby poznały polską kulturę, zwyczaje i mentalność. Co roku odwiedzamy jakiś zakątek Polski. Obydwie podkreślają zawsze, że są również Polkami. Ze względu na pochodzenie Valerii, profesor poświęcił kiedyś lekcję historii na rozbiory Polski. Była bardzo dumna, że mogła mu powiedzieć jak poprawnie brzmią nazwy polskich miejscowości i polskie nazwiska. Nie wspomnę, że mój mąż, który jest Włochem również potrafi na swój sposób porozumieć się po polsku. To oczywiście też moja zasługa!

Na zakończenie podaj adres twoich stron internetowych, gdzie nasi czytelnicy mogliby skontaktować się z tobą w razie dodatkowych pytań czy zleceń

Oto one:

www.studiopielka.com

www.kancelariaconfalonieri.com

Jestem do dyspozycji Twoich czytelników.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Dziękuję również. Było mi bardzo miło spędzić czas na rozmowie z redaktorką portalu, który lubię i śledzę od wielu lat.

Rozmawiała Agnieszka B. Gorzkowska




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

9 + 1 =