Prawdziwa historia „Mazurka Dąbrowskiego”

Hymn to pieśń strzelista, podniosła, budząca szacunek i wzruszenie, specjalny utwór na specjalne okazje danego narodu. Początek tej formy muzycznej w Europie sięga IX wieku. Wyobrażamy sobie, że najważniejsze dla narodów pieśni powstają w szczególnych warunkach, w sytuacji uniesienia i wyższej potrzeby. Tymczasem nasz „Mazurek Dąbrowskiego” powstał podczas suto zakrapianej biesiady.

W polskiej tradycji przez stulecia za hymn uważana była „Bogurodzica”, wzorowana na pieśni bojowej Franków. Była hymnem dynastii Jagiellonów, najstarszy zapis tekstu pochodzi z 1408 roku, śpiewano ją m.in. pod Grunwaldem. Jednak rozwój nowych technik wojennych sprawił, że krytykowano ją jako zbyt wolną i nienadającą się do szarży, odpowiednią tylko dla powolnej piechoty. „Mazurek Dąbrowskiego” to z kolei swoista klamra spinająca najodleglejsze czasy ze współczesnymi. Choć oficjalnie został uznany za hymn w 1927 roku, znano go i śpiewano już wcześniej.

Lipcowego wieczoru w 1797 roku Henryk Dąbrowski biesiadował z miejscowymi notablami w knajpie w Reggio we Włoszech, gdzie miejscowe władze żegnały generała i jego oficerów suto zakrapianą kolacją. Wspaniałą atmosferę wydatnie podgrzewał rozkaz Napoleona, który dotarł do Dąbrowskiego, z którego dowiadujemy się, że w przypadku wojny z Austrią Korsykanin pozwoli na utworzenie podległej Dąbrowskiemu dywizji. Nic dziwnego, że wino lało się strumieniami, a żony oficerów i miejscowe dziewczyny tańczyły razem z żołnierzami.

Idąc za wyobraźnią, widzimy Józefa Wybickiego, który nagle wstaje od stołu i czyta dopiero co napisane słowa: „Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy. Co nam obca moc wydarła, szablą odbierzemy”. Na poczekaniu dodano do tego melodię, która była powszechnie znana, pochodziła z Podlasia. Tych kilka zwrotek śpiewano tam do samego rana. Razem z naszymi śpiewali Włosi, którzy ni w ząb tego nie rozumieli. W atmosferze włoskiej biesiady narodziła się „Pieśń legionów polskich we Włoszech”, która towarzyszyła Polakom już w kampanii napoleońskiej. Niektórzy twierdzili, że muzykę napisał do niej Kleofas Ogiński, ale ostatecznie uznano, że to muzyka ludowa.

Po powstaniu listopadowym nasz „Mazurek” stał się międzynarodową pieśnią ujarzmionych i uciskanych. Jego słowa przetłumaczono na wiele języków, nawet na niemiecki. Podczas Wiosny Ludów przez chwilę był hymnem Wszechsłowian, a za sprawą Gabriela Tomasika przyjął się jako hymn Republiki Jugosławii.

Uniwersalizm tego hymnu zachwycał prawie wszystkich, choć np. Tadeusz Kościuszko był bardzo niechętny śpiewaniu o swoim koledze z wojska, bo też czuł się wielkim wodzem. Także niektóre oddziały legionów szydziły z „Mazurka”, śpiewając: „Jeszcze Polska nie umarła, póki my żyjemy, gorzałeczka nie skwaśniała, bo my ją pijemy”. Oburzony generał Dąbrowski kazał zbierać takie teksty w swoim prywatnym archiwum. W czasie Królestwa Polskiego kłopot z naszym hymnem miał książę Konstanty Pierwszy, który podczas organizowanych przez siebie parad, zamiast skomponowanej na swoją cześć pieśni narodowej „Za pomyślność króla”, musiał wysłuchiwać obcej kompozycji.

Także my, współcześni, mamy problem z hymnem – mylimy się w tekście, nie znamy trzeciej zwrotki, mamy duży problem z wyrazem póki lub dopóki w pierwszych wersach. To rusycyzm, który się wkradł w XIX w., prawidłowy zapis to „kiedy my żyjemy”. Jakiś czas temu pewna polska artystka zaśpiewała naszej reprezentacji bardzo eksperymentalną wersję naszego hymnu, za co na miejscu została wygwizdana przez polskich kibiców. Ostatnio znalazła się grupa inicjatywna, która zamierza zmienić kolejność zwrotek. Jak twierdzi autor tego pomysłu, chodzi o to, by przywrócić mu chronologię wydarzeń. Zarówno ja, jak i wiele innych osób, nie zgadzamy się na to. Powoływanie się na tradycję, kiedy od blisko stu lat śpiewamy hymn w takim kształcie, w jakim go wszyscy znamy, może spowodować duży bałagan. Takie rzeczy się bardzo trudno i długo przyjmują.

Prawdziwym problemem w naszym hymnie narodowym jest tonacja zapisana w ustawie. Hymn został zapisany w Konstytucji dopiero w 1976 roku, a tekst i melodię Sejm zatwierdził w 1980 roku. O ile barwy narodowe każdy z nas jest w stanie ocenić na pierwszy rzut oka, o tyle nuty w załączniku ustawy trudno zidentyfikować. Nasz hymn został zapisany w tonacji f-dur i sprawiło to, że właściwie wszyscy, śpiewając „Mazurka”, naruszamy ustawę. Tonacja f-dur jest tak wysoka, jak na to pozwalają instrumenty muzyczne orkiestrowe, zwykły człowiek zazwyczaj śpiewa w c-dur lub d-dur.

Na rok przed stuleciem odzyskania niepodległości napisałem list do prezydenta Andrzeja Dudy, w którym poprosiłem, ażeby dokonać korekty i do tonacji f-dur, którą wykonują orkiestry, wyszkolone głosy i chóry, dopisać ludzką, popularną wersję dla zwykłych obywateli. Co jakiś czas dziennikarze pytają mnie o to, a ja nieustannie mówię, że nie dostałem odpowiedzi, ale cały czas twierdzę, że jest to akurat bardzo ważna sprawa. Śpiewanie hymnu w złej tonacji jest naruszeniem prawa, podobnie jak naruszeniem jest wieszanie prawie białej i prawie czerwonej flagi.

Tekst Waldemar Domański, twórca i dyrektor ośrodka kultury Biblioteka Polskiej Piosenki, pomysłodawca i organizator Krakowskich Lekcji Śpiewania. Współredaguje kwartalnik „Piosenka”. Jest założycielem i prezesem Stowarzyszenia Przyjaciół Polskiej Piosenki „Refren”.

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Źródło: DlaPolonii.pl




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.