Ludwik Zamenhof. Okulista, który stworzył język

Ludzkość powinna mieć na wyposażeniu prosty język pomocniczy, którym można by się porozumieć w najdalszym zakątku świata. Do takiego wniosku doszedł na targu w Białymstoku Ludwik Zamenhof (1859–1917) – lekarz okulista. Właśnie mija 105. rocznica śmierci twórcy języka esperanto.

Białystok, rodzinne miasto Zamenhofa, przeżywał w XIX wieku eksplozywny rozwój. Ludwik przyszedł na świat w drewnianym domku przy ulicy Zielonej, odchodzącej od głównego rynku miasta. Dobudowywano takie na tyłach kamienic, byle tylko pomieścić przybyszy, którzy szukali własnego miejsca w „stolicy Podlasia”. Chłopiec był wątły, chorowity, od dziecka musiał nosić okulary. Częste pobyty w łóżku spędzał wiecznie obłożony książkami – czytał wszystko, co wpadło mu w rękę. No i wsłuchiwał się w odgłosy tego pogranicznego miasta, które brzmiało wieloma językami. Na targu mówiono w jidysz, w urzędzie posługiwano się rosyjskim, okoliczni chłopi rozmawiali po polsku, w synagodze brzmiał hebrajski, ojciec nauczył go niemieckiego i francuskiego, a angielskiego to już sam Ludwik nauczył się dla czystej przyjemności. Wszystko zgodnie z duchem rodziny wprawdzie żydowskiej, ale przesiąkniętej oświeceniowymi prądami płynącymi z Niemiec (haskala), które lansowały hasło: „Bądź Żydem w domu, a Europejczykiem na ulicy”. Z prostej życiowej konieczności przeciętny mieszkaniec Białegostoku nabywał znajomość kilku języków i kilkunastu narzeczy, aby móc się porozumieć na targu, w urzędzie czy w sklepie. W takim językowym i kulturowym tyglu w umyśle nastoletniego Ludwika narodziła się idea „lingvo internacia”, czyli języka pośredniczącego, pomocniczego, który przerzucałby pomosty ponad kulturami, pośrednio także znosił niechęci, uprzedzenia i animozje narodowościowe. „To miejsce mego urodzenia i lat dziecinnych, Białystok, nadało kierunek wszystkim moim przyszłym usiłowaniom” – pisał Ludwik Zamenhof po latach.

Już jako chłopiec zorientował się, że język jest nie tylko sposobem porozumiewania się – niesie on z sobą także kulturę, styl życia, religię i system polityczny. Język może być więc także narzędziem dominacji i przemocy. Ludzie niechętnie dają sobie narzucić język, który uważają za obcy, ponieważ instynktownie czują, że jest to forma agresji i metoda pozbawiania ich tożsamości. Dla nastoletniego Ludwika stało się jasne, że: „Polacy odrzuciliby język rosyjski. Rosjanie nie chcieliby niemieckiego, Niemcy nie cierpieliby francuskiego, podczas gdy Francuzi ni zgodziliby się na angielski. Z tych rozważań wynikało, że tylko język neutralny miałby szansę powodzenia”. Nad takim właśnie językiem zaczął się biedzić młody Ludwik, kiedy rodzina przeniosła się z Białegostoku do Warszawy, gdzie chłopiec kończył gimnazjum. Konstruował ten swój język pomocniczy w tajemnicy przed własnym ojcem, który tępił te synowskie fanaberie, odciągające chłopca od zawodu, który mu ojciec przeznaczył, a który mógł mu gwarantować utrzymanie – od medycyny. Wreszcie 17 grudnia 1878 roku w warszawskim domu państwa Zamenhofów przy ulicy Nowolipie 28, w trakcie uroczystej wieczornicy Ludwik zaprezentował zasady zaprojektowanego przez siebie „wszechjęzyka”.

Prace trzeba było jednak przerwać, aby wyjechać na studia medyczne do Moskwy. W Moskwie Zamenhof przez dwa lata zaczerpnął nieco wiedzy medycznej, ale przede wszystkim z pierwszej ręki poznał skalę tamtejszego brutalnego antysemityzmu, co tylko upewniło go, że język międzynarodowy mógłby złagodzić falę nacjonalistycznej nienawiści.

W domu w Warszawie ojciec tymczasem próbował podkopać jego zapał, wręczając mu gramatykę sztucznego języka o nazwie volapük, który zaczynał właśnie robić karierę na świecie. Wszystko z takim oto przesłaniem, że skoro sztuczny język już jest, chłopiec powinien dać sobie spokój z tą ideą i wrócić do medycyny. Skutek był jednak odwrotny – Zamenhof, po przestudiowaniu zasad nowego języka, doszedł do wniosku, że jest on zanadto skomplikowany, zawiły, niekonsekwentny i – najważniejsze – że jego własny pomysł na lingvo internacia znacznie ów volapük przewyższa.

Wbrew ojcowskim napomnieniom wrócił więc do swojej idei, do pracy nad ulepszonym słownikiem i jeszcze prostszą gramatyką. Najbliższych pięć lat zajmie mu rozwiązanie kwestii: „aby język był nadzwyczaj łatwym, tak by nauka jego była igraszką”.

W ten sposób Ludwik Zamenhof, dyplomowany lekarz okulista, po godzinach dyżurów skompletował książeczkę, podręcznik zawierający zasady nowego sztucznego języka, którą podpisał Dr Esperanto, czyli „doktor, który ma nadzieję”. Wyszła ona spod pras drukarskich 26 lipca 1887 roku w Warszawie, w dwóch tysiącach egzemplarzy, za cenę 15 kopiejek. Książeczka zawierała adnotację, w myśl której Zamenhof zrzekał się praw autorskich do języka i zezwalał na tłumaczenie owej „broszury” na każdy dowolny język. Święto w domu Zamenhofów było podwójne, ponieważ w kilkanaście dni po tym doniosłym fakcie Ludwik pojął za żonę Klarę, córkę zamożnego kupca z Kowna. A teść potem przez lata wspierał materialnie twórcę esperanta, bez czego język miałby znacznie mniej szans.

Reakcje na pojawienie się esperanta były skrajne, od kpin i parodii nowego języka po wybuchy entuzjazmu. Idea esperanta przebijała się coraz wyraźniej na całym globie, co bynajmniej nie poprawiło bytu rodziny Zamenhofów, wręcz przeciwnie – Zamenhofowie na co dzień klepali biedę, zwłaszcza że urodzili im się pierworodny Adam i córka Zofia. Na ich utrzymanie trzeba było zarobkować bardziej intensywnie. W Warszawie o posadę dla lekarza było trudno, więc Ludwik za chlebem wyjeżdża do Chersonia w południowej Rosji, a krótko potem znów „za pracą i chlebem” do Grodna. I to w momencie, kiedy ukazuje się „Universala vortaro de la lingvo internacia”, pierwszy słownik nowego języka opracowany przez Zamenhofa. Tymczasem w szwedzkiej Uppsali ukazuje się pierwsze esperanckie czasopismo „Lingvo Internacia”, wydawnictwo francuskie Hachette wydaje pierwszą serię książkową w języku esperanto, a w 1905 roku w miejscowości Boulogne-sur-Mer we Francji odbywa się pierwszy Światowy Kongres Esperanto. Przybywa na niego prawie siedmiuset esperantystów z dwudziestu krajów. Trzy lata później w Genewie działa już Światowy Związek Esperantystów.

Tymczasem Zamenhof, który stara się bywać na tego typu imprezach, których jest w Europie coraz więcej, fetowany, odznaczany, nagradzany, zapada coraz bardziej na zdrowiu. Zawsze palił zbyt dużo, więc choruje na płuca i serce, ma trudności z poruszaniem się, coraz rzadziej wychodzi z domu. Własną praktykę lekarską przekazuje synowi Adamowi. Coraz bardziej usuwa się w cień, i to w momencie, kiedy jego wynalazek zaczyna robić światową karierę. Wreszcie wyczerpany trudami długiego i pracowitego życia umiera 14 kwietnia 1917 roku w Warszawie.

Tekst: Wiesław Kot, Doktor nauk humanistycznych ze specjalnością literatura współczesna, profesor uniwersytecki SWPS, krytyk filmowy i publicysta. Autor ponad 30 książek, w tym ostatnio wydanej: „Manewry miłosne. Najsłynniejsze romanse polskiego filmu”.

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Źródło: DlaPolonii.pl




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *