Ktokolwiek z nas, mógł znaleźć się na tym przeklętym moście… – Tragedia która odmieniła nas wszystkich

Cztery dni temu, 14 sierpnia 2018 roku, w Genui był ponury, deszczowy poranek. Większość mieszkańców miasta korzystała z długiego weekendu łączącego sobotę i niedzielę  z dniem tradycyjnego włoskiego  święta, “Ferragosto”. Pomimo brzydkiej pogody na ulice i autostrady wysypywali się ludzie, przemieszczając się z jednego krańca miasta na drugi, podróżujący turyści pędzili w kierunku obranych miejsc wypoczynku, kierowcy ciężarówek dostawczych, wypełnionych  towarami wykonywali swoje rutynowe obowiązki.

O godz.11.36, w Genui runął most.  Nagle świat się zmienił.  W tamten wtorkowy poranek, 14 sierpnia 2018 roku mało kto myślał o tym, jak bardzo głębokie będą konsekwencje tego wydarzenia.

W słuchawce dyżurującego pod numerem alarmowym  dyspozytora odezwał się przerażony głos kobiecy:

Szybko, spieszcie się! Właśnie runął most.

Czy Pani oszalała? – odpowiedział znudzonym głosem mężczyzna – Proszę sobie nie robić żartów! W duchu pomyślał, że nieznośny upał sierpniowych  dni źle wpływa na stan umysłowy niektórych osób.

– Ja nie żartuję – nalegała kobieta – Przed chwilą, przed moimi oczami runął most a wraz z nim znajdujące się na nim pojazdy.

W tamten feralny wtorek siedziałam w barze małej, piemonckiej wioski, popijając spokojnie poranną kawę. Wioska cicha i skromna, miejsce kilkudniowych wypadów genueńczyków szukających schronienia i ulgi od letnich upałów.  Nikt z nas wówczas nie przypuszczał, że niczym niewyróżniający się powszedni dzień, zapisze się w pamięci każdego z nas jak wyciosana nożem wandala, niekojąca się rana.  Gwar rozmów, zabarwionych beztroską dni wolnych od codziennych obowiązków nagle zawisł ociężale w powietrzu, wszyscy zamarliśmy z nosami wbitymi w telefony. Ktoś spróbował rozładować atmosferę mówiąc że to niemożliwe, że to fotomontaż. Mijały minuty, zaczęły dzwonić telefony, docierały pierwsze wiadomości z pytaniami czy jestem bezpieczna.  Fotomontaż  stał się prawdą, świat uwierzył, zanim zdążyłam się zorientować co się dzieje. Most po którym jeździliśmy wszyscy runął, pochłaniając swoje ofiary. Od tego momentu miasto straciło swoją konfigurację; pękło na pół.

Genua pogrążona w smutku i żałobie szuka przyczyn i domaga się  wytłumaczenia kolejnej tragedii, która dotknęła miasto i jego mieszkańców. Niestety, wiele pytań zostanie bez odpowiedzi. Myśli natarczywie biegną w kierunku ofiar tego strasznego wydarzenia i ich bliskich. Szacunek i wyrazy wdzięczności dla ratowników, ekip strażaków miejscowych i tych przybyłych z okolicznych miast, lekarzy pracujących bez wytchnienia – to minimum, które każdy z nas w duchu wyraża w takich momentach.

Ale efekt katastrofy ma szerszy zasięg, jest zdumiewający. Nagle wszyscy doceniliśmy fakt istnienia, odnawiają się więzy przyjaźni i niespodziewanie odnajdują odzwierciedlenie w słowach, w trosce o życie. Ktokolwiek z nas mógł znaleźć się na tym przeklętym moście.

W mieście panuje atmosfera skupienia, nietypowa cisza zawładnęła ulicznym gwarem. Genueńczycy, niewylewni z natury, zamknęli się w sobie jeszcze bardziej. Zjednoczeni w bólu i w złości z godnością czekają na konkretne działania, na to, że ktoś poniesie konsekwencje tej tragedii.

Pożegnanie ofiar katastrofy odbędzie w sobotę, 18 sierpnia w jednym z pawilonów targowych. W  uroczystości wezmą udział przedstawiciele rządu włoskiego i władz lokalnych.  Zostanie ogłoszony stan żałoby narodowej.

Korespondencja z Genui: Dorota Czałbowska




One thought on “Ktokolwiek z nas, mógł znaleźć się na tym przeklętym moście… – Tragedia która odmieniła nas wszystkich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *