To Sztuka pokazała Polskę światu

Jedenastu polskich malarzy w Nowym Jorku, tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej „opowiedziało” o historii swojego kraju i jego wartościach. Obrazy wróciły do ojczyzny po osiemdziesięciu trzech latach.

Józef Beck, minister spraw zagranicznych wiosną 1938 roku dał artystom z Bractwa Łukaszowców, wywodzącego się z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, bardzo krótki czas na wykonanie pewnego zamówienia. Już za rok miała otworzyć się Wystawa Światowa w Nowym Jorku, na której Polska ‒niewiele ponad dwadzieścia lat po odzyskaniu niepodległości ‒ chciała pokazać wszem, wobec i w atrakcyjny sposób, że nie jest nowym tworem na mapie, ale państwem z wielowiekową tradycją i dorobkiem cywilizacyjnym, tolerancyjnym, szanującym prawo. 

Dobre, narracyjne malarstwo nadawało się do tego idealnie. Zadanie było poważne, tym bardziej, że należało podkreślać rolę i siłę Polski wobec niepokojących zachowań III Rzeszy. 

„Łukaszowcy” zebrali się więc w Kazimierzu nad Wisłą, w willi swojego mistrza, profesora Tadeusza Pruszkowskiego, żeby omówić plan działania. Już od kilkunastu lat stanowili zwartą artystyczną grupę. Razem wystawiali w kraju i poza granicami. Do tego lubili się prywatnie. Uzgodnili więc, że sprawnie podzielą się pracą. Każdy zajmie się tym, w czym jest najlepszy, bo jeden świetnie malował twarze, drugi – postacie, trzeci – tła i tak dalej. Dostali siedem tematów od komisji złożonej z wybitnych osobowości polskiej nauki i sztuki. Mieli po malarsku opowiedzieć o zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku, chrzcie Litwy w 1386, przywileju jedlneńskim gwarantującym szlachcie nienaruszalność z 1430, unii lubelskiej (1569), uchwale o wzajemnej tolerancji wyznań (1573), odsieczy Wiednia (1683) i o Konstytucji 3 Maja z 1791 roku. 

Nad zapełnieniem podobrazi o wymiarach 120 centymetry wysokości na dwa metry długości pracowali po dziesięć-dwanaście godzin dziennie w obszernej pracowni Pruszkowskiego. Zdążyli. Byli gotowi nawet znacznie przed terminem, bo już w grudniu 1938 roku odbył się wernisaż w Instytucie Propagandy Sztuki przy ulicy Królewskiej 13 w Warszawie. Zamawiający i wielu rodaków szczerze gratulowali artystom. Na uroczystym wydarzeniu położyła się cieniem nagła śmierć najmłodszego z tego grona, dwudziestosiedmioletniego Jeremiego Kubickiego. 

Kanarka losy obrysowane

Do opieki nad obrazami podczas transportu do Ameryki transatlantykiem „MS Batory” wyznaczono dwóch „Łukaszowców” – Bolesława Cybisa i Eliasza Kanarka. Weszli na pokład w porcie w Gdyni w ostatni dzień lutego. „Batorego” obciążały setki eksponatów na Wystawę Światową. Łącznie ważyły ponad dwieście ton. Wśród nich był jeden szczególny ‒ pomnik Władysława Jagiełły z dwoma uniesionymi, skrzyżowanymi mieczami wykonany przez Stanisława Ostrowskiego. 

Stanął przed Polskim Pawilonem, którego serce stanowiła Sala Honorowa, a w niej biło drugie – cykl siedmiu obrazów. Podczas otwarcia wystawy prezydent USA Franklin Delano Roosevelt i Albert Einstein mówili o przyszłości wolnej od wojen, ale komisarz Polskiego Pawilonu, baron Stefan Kyburg de Ropp miał złe przeczucia. Nie tylko on.

Nie mylił się. Wojna uniemożliwiła powrót do kraju polskim dziełom sztuki oraz pokazywanym w Nowym Jorku zdobyczom naszej nauki i techniki. De Ropp od września 1939 roku dokładał do ekspozycji materiały mówiące o walkach w Polsce i jej okupacji. Ale po kilku miesiącach stanął wobec konieczności zamknięcia pawilonu. Część przedmiotów trafia do Polonii w Chicago, inne do Ambasady RP w Waszyngtonie, do Fundacji Kościuszkowskiej, niektóre do Kanady. Obrazy „Łukaszowców” zatrzymał przy sobie. W 1958 roku podarował je bibliotece uczelni, w której wykładał. W Le Moyne College w Syracuse pozostawały aż do 2022 roku, kiedy po latach starań polskich dyplomatów, MKiDN, muzealników wróciły do Polski i staną się częścią stałej wystawy Muzeum Historii Polski.

Bolesław Cybis i Eliasz Kanarek zostali za oceanem. Cybis do śmierci w 1957 roku prowadził z żoną w Trenton własną pracownię ceramiczną. Eliasz Kanarek, polski Żyd rodem z małej podkarpackiej wsi, ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej, dzięki wyprawie rozpoczętej na przedwiośniu 1939 roku najprawdopodobniej ocalił życie. Być może sam zgłosił się do opieki nad obrazami na „Batorym”, a może ktoś wyznaczył mu to zadanie. Niezależnie jak to się wydarzyło, jego losy w opowieści o dziełach z nowojorskiej wystawy obwiedzione są osobistym, wyraźnym konturem. 

Zaprzyjaźnił się w USA z Arturem Rubinsteinem. Kiedy ten znakomity pianista w 1948 roku wprowadził się do nowego domu w Beverly Hills, Kanarek ozdobił w nim werandę. Na obrazach pokazach idylliczne sceny z życia rodziny Rubinsteinów. Użył barw jasnych, pogodnych, postarał się o lekkość, nawet dowcip przekazu. Zmarł w maju 1969 roku w Scottsville w stanie Wirginia. 

Wystawę Światową w Nowym Jorku w latach 1939-1940 obejrzały 44 miliony ludzi. 

Tekst Karolina Prewęcka, dziennikarka, publicystka i pisarka, autorka książek –  wywiadów-rzek i biografii, m.in. Bohdanem Łazuką i Stanisławą Celińską.

  • Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2024 r.

*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Źródło DlaPolonii.pl




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *