Charyzma sprawiała, że zasłuchana publiczność nie tylko go podziwiała, ale ufała śpiewanym przez niego słowom. Marek Grechuta genialnie interpretował poezję i miał absolutny zmysł muzyczny. 10 grudnia obchodziłby osiemdziesiąte urodziny.
Kolejne pokolenia Polaków cytują, także w codziennych sytuacjach, wersy jego przebojów. Często z subtelnym dowcipem oddają emocje, marzenia i nadzieje, jak na przykład te o stanie zakochania: „I ty, właśnie ty/ będziesz moją panią…” albo „Nie dokazuj miła, nie dokazuj…”.
Śpiewał teksty własne oraz wybitnych poetów: wieszcza Adama Mickiewicza, klasyków Bolesława Leśmiana, Witkacego i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, twórców nieco starszego oraz swojego pokolenia, wśród nich Tadeusza Nowaka, Leszka Moczulskiego, Ryszarda Krynickiego. Także komponował. Znaczna część wykonywanych przez niego utworów to wyłącznie jego dzieła („Wiosna – ach to ty”, „Krajobraz pełen nadziei”, „Żyj tą nadzieją” i wiele innych), ale chętnie sięgał też po muzykę Jana Kantego Pawluśkiewicza.
.

.
Właśnie spotkanie z tym kompozytorem, gdzieś na trasie przemierzanej przez krakowskich studentów, między Politechniką Krakowską ‒ na której obaj studiowali architekturę ‒ akademikiem a popularnymi klubami, okazało się początkiem wielkiej kariery Marka Grechuty. W 1966 roku wspólnie z Pawluśkiewiczem założyli Kabaret Architektów Anawa (od francuskiego en avant, czyli „dalej”, „naprzód”). W zamyśle projekt miał być twórczą konkurencją dla Piwnicy pod Baranami ‒ założonego dekadę wcześniej, także w Krakowie, kabaretu literackiego.
Anawa jednak bardzo szybko zeszła ze ścieżki kabaretowej w kierunku poezji śpiewanej oraz eksperymentów muzycznych takich jak łączenie popularnych melodii z rockiem, jazz-rockiem, rockiem progresywnym, elementami etnicznymi i klasycznymi. Do zespołu dołączyli późniejsi współzałożyciele i liderzy słynnych zespołów: Maanamu ‒ Marek Jackowski i Osjana ‒ Jacek Ostaszewski. Miks stylów zaistniał zwłaszcza na drugiej płycie Anawy ‒ „Korowodzie”, która jest uznawana nie tylko za jedną z najważniejszych w polskiej muzyce popularnej w drugiej połowie XX wieku, ale też za niezwykle oryginalną na tle europejskich płyt początku lat siedemdziesiątych.
Za wykonanie tytułowej pieśni tego albumu Marek Grechuta dostał nagrodę główną Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1971 roku. Dołożył kolejne wyróżnienie tej imprezy, bo odbierał już na niej nagrody w latach 1968-1969. Opole uhonorowało Grechutę jeszcze dwukrotnie: w 1977 roku za przebój „Hop – szklankę piwa” i na krótko przed śmiercią, w 2006 Grand Prix festiwalu.
Marek Grechuta nieustająco poszukiwał nowych artystycznych doznań. Po rozstaniu z Anawą już w 1971 roku założył formację muzyczną WIEM. Po pewnym czasie znalazł przystań w Piwnicy pod Baranami. Na chwilę wrócił wtedy do Pawluśkiewicza i Anawy. W Teatrze STU w Krakowie współtworzył musical „Szalona lokomotywa”, w oparciu o teksty Witkacego. Przez parę lat rozwijał talent muzyczny Krystyny Jandy, której wykonanie w Opolu jego utworu „Guma do żucia” przeszło do historii festiwalu, a następnie nagrał z nią płytę z wierszami Leśmiana „W malinowym chruśniaku”. W 2001 roku otrzymał Złotego Fryderyka, którego poprzedziło wydanie płyty „Świecie nasz” z wyborem piosenek z trzynastu wcześniejszych albumów artysty. Otwarty na młodszych twórców współpracował też z alternatywnym zespołem Myslowitz.
Jednak już od lat osiemdziesiątych zwalniał tempo twórczości muzycznej. Zaczął znajdować więcej czasu na inne swoje pasje: malarstwo, rzeźbę, filozofię i kibicowanie, bo był fanem piłki nożnej.
Marek Grechuta pochodził z Zamościa. Pierwsze lekcje muzyki otrzymał jednak w Chylicach koło Warszawy, gdzie na jakiś czas przeprowadziła się rodzina Grechutów. Uczył go kościelny organista z pobliskiego Skolimowa. Dla chłopca był to bardzo szczęśliwy czas. Dom w Chylicach otaczał ogród, nieopodal była hala sportowa, w której przyglądał się sportowcom różnych dyscyplin. Miał jedenaście lat, kiedy wrócił do Zamościa.
Był bardzo wrażliwym młodzieńcem, z czasem ujawniły się u niego zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Zawsze pomagała łagodzić gorsze okresy w życiu artysty jego żona Danuta, którą poznał w Krakowie na sylwestrze z 1967 na 68 rok. Wspominała, że ich pierwsze 38-metrowe mieszkanie codziennie odwiedzali członkowie Anawy, wśród nich Zbigniew Wodecki, i w sumie na małej przestrzeni przebywało dodatkowych osiem osób. Razem tworzyli przeboje, ale też sympatycznie spędzali czas. Marek znany był z talentu do improwizowania absurdalnych scenek i naśladowania innych wokalistów, przede wszystkim Czesława Niemena. Grechuta porzucił studia dla kariery muzycznej. Koncertował w wielu miejscach w Polsce, Europie, w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii.
Grechutowie mieli jednego syna – Łukasza, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wielkim przeżyciem dla rodziców, nagłośnionym nie tylko w Polsce, było zaginięcie w 1999 roku dwudziestokilkuletniego Łukasza. Wrócił do domu, jak się później okazało, po dwuletniej, niezapowiedzianej nikomu, pielgrzymce do miejsc świętych w Europie.
„Było wielu bardzo różnych Marków” – mówił Grzegorz Turnau, który występował z Grechutą, kiedy razem byli w Piwnicy pod Baranami. Marek Grechuta mienił się nie tylko stylami muzycznymi czy poezją kilku epok, ale też nastrojami i reakcjami, bo bywało, że bardzo zanurzał się w sobie i swoim artystycznym świecie. Jan Kanty Pawluśkiewicz powiedział, że nie spotkał nikogo o równej wrażliwości muzycznej do tej, którą obdarowany był Grechuta i o tak dużym wyczuciu słowa. Muzyka i tekst łączyły się niezwykle harmonijnie w jego twórczości. Można powiedzieć, że idealnie się zrastały.
Zostawił swoim odbiorcom utwory z mocnym przesłaniem. W całości jest nim pieśń „Świecie nasz” ze słowami: „Świecie nasz/ Daj nam wiele jasnych dni!/ Świecie nasz/ Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!”. Taką samą rangę ma wiele innych jego dzieł. Na ich wymowę wpływał moment historyczny, czas Solidarności, stanu wojennego, manifestacji patriotycznych.
Danuta Grechutowa powiedziała, że „w utworach Marka zawsze brał górę optymizm. On mimo wszystko opowiadał się po jasnej stronie życia”. W 1989 roku napisał pieśń „Żyj tą nadzieją”, w której zachęcał: „Żyj poprzez mgły zwątpienia”.
Zmarły 9 października 2006 r. Marek Grechuta jest pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Śpiewana przez niego piosenka „Dni, których nie znamy” stała się hymnem kibiców drużyny piłki nożnej Korona Kielce. Ukazują się biografie artysty, publikowane są jego wiersze. Jest wciąż obecny.
Tekst Karolina Prewęcka, dziennikarka, publicystka i pisarka, autorka książek – wywiadów-rzek i biografii, m.in. Bohdanem Łazuką i Stanisławą Celińską.
Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 r.ogłoszonego przez Kancelarię prezesa Rady ministrów.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Źródło: DlaPolonii.pl




















