Katarzyna Pawlikowska tłumaczy jak być przedsiębiorczą Polką we Włoszech

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Katarzyną Pawlikowską, ekspertką od kobiecych motywacji, specjalistką od budowania strategii działań oraz budowania relacji komunikacyjnych, członkinią komitetu zarządzającego The Global Summit on Marketing to Women 2016 w Nowym Jorku, współzałożycielką agencji marketingowej Garden of Words, autorką publikacji pt. Polki, Kobiece kody komunikacji oraz YEStem kobietą, a także tłumaczką języka francuskiego i włoskiego, od lat związana zawodowo i prywatnie z Italią.

Kasiu, powiedz, na podstawie twoich badań i własnych obserwacji, co nas skłania do radykalnej zmiany we własnym życiu?

Pamiętam, jak miałam 16 lat po raz pierwszy pojechałam świadomie (już nie jako dziecko) do Francji. To były lata 80-te, a nasz dyrektor szkoły załatwił jakimś cudem wyjazd na wymianę międzyszkolną. Ruszyliśmy do Francji autokarem jadąc przez pół Europy. Jechaliśmy ponad 20 godzin. Ja we Francji miałam wuja, który był dyrektorem banku w Champanii. Ponieważ to była wymiana międzyszkolna, mój wuj, jak się dowiedział, że przyjeżdżam, i że bedę niecałe 20 km od jego domu, powiedział, że muszę przyjechać do niego. Mieszkała tam też bratanica wuja, która była w moim wieku. To była moja rodzina, której jeszcze nie znałam.  Wuj, jako dyrektor banku, miał posiadłość XVII wieczną w Champanii, nad kanałem, a ja przyjechałam z kraju gdzie był tylko ocet na półkach…

Pamiętam, jak zabierali mnie do wspaniałych restauracji, otwierali świat  nowych, wykwintnych smaków, zapachów, zupełnie inny styl życia. Kupili mi także piękne, markowe ubrania i perfumy… w przeliczeniu na nasze złotówki, to była wartość kilku  pensji moich rodziców. Wtedy się nauczyłam, że nie można w ten sposób niczego przeliczać. Ale poza tym, dla mnie to był chyba najsilniejszy bodziec do podjęcia życiowej decyzji: chciałam mieć wybór. To nie o to chodziło, że ja chciałam żyć tak jak oni, ale że chciałam mieć wybór jak żyć. I myślę, że ta podróż była jednym z najbardziej kształtujących mnie momentów w życiu. Nie bez powodu zapałałam wielką miłością do kultury francuskiej, i już nieco później, jeszcze większą do włoskiej.  Do tego stopnia, że studiowałam francuski i włoski na UJ i pracowałam nawet przez chwilę jako tłumacz przysięgły z obu.

Cóż, czasami musi przyjść taki bodziec w życiu (nie zawsze jest pozytywny, czasami może być negatywny), który pomoże nam podejmować ważne decyzje.

Jacy są dzisiaj Polacy na emigracji? Są zaradni, przedsiębiorczy? Nie mają już kompleksów jak poprzednie pokolenia?

Niedawno spotkałam się w Mediolanie z moim młodszym kolegą, który jest malarzem. Jego partner, także Polak – architekt i znawca designu prowadzi atelier słnnego designera przy Corso Como. Pracują, mieszkają i żyją na bardzo dobrej stopie w Mediolanie, dużo podróżują, często bywają w Polsce, ale dobrze im we Włoszech. I to jest przykład na to, jak młodzi Polacy robią dziś karierę bez kompleksów. Gdyby ktoś mi coś takiego powiedział jeszcze 10-15 lat temu to wydałoby mi się to niemożliwe, a dziś zdarza się tak coraz częściej. Widzę teraz, jak dzisiejsza młodzież z Polski czy z Włoch, jeździ na te same kongresy międzynarodowe i udziela się  w nich na tym samym poziomie.

Pamiętam pierwszą konferencję z dziedziny którą się zajmuję, czyli zachowań społecznych i konsumenckich kobiet. Wyjechałam wtedy pierwszy raz na kongres marketingu kobiet do Chicago z przekonaniem, że czekają mnie tam zawodowe rewelacje, że  nauczę się nowych, cudownych, odkrywczych rzeczy … Po szóstej godzinie kongresu pomyślałam sobie: wydałam na to kupę pieniędzy, a przecież ja to wszystko wiem! Najpierw byłam zła, a potem poczułam wielką radość. Jakie to cudowne, że to ja mogę ich uczyć, a nie oni mnie. I tak też się stało, zaczęłyśmy rozmawiać z szefową tego kongresu, ona mi opowiadała o konkretnych przypadkach , tzw. „cases”, a ja jej zaczęłam opowiadać o pewnych zjawiskach… Na następnym kongresie byłam już członkiem zarządu kongresu.

Bardzo dużo kobiet ze średnim i wyższym wykształceniem decyduje się na życie za granicą. Wyjechały do Włoch, czy innych krajów z różnych powodów, z miłości, w poszukiwaniu pracy, itd. Nie umieją się jednak odnaleźć w tym nowym świecie. Nie umieją się przebić, bo nie wszyscy przecież mają dar przebicia.

Ależ oczywiście!

To jest ogromny potencjał, który mamy za granicą, w tym wypadku we Włoszech, i nie umiemy z niego skorzystać. Wiele kobiet ma wyższe wykształcenie, ale nie pracuje w swoim zawodzie ponieważ nie może przejść przez żmudną biurokrację potwierdzania studiów. A nawet jak już  przez nią przebrną, okazuje się, że o to samo miejsce pracy ubiega się sznur Włoszek z takimi samymi kwalifikacjami, przy czym one mają ten plus, że nie są cudzoziemkami… Co byś poradziła takim kobietom? Od czego zacząć?

Każda z tych kobiet jest inna i nie ma jednego sposobu. Na pewno jest jedna rzecz niesamowicie ważna: one z jakiegoś powodu tam są. Gdziekolwiek jesteśmy, z jakiegoś powodu tam jesteśmy. I najważniejsze jest, aby mieć świadomość tego powodu, bo to nam ustawia całą resztę. Jak zdajemy sobie sprawę z tego, co jest najważniejsze, to pod to układamy inne rzeczy. To nie jest tylko kwestia miłości, ja wiem, że wiele Polek mieszka we Włoszech ponieważ się zakochały i trudno się zresztą dziwić… Ja też kocham Włochy i Włochów, bo powiedzmy sobie, jakie jest jeszcze inne miejsce na świecie, gdzie jest więcej sklepów z odzieżą dla mężczyzn niż dla kobiet? (śmiech). Ale tak poważnie, czytając włoską literaturę i jeżdżąc tam bardzo często, mam też świadomość tego że, Włochy są bardzo trudnym krajem dla ludzi „spoza”. Oczywiście, nie chodzi tylko o Polki, to dotyczy również innych kobiet Europy. W mojej opinii, to wynika z tego, że Włosi sami nie czują się w zupełności jednolitą narodowością. Przez wieki był to kraj podzielony, rozczłonkowany, a my teraz im narzucamy, że mają się dostosować do imigracji, która napływa tam od lat. Narzucamy im, że ktoś spoza ich kultury twierdzi, że jest taki sam. Mało tego, nie ma co ukrywać, oni do dziś czują się pępkiem świata, bo tu narodziła się kultura europejska. To nawet widać po ich domach. Widać, że  różnica poczucia stylu, nawet u ludzi, którzy nie mają go wcale (według tamtejszych kryteriów), jest ogromna w porównaniu z polskimi standardami. To jest pewien rodzaj wrażliwości na piękno, genetyczne dziedzictwo wrażliwości, rodzaj obycia… Więc nie ma co udawać, jest pewien rodzaj dysonansu z polskimi warunkami. Oni nas postrzegają trochę jakbyśmy byli „trędowaci”.

Mam przyjaciół w Katanii, rodzinę profesora biochemii i eksperta od żywności funkcjonalnej, Giovanniego Scapagniniego. Jak zobaczyłam ich barokowe mieszkanie, to pomyślałam sobie, że trudno im się dziwić, że pewne rzeczy są dla nich takie oczywiste, a dla nas nie. To jest naprawdę dziedzictwo kulturowe i my możemy mieć z tego powodu kompleksy. A naszym problemem jest to, że nie potrafimy rozmawiać z nimi na takiej płaszczyźnie, na której nie musimy mieć kompleksów.

Dlatego to co mogę powiedzieć Polakowi czy Polsce we Włoszech próbujących się przebić, to szukać tych przestrzeni, w których czujemy się ekspertami. Jeżeli ja uważam, że jestem doskonałym fachowcem w dziedzinie chemii to tutaj właśnie mogę się sprawdzić…

Oczywiście najtrudniej będą miały dziewczyny, które mają wielki potencjał, ale są po prostu humanistkami (ja też jestem po prostu humanistką!). Niestety, nawet jeśli mamy wewnętrzną siłę wrażliwości i czasem jakiś talent artystyczny, to jednak trudno jest walczyć z dziesiątkami, setkami Włoszek, które mają podobny poziom. Bo na tej płaszczyźnie one nas wyprzedzą. Niestety, w takich wypadkach trzeba być naprawdę wybitną osobowością, żeby się przebić. Ale najważniejsze – nie można się bać, albo negatywnie nastawiać, nie można mieć od razu nastawienia – no, nie, wiadomo, że się nie uda… Wtedy, faktycznie, na pewno się nie uda. W marketingu mówi się, że najważniejsze to znaleźć swoje USP (Unic selling prosposition) – czyli to, co nas wyróżnia, a my mamy od razu jedną przewagę nad Włoszkami. Jesteśmy odważne i zdeterminowane – potrafiłyśmy zostawić swój kraj, jesteśmy multikulturowe więc mamy szersze spojrzenie, jesteśmy szybsze w pracy i bardziej nastwione na wynik … po prostu dlatego, że nam zależy bo jest nam trudniej. Warto o tym pamiętać i – co najważniejsze!- jasno i otwarcie zakomunikować to np. Potencjalnemu pracodawcy. Oczywiście poprawną „włoszczyzną”!

Czy umiejętności „przebijania” się w świecie biznesu można się nauczyć na warsztatach czy kursach?

Trochę tak. Jednak, aby można było się tego nauczyć, trzeba sobie rozwiązać bardzo dużo problemów wewnętrznych. I to jest najtrudniejsze. Co z tego, że przyjdzie na warsztaty 100 dziewczyn, a tylko 3 osoby z nich w rezultacie skorzysta. To jest oczywiście pesymistyczna wizja. Chodzi o to, że my się dowiemy bardzo wiele ciekawych rzeczy o sobie, ale żeby je potem zastosować, to trzeba mieć porządek w środku. I to jest największy problem polskich kobiet.

Czy porządek w sobie robimy samodzielnie?

Można oczywiście skorzystać z porad psychologa, to zależy od stopnia problemu…

Czyli najważniejsze to zdać sobie sprawę, że mamy jakiś problem, np. z własną nieśmiałością… Nie możemy zająć się tylko rozwijaniem biznesu, tak? Poza tym jest jeszcze rodzina, i całe nasze środowisko, które może być dla nas przeszkodą…

Oczywiście! Mam świadomość tego, że pod kątem partnerstwa i szacunku do kobiet jako do partnerek w rodzinie i biznesie, to Włochy są daleko za Polską.

Ale czy kobieta wybierając partnera nie widzi, że on ma inną mentalność, bardziej zamkniętą?

Ja myślę, że nie bez powodu mówi się, że miłość jest ślepa, pewnych rzeczy się nie widzi. Wystarczy popatrzeć na syndrom kobiet, które wychodzą za mąż za mężczyzn, którzy piją. One wiedzą, że oni piją, ale wychodzą za niego, żeby go uratować.

Poza tym miłość, romantyzm… Włosi potrafią być uroczy, naprawdę. Jednak pewna egzotyka odgrywa tu rolę, ale nie tylko dotyczy to zachowań, także kultury, klimatu, kuchni i miliona innych czynników…

Z drugiej strony, ja się nie zgadzam z tym, że tylko raz dokonujemy wyboru i to jest już nieodwracalne. Nie chodzi od razu o to, żeby odejść od tego mężczyzny, ale żeby jednak próbować coś zmienić. Chociaż bywa, niestety, że jego „mamma” jest bardzo blisko, która za każdym razem podkreśla, że jej syn je tylko taki makaron i tylko tak zrobiony. To już jest coś, czego ja, z moją niezależnością, bym nie przetrzymała. W moim przypadku to nie wchodzi w rachubę. Ale to kwestia cech charakteru. Kobiety czasem nie są w stanie powiedzieć „nie”.

Przy czym nie chodzi tu bynajmniej o bycie lub nie feministką. Niektóre nasze feministki w Polsce myślą, że feministką jest się wtedy, gdy się pracuje i robi karierę. A ja uważam, i jestem o tym głęboko przekonana, że o feminizmie mówimy wtedy, kiedy mamy wolny wybór. Jak kobieta chce zostać z dziećmi w domu i uważa, że to jest jej spełnienie życia, to jest taką samą feministką jak ta, która stawia na karierę.  To na tym polega feminizm, że nasza płeć ma takie samo prawo do wybierania jak mężczyźni. I sama znam przypadki kobiet w Polsce, które wyszły za mąż po to, żeby malować paznokcie, chodzić do fryzjera, dbać o siebie, itd. I to jest jej świadomy wybór. Ona nie chce inaczej. Więc czy mamy jej żałować? Może nie jest do końca szczęśliwa z mężem, który traktuje ją nieco przedmiotowo (żeby pochwalić się kolegom jaką ma piękną żonę), ale on ją kocha i daje jej poczucie bezpieczeństwa i wygody. Ona to wie i decyduje, że coś ma za coś w życiu. I jej to pasuje. A w międzyczasie może się realizować na przykład społecznie.

My, Polki mamy poczucie trochę takiej „matki Polki”, czyli że musimy się całkowicie oddać wychowaniu dzieci, że najważniejsze jest dobro rodziny… i zapominamy całkowicie o sobie. I co ma taka dziewczyna we Włoszech zrobić? Musi zdać sobie sprawę z tego, gdzie ona jest w tym wszystkim?

Zanim dojdzie do kompletnej frustracji…

Tak. Oczywiście, zawodowo jest ciężko, jeśli pracuje na przykład w barze, a jest doskonała w innej dziedzinie…

I musi wiązać koniec z końcem…

Tak. Po pierwsze, badzo często Polki za granicą, i nie mówię tu tylko w kontekście Włoch, Polki nie mają odwagi. Bo wiedzą, że mężczyźni potraktują nas jako małą „Polaczkę”. A my musimy stanąć z nimi jak równy z równym. Tylko, żeby to było możliwe, najpierw musimy mówić płynnie w ich języku (już nie mówiąc o doskonale napisanym cv, także bezbłędnym włoskim). Pamiętajmy, że to my przyjechałyśmy do nich! Niestety, kobieta nie ma praktycznie żadnych szans, jeśli nie mówi bardzo dobrze w języku kraju, gdzie mieszka. Jeżeli nie mówimy porządnie po włosku, to do tego czasu nie ma co próbować.

Czyli pierwsza rzecz to szlifować język…

Tak, bezwzględnie! Płynność mówienia jest ważna. Można mówić z obcym akcentem, ale elegancja wypowiedzi jest niezwykle istotna. Mówimy tu o kobiecie, która ma wyższe wykształcenie i chce się starać o pracę na stanowisku nawet sekretarki (co zresztą jest często poniżej jej wykształcenia), to nie może być tak, że nie mówi poprawnie w danym języku. Jak może mieć potem pretensję, że ktoś jej nie chce przyjąć… To jest pierwsza rzecz: szacunek do przyszłego pracodawcy i do siebie.

Drugą rzeczą jest to, żeby znać realia. Jeśli składam podanie o pracę, to muszę dobrze wiedzieć do kogo. Badzo często zdarza się, również w Polsce, ale i we Włoszech, że kobieta wysyła swoje cv, idzie na rozmowę i nie sprawdza nawet do kogo idzie. I na pytanie o specyfikę tego produktu czy firmy na rynku, odpowiada „no, ale to ja sobie później sprawdzę w internecie”. I potem się dziwi, że jej nie zaprosili na drugie spotkanie. Więc przygotujcie się! Najważniejsza jest nasza proaktywność, pokazanie, że wiemy dlaczego i gdzie chcemy pracować, co dobrego możemy wnieść do takiej firmy. Każdemu życzę przypadków cudownych, ale w większości z nich, nic nam z nieba nie spada w życiu. Musimy sobie pewne rzeczy wypracować.

A może warto założyć własny biznes za granicą?

Mamy tyle fachowców kobiet, które mogłyby założyć firmę, nawet razem się spotkać i coś zorganizować…. Można zacząć od najprostszych rzeczy: jakiegoś przetwórstwa domowego, cukierni, aż po fachową obsługę na wysokim poziomie…

Dzięki internetowi można dotrzeć wszędzie

Ależ bezwzględnie! Ale uwaga, przed rozpoczęciem biznesu pewne rzeczy trzeba sobie przemyśleć. Bo jeśli ktoś zakłada firmę, tylko dlatego, żeby zarabiać pieniądze, to, z całym szacunkiem, mało jest takich ludzi, którym się to uda. Firma to jest sposób na życie. To nie jest rozwiązanie na zarabianie pieniędzy, one są dopiero w następnej kolejności. Ja zakładam firmę, bo chcę robić coś, co daje sens mojemu życiu.

To nie może być przypadek, prawda?… Na przykład, jeśli słyszałam, że dobrze sprzedają się żarówki to wchodzę w świat żarówek!

Właśnie, muszę znaleźć coś, gdzie czuję się dobrze, czego mogę szybko się nauczyć, co mnie interesuje. Einstein kiedyś powiedział, że „ja wcale nie jestem genialny, tylko ciekawy”. Myślę, że to jest najważniejsza rzecz, która powinna kierować naszym wyborem. Jeśli jesteśmy czegoś ciekawi, to łatwo się tego uczymy, bo to samo nam przychodzi. Więc zakładanie firmy w dziedzinie, której nie jesteśmy ciekawe, od razu jest skazane na porażkę, chyba, że ktoś ma niebywałe przypadkowe szczęście.

Dopiero drugą rzeczą jest to, czy na tym zarobię. Problem polega na tym, że obie te rzeczy muszą się znaleźć w jednym i tym samym punkcie. Bardzo wiele osób znajduje tę ciekawość i miejsce na swój biznes, ale nie potrafi tego spiąć ekonomicznie. Nie robiły tego wcześniej, nie mają świadomości jak to zrobić i to jest coś, co jest bardzo potrzebne Polakom i Polkom, którzy mieszkają za granicą. Potrzebne są takie małe agencje, które będą pokazywały aspekty prawne, jakie są wydatki, ile trzeba zarobić.

Uwaga: kiedy zakładam firmę, muszę obliczyć najpierw nie za ile sprzedam mój produkt czy usługę, tylko ile ja muszę zarobić, żeby wyjść na zero i zacząć zarabiać. Ludzie o tym kompletnie zapominają. To jest wielka bolączka nie tylko Polaków we Włoszech, ale także we Francji. No a nie każdy ma zmysł przedsiębiorczości.

Więc pozwólmy sobie pomóc

Tak. Nie musimy być alfą i omegą we wszystkim. Moja ostatnia książka „YEStem kobietą” mówi o tym, że idealnie jest nie być idealną tylko prawdziwą”.

Jeszcze dodam a propos tego, jak się przebić. Niesamowicie ważna jest pewność siebie. To nie o to chodzi, że mam być zarozumiała. Ale jeśli jesteśmy przekonane, że nam nie wyjdzie, albo mamy poczucie, że jesteśmy gorsze od innych dziewczyn z Włoch… to także skazane jesteśmy na porażkę.  Wiadomo, nie zawsze nam wychodzi w życiu, ale to nie znaczy, ze jesteśmy gorsze od innych. Może akurat były jakieś uwarunkowania, które faworyzowały inną osobę. Pewność siebie, to jest taka rzecz, której się nie da nauczyć, trzeba ją w sobie wypracować.

Opowiedz nam o twojej nowej książce…

Napisałam książkę „YEStem kobietą” ponieważ bardzo wiele Polek ma poczucie, że bardzo im daleko do ideału. Tylko co to jest ideał? Świat też nie jest idealny, a przecież nie mamy o to do niego nieustających pretensji… My, kobiety za wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. To jest coś, czego rzeczywiście mogłybyśmy się uczyć od mężczyzn. Krążą na ten temat już dowcipy: stoi przed lustrem łysy facet, z brzuchem, tragiczny, ale widzi po prostu pawia. A stanie kobieta całkiem niebrzydka przed lustrem i widzi się jak ostatnia baba jaga… Tak już niestety mamy, a szczególnie Polki. Zresztą, zostałyśmy też tak wychowane. Wciąż musimy się bardziej starać i nam to zostało. Mamy takie poczucie, że musimy być doskonałymi matkami, żonami, partnerkami, gospodyniami domowymi, doskonałe także w pracy… itd. Rany boskie! A jak nie, to jesteśmy sfrustrowane.

Na szczęście mogę już powiedzieć, że to się powoli zmienia w Polsce. Moje ostatnie badania pokazują, że rośnie liczba kobiet, które sobie troszkę odpuszczają.

Można żyć na luzie?

To nie o to chodzi, żeby nagle wyluzować, z dnia na dzień powiedzieć „wszystko mi jedno”. Kobieta, której zależy, żeby być doskonałą, nawet nie dopuści do siebie takiej możliwości. Ale lepiej czasami samej z sobą umówić się na kawę niż z cudownym facetem czy nawet przyjaciółką. Bo jeśli same dla siebie nie będziemy przyjaciółkami, to już na pewno nie znajdziemy ich na zewnątrz. Wiec, nie zaszkodzi trochę pobłażliwości dla samej siebie. To najbardziej deficytowa rzecz ze wszystkich drogocennych rzeczy na tym świecie.

Czyli zaakceptować własne słabostki?

Polubić siebie! Tak! Ja też to do siebie mówię. Jestem dokładnie tym typem osoby, która na każdym polu musi coś robić doskonale. Mój mąż w końcu powiedział mi kiedyś „przeczytaj swoją książkę!” (śmiech). Bo to jest tak, że jestem typem uparciucha i to mnie gdzieś jednak w życiu daleko zawiodło. Ja nie poddaję się łatwo.

Musimy wiedzieć, że otworzyć biznes, albo robić karierę wcale nie jest łatwo. Trzeba z góry przyjąć, że coś może nie wyjść i trzeba będzie walczyć. My kobiety, ciągle zbyt często myślimy, że jak pięć razy próbuję i mi nie wychodzi, to za szóstym dam sobie spokój, bo się nie nadaję. A tu chodzi o to, żeby spróbować siedemnasty raz, zacisnąć zęby i zrobić dobrze. Nie ukrywam, że ja właśnie jestem takim uparciuchem, dopóki mogę, chociaż oczywiście niesamowicie ważne jest też, żeby znaleźć ten moment kiedy trzeba jednak sobie odpuścić. Ja akurat z tym mam problem.

To jak znaleźć ten moment, kiedy już nie ma sensu brnąć dalej? Po czym poznać, że to nie jest ta droga?

Trzeba nauczyć się słuchać. Czasami wiemy, że to jest słuszna droga, ale jest tak bardzo ciężko, że trzeba sobie powiedzieć „trudno, muszę skręcić”.

Natomiast bardzo fajne i ważne jest to, co my mamy w sobie. Jednostką społeczną kobiety jest MY. My ewidentnie nie jesteśmy nastawione na bycie samej dla siebie. My się postrzegamy w każdym aspekcie życia: rodzinnym, zawodowym, czy przyjacielskim w konteście innych osób.

Wróćmy jeszcze do poznawania realiów życia za granicą… Z tym też mamy problem?

Myślę, że dlatego Polki kochają Włochy i Włochów, bo nam się wydaje jak tam jedziemy, że tam są wszyscy niesamowicie mili (to oczywiście jest bardzo powierzchowne). Potem następuje zderzenie z rzeczywistością, szczególnie Polek z Włoszkami. My też mamy inne podejście do wielu rzeczy, bo tak nas wychowano. Na przykład w stosunku do zdrady. Mam koleżankę na południu Włoch, która zwierzyła mi się, że zdradzał ją mąż, za co dostał po „pysku” i koniec. Jej też prawdopodobnie zdarzył się taki incydent i ona podchodziła do tego z naturalnością: „no bo tacy jesteśmy, ale to nie znaczy, że się nie kochamy”. Dla nas Polek, w naszej kulturze, w 99% przypadków, wiązałoby się to z końcem związku. Więc my tu zderzamy się z inną kulturą, z innym podejściem, inną mentalnością. To jest jeden z bardzo wielu elementów, które odbiegają od naszych standardów. My jedziemy do jakiegoś kraju i nam się wydaje, że jest tam cudownie, a potem jak wchodzimy głębiej z naszym wychowaniem, naszym bagażem kulturowym i deficytami, kompleksami, które przywozimy z Polski, to okazuje się że już nie jest tak pięknie, że życie tu nie jest takie różowe, słodkie, jak w bajce, bo ta przepiękna scenografia nie gwarantuje filmu o cudownie romantycznym zakończeniu.

Na stronach społecznościowych możemy zaobserwować wyraźny podział komentarzy osób, które marzą, aby przyjechać do Włoch, lub bywają tam sporadycznie i zachwycają się nimi bezustannie. A z drugiej strony, osób, które mieszkają tam od wielu lat i są wyjątkowo krytyczne do wszystkiego, co dotyczy tego kraju i ludzi, można wręcz powiedzieć, że są przesiąknięte frustracją. Wyraźnie brakuje tego „wypośrodkowania”, w sensie, że dostrzegam piękne strony życia we Włoszech, owszem, przeszkadza mi wiele rzeczy, ale jestem tu, bo tak wybrałam, i muszę to zaakceptować.

Tak, podobna sytuacja jest w Polsce. Bardzo dużo osób narzeka na wszystko. Tak już mamy. Jest mi źle bo to, bo tamto… To jest takie wypluwanie frustracji. My nie szukamy pozytywnych rzeczy, czy tych, które możemy same próbować zmienić, a za wszystkie nasze niepowodzenia winimy to co jest na zewnątrz. To jest zwykłe pójście na łatwiznę! Ja wiem, że świat jest zły, że nie jest zawsze tak jak powinno być, ale to nie znaczy, że ja nie mam robić czegoś, co można odmienić.

I gdyby tak zadać pytanie waszym czytelnikom jakie są ich najważniejsze problemy, to oprócz tej frustracji, znalazłoby się kilka takich rzeczy, na które mamy wpływ. Być może warto się spotkać i spróbować coś zrobić razem, nawet po to żeby się wzajemnie wesprzeć czy napić się razem kawy albo wina. A takie plucie jadem jeszcze nikomu nigdy nie pomogło.

Oczywiście zgadzam się, że Włochy są idylliczne dla osoby, która tam przyjeżdża, a przy okazji ma jeszcze dużo pieniędzy do wydania, a jeśli ktoś zarabia 1500 euro i musi się tam utrzymać to może być bardziej dramatycznie. Do tego jak dołożymy jeszcze problemy w rodzinie, brak akceptacji środowiska, bo wciąż jestem straniera i ze wszystkich stron nam się wali świat, to trudno w sobie zdobyć siłę i nie przejmować się. Dlatego fajnie jest zakładać stowarzyszenia kobiet, które będą się spotykały od czasu do czasu, nawet na skypie, bo nie zawsze jest to fizycznie możliwe. My kobiety potrafimy sobie „dokopać”, ale potrafimy się też wesprzeć, a jeśli jest ktoś, kto mnie rozumie, to na pewno będzie mi łatwiej. Być może w stowarzyszeniu można zorganizować kursy, warsztaty,  a przy okazji i spotkania towarzyskie.

Opowiedz nam jeszcze jak układała się twoja współpraca z Włochami

Przez kilka lat byłam współwłaścicielką firmy, która zajmowała się dystrybucją włoskich badań genetycznych w Polsce. To cudowny projekt i dlatego tak dużo mam do czynienia z Włochami. Ja wchodzę do takich rzeczy całkowicie bez kompleksów: jak się dogadam to dobrze, jak nie to nie, próbuję robić biznes, jeśli mi wyjdzie to dobrze, a jak nie to nie i koniec. Ja nie proszę o przysługę, pytam, co mogę dla nich zrobić i niech zdecydują. Myślę, że my Polki mamy zbyt duże kompleksy, a oni szanują partnerów, którzy podchodzą do nich na tej samej płaszczyźnie. Tak więc, powtarzam, nie można mieć kompleksów w dziedzinach, w których czujemy się mocne.

A czy pracując z Włochami nie miałaś problemów jako kobieta? Jak cię odbierali?

Jako bardzo młoda dziewczyna, jeszcze kończąc studia, pracowałam jako tłumacz dla Fiata w Bielsku-Białej. Widziałam co się działo w hierarchii włoskiej. Tam kobiety miały służalcze (dosłownie) stanowiska. W bardzo wielu firmach we Włoszech taka sytuacja dalej ma miejsce, chociaż stopniowo to się zmienia. Widzę, że kobiety, które mają charakter, poczucie, że wiedzą i potrafią tupnąć nogą, są traktowane jako partnerki. Włosi do takich kobiet podchodzą z szacunkiem. Powiem więcej, Polka, Lucyna Bogusz została pierwszą szefową dyrekcji Fiata w sektorze samochodów dostawczych, dziś jest Dyrektorką Generalną całego Fiata na Czechy. To była pierwsza kobieta na tak wysokim stanowisku w strukturze Fiata. I to Polka. Więc my mamy wszystkie atuty, tylko musimy podchodzić do tego co robimy profesjonalnie.

Nie zrozumcie mnie źle, ja nie jestem przeciwniczką tego, aby kobiety były kobiece. Nie trzeba robić z siebie „babo-chłopa”. A są kobiety, które kiedy chcą pokazać że są silne, chcą być męskie. Nie róbcie tego, dziewczyny! Bądźcie sobą, bądźcie kobiece. Trzeba tylko umieć wyważyć. Nie zakładać dekoltów do pępka i mini sukienki za pośladki i dziwić się, że mężczyźni nie traktują mnie poważnie. Ale to nie znaczy, żeby nie być kobiecą, zakładać obcasy, być pięknie pomalowaną, itd. Poza tym, mamy ten atut, że często jesteśmy ładniejsze od Włoszek, a gdy do tego dochodzi ciekawość innej kultury, duże obycie w świecie, wykształcenie, znajomość języków obcych, to jesteśmy dla nich po prostu alfą i omegą. Nie bójmy się tego, nie bójmy się mówić w czym jesteśmy dobre, przestańmy mieć kompleksy, że jesteśmy z Polski. Zacznijmy być kobietami, które są z kraju Marii Curie-Skłodowskiej, która jest absolutnym autorytetem numer 1 w Europie jako kobieta. Jak my zaczniemy tak na siebie patrzeć, to przestaniemy mieć kompleksy. To, że oni tego nie wiedzą, to już jest ich problem. Najważniejsze, żebyśmy miały poczucie, że wcale nie jesteśmy od nikogo gorsze. A gdy Włosi przyjeżdżają do Polski, to często nas podziwiają, widzą takie szybkie tempo rozwoju gospodarczego i bardzo nowoczesne podejście do biznesu, co im bardzo imponuje.

My mamy tę świadomość podrzędności, co wynika z wychowania, to jest „dziedziczne”, a musimy się nauczyć obalać stereotypy o nas i o Polsce. Chociaż czasem przydaje się też  pewna doza pokory w sobie, bo przecież u nas w kraju też bywa różnie.

Podsumowując, czy Polki są przedsiębiorcze?

Zauważmy, że Polki są i zawsze były wychowane przez kobiety: matki, babcie, itd. A mężczyźni walczyli o niepodległość w powstaniach, potem na wojnie, potem byli w Solidarności, potem budowali biznesy, i nam brakowało mężczyzn w domu. Cokolwiek trzeba było zrobić w domu, to musiałyśmy starać się  o to same. Stąd Polki są niesamowicie przedsiębiorcze. Zaraz po Francuzkach jesteśmy najbardziej przedsiębiorcze w Europie, i tak sobie myślę, że gdybyśmy we Włoszech wzięły się za biznesy, to byśmy wykosiły Włoszki z wielkim hukiem. Mamy przedsiębiorczość, zaradność, spryt w myśleniu (nie mówię o cwaniactwie), czyli to co Amerykanie nazywają myśleniem „out of the box” (poza schematami), a szczególnie jak jesteśmy przeniesione za granicę, np. do Włoch.

Przez wychowanie same stwarzamy sobie pewnego rodzaju bariery, których sobie nie zdajemy sprawy. Dopiero jak sobie to uświadomimy, to jesteśmy w stanie je trochę „oswoić”, a w momencie oswajania, przemieniamy je z barier w atuty.

Jak, już wspomniałam, jednostką społeczną kobiety jest „MY”. Jeśli wiemy, że tak jest, i wiemy jak to wykorzystać, to nagle mamy motor do tego abyśmy się rozwijały. O tym piszę w mojej pierwszej książce „Kobiece kody komunikacji”. Takim bardzo ważnym kodem komunikacji jest „zbawicielka” – codziennie budujemy utopie, wiemy że ten świat nie będzie idealny, ale codziennie do niego dążymy wszystkim co robimy. I jeśli my z pewnych rzeczy zdajemy sobie sprawę i wiemy jak to wykorzystać, zarówno w biznesie jak i w naszym życiu, to z tego co nas często ciągnie w dół, jesteśmy w stanie osiągnąć coś, co jest dla nas kolejną trampoliną. Tylko że, wiele z tych rzeczy sobie nie uświadamiamy. A szkoda. Jeśli mam przeświadczenie, że można zrobić coś fajnego, to warto wtedy wydobyć z siebie wewnętrzną odwagę i spróbować, dlaczego nie? Najwyżej mi nie wyjdzie, świat się przecież nie zawali. A co, jeśli wyjdzie?!…

Dziękujemy serdecznie za rozmowę.

Rozmawiały: Aleksandra Król Seghi i Agnieszka B. Gorzkowska

 




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *