Como we wspomnieniach

Henryk Sienkiewicz przez całe lata żył i tworzył niejako w podróży. Po śmierci swojej żony Marii w 1885 r. Sienkiewicz utracił dom. Jego małymi dziećmi zajęli się dziadkowie, on zaś wyjechał z Warszawy i pisał swoje dzieła w uzdrowiskach Austrii i Włoch, Szwajcarii i Francji, w hotelach i pensjonatach, z dala od rodziny i przyjaciół. Zgodnie z duchem epoki pisał też wiele listów. Najciekawsze relacje z jego podróży, uwagi o miejscach i ludziach są zawarte w listach do szwagierki Jadwigi Janczewskiej. Figurujące na listach miejscowości układają się na kształt mapy Europy: Berlin, Drezno, Wiedeń, Nicea, Paryż, Ostenda itd. itd. Zachowały się też listy z Como pogrążonego w takiej słocie i wiosennym zimnie, że jedynym ratunkiem była ucieczka do Mediolanu.

Foto: Agnieszka B.Gorzkowska

Jest marzec 1890 r. Sienkiewicz do Como przyjeżdża z Wiednia. Miasto go nie zachwyca: „Jezioro jeszcze szare, ziemia koloru zwiędłego liścia, drzewa nie rozwinięte. Como wygląda raczej jako zapadłe miasteczko włoskie niż na stację dla cudzoziemców. Wszystko małe, dalekie od luksusu. Hotele skromne – przynajmniej pod względem urządzenia – jeśli nie cen. Mam miły i dość jasny, a zarazem dość zimny pokoik w „Hotelu Volta”. Widok na jezioro i góry. Tchnienie wiosny czuć już w powietrzu; za jaki miesiąc gdy drzewa się rozwiną, będzie ślicznie. (…) Te Włochy mają jednak coś klasycznego i koją swoją sztuką. Byłby raj, gdyby słońce było.

Foto: Agnieszka B.Gorzkowska

Katedrę widziałem w przejeździe. Front bardzo piękny. W niszach dwaj Pliniusze. Obok arkady, pod którymi dość malownicze i bardzo zielone stragany. Magnolie jeszcze nie kwitną – ale liście na nich duże jak dłoń. Oliwek po drodze nie widziałem – Baedecker mówi jednak o całych lasach.”

W następnych listach narzeka na zimno, pali w kominku, zauważa pąki na drzewach, pociesza się, że po pierwszym ciepłym deszczu wszystko się rozwinie. Całe dnie pisze powieść „Bez Dogmatu”. Na dodatek zżera go nuda i samotność. „ W hotelu jestem sam. Czasem przy obiedzie widuję jedną lub dwie twarze, ale są to przyjezdni Włosi, których na drugi dzień już nie ma. W Mediolanie będę miał przynajmniej ruch wielkiego miasta i La Scalę. Jest przy tym jedna [w Como] niedogodność, to jest żadnych spacerów dla pieszych, tylko dwie drogi bite, po dwóch stronach jeziora, na których panują wieczne kłęby kurzu. Wieczorami „nie mam co ze sobą zrobić, chyba po spacerze pójść do brudnej kawiarni i czytać „Secolo”, który rozumiem piąte przez dziesiąte.”

Foto: Agnieszka B. Gorzkowska

W kilka dni po tym liście wyjeżdża do Mediolanu. Być może w następnych latach znowu zawitał do Como, ale listy tego nie potwierdzają.

Inaczej wygląda Como w kilkanaście lat później we wspomnieniach Antoniego Kieniewicza, zamożnego właściciela majątku na Polesiu. Tak o tym pisze: „ Cudowną zrobiliśmy wycieczkę koleją do jeziora Como, po którym jeździliśmy kilka godzin łódką, zachwycając się przepięknym widokiem brzegów otaczających jezioro i odbijających się w jego błękitach. Nasz wioślarz parokrotnie zatrzymywał się przy brzegu jeziora, radząc byśmy wysiedli i obejrzeli czy to pałacyk czy też willę, z których piękny roztacza się widok „. Kiedy nadszedł czas obiadu Kieniewicz zaprosił wioślarza na wspólny posiłek. Ten jednak podziękował, mówiąc, że nie jest głodny, gdyż „j’ai trés bien diné aujourd’hui, j’ai mangé un oef et de la salade, et j’ai bu du Chianti”. [Bardzo dobrze dziś obiadowałem, zjadłem jajko i sałatę i popiłem Chianti].

 

Korespondentka ds. archiwum Polonii: Izabela Gass




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.