Z Nicolą Secci, członkiem Młodzieżowej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu RP, rozmawia Ewa Trzcińska:
Poznaliśmy się na ubiegłorocznym Polonia Camp. Powiedz o sobie i o tym, jak trafiłeś do Młodzieżowej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu RP.
Wychowałem się na Sardynii, w polsko‑włoskiej rodzinie. Przez wiele lat znałem Polskę głównie z opowieści i telewizji, bo rzadko tu przyjeżdżaliśmy. W czasie pandemii poczułem, że chcę to zmienić: zacząć działać dla Polonii i lepiej poznać kraj, z którym jestem związany. Po maturze zdecydowałem się na studia w Polsce.
Do Rady trafiłem naturalnie, dzięki mojej działalności polonijnej. Od lat staram się integrować młodych Polaków za granicą, m.in. poprzez platformę PoloniaToMy.pl. Uznałem, że skoro działamy oddolnie, to warto, aby nasz głos był słyszalny także „na górze”. Zgłosiłem się i… zostałem przyjęty.
.

.
Gdzie obecnie studiujesz i dlaczego wybrałeś właśnie tę uczelnię oraz kierunek?
Studiuję na Politechnice Wrocławskiej, na kierunku Informatyka Stosowana. Bałem się, że nie będę w stanie uczyć się po polsku, dlatego wybrałem studia w języku angielskim. Dopiero po rozpoczęciu nauki zdałem sobie sprawę, że mój poziom polskiego jest lepszy, niż myślałem.
Czy napotkałeś jakieś trudności podczas rekrutacji na studia w Polsce? Co było dla Ciebie największym wyzwaniem?
Największym problemem jest brak koordynacji między uczelniami. Polonia to bardzo specyficzny przypadek, na który uczelnie nie są przygotowane. Rekrutują kandydatów z polskim obywatelstwem, ale z zagraniczną maturą. Trzeba więc jakoś te zagraniczne wyniki przeliczyć i „włożyć” do zwykłej listy rankingowej, gdzie znajdują się inni Polacy.
Dochodzi też kwestia terminów – są dostosowane do polskiej matury. Włoska matura odbywa się w czerwcu, podczas gdy polska w maju.
Co ciekawe, łatwiej dostać się na polskie uczelnie… nie mając polskiego obywatelstwa, bo procedura dla obcokrajowców jest jasno określona i prostsza.
Jak odnalazłeś się w nowym środowisku akademickim i kulturowym? Co Cię najbardziej zaskoczyło po przeprowadzce do Polski?
To było nietypowe doświadczenie, bo mówiłem po polsku, ale nie znałem polskiej kultury, zwłaszcza współczesnej. Nie wiedziałem, co to Blik czy Żappsy. Bywało zabawnie. Często pojawia się też problem z imieniem: w Polsce wiele osób myśli, że jestem kobietą, bo „Nicola” jest tu imieniem damskim.
Jeśli chodzi o uczelnię, jest bardzo „żywa”. Byłem przygotowany na włoski styl studiowania, gdzie najważniejsza jest sucha wiedza. W Polsce jest inaczej: mamy dużo aktywności i wydarzeń. Koła naukowe istnieją naprawdę i dostają finansowanie, co pozwala rozwijać studenckie projekty. Dwa razy w roku firmy przyjeżdżają na uczelnię na targi pracy – to wydarzenie zainspirowało mnie do stworzenia własnych targów w Rzymie. Uczelnia prowadzi też realne wsparcie w szukaniu pracy i przygotowaniu CV poprzez Biuro Karier. We Włoszech takie rzeczy albo nie istnieją, albo są bardzo ograniczone.
.

.
Jak zareagowała Twoja rodzina na decyzję o studiach w Polsce? Czy wspierali Cię od początku?
Polskę znamy w domu, więc nie było problemu. Wiedziałem, że chcę wyjechać za granicę, ale to droga decyzja, która często mocno obciąża rodziny finansowo. Ja chciałem być niezależny i żyć na własną rękę. I udało się. Polskie uczelnie publiczne są darmowe, a miejsc w akademikach jest naprawdę dużo. Trzeba było zrezygnować z włoskiego jedzenia (które w Polsce bywa drogie) i znaleźć jakąś małą pracę, ale na studenckie życie to wystarcza.
Czy masz w Polsce rodzinę, z którą utrzymujesz kontakt? Na ile to pomaga w codziennym życiu?
Mam polską rodzinę, ale mieszka dość daleko, więc bariera odległości wciąż istnieje. Od czasu do czasu je odwiedzam.
Co było dla Ciebie największą motywacją, aby zaangażować się w pracę Rady?
Najważniejsza była chęć ułatwienia młodym Polakom z zagranicy drogi na studia w Polsce. Sam przeszedłem tę ścieżkę i wiem, że bywa skomplikowana. Chcę pokazać młodym ludziom z polskimi korzeniami, że Polska to świetne miejsce do życia i rozwoju, pełne możliwości, o których często nie mają pojęcia.
Jak wygląda Twoja rola jako przedstawiciela młodego pokolenia z Włoch?
Skupiam się na działaniach, które realnie łączą ludzi. Przy wsparciu Konsulatu Honorowego w Cagliari udało mi się zorganizować pierwsze w historii głosowanie w polskich wyborach na Sardynii. Współtworzyłem platformę PoloniaToMy.pl, która stała się fundamentem wielu inicjatyw.
Moim największym projektem są jednak targi edukacyjne „Studia in Polonia”. Wpadłem na pomysł, żeby zabrać polskie uczelnie do Rzymu i pokazać je włoskiej młodzieży. Udało się zaprosić 10 uczelni oraz NAWA; to było największe wydarzenie tego typu we Włoszech. Zostało nawet nagrodzone, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem.
.

Powołanie Młodzieżowej Rady Polonijnej
Fot. Tomasz Paczos / Kancelaria Senatu RP
.
Jakie różnice i podobieństwa widzisz między młodymi Polakami i Włochami w podejściu do spraw publicznych?
Największą różnicą jest podejście do pracy. We Włoszech jest dużo ekspresji, rozmów, dyskusji, ale czasem brakuje konkretów. W Polsce jest odwrotnie: mniej się mówi, więcej robi. Mam wrażenie, że Włochy trochę stanęły w miejscu, podczas gdy Polska w ostatnich dwóch dekadach zrobiła ogromny skok do przodu.
Jak oceniasz potencjał współpracy młodzieży z obu krajów?
Jest ogromny, ale musimy walczyć ze stereotypami. Wielu moich włoskich znajomych wciąż myśli o Polsce przez pryzmat lat 90. Kiedy przyjeżdżają, są zaskoczeni nowoczesnością, dynamiką i energią, którą tu czują. Sukces targów w Rzymie pokazał, że Włosi są ciekawi Polski, trzeba im tylko dać okazję, by ją poznali.
Nad jakimi tematami pracuje obecnie Rada?
Tematów jest wiele, bo to pierwsza kadencja Rady i naturalnie nazbierało się ich sporo. Najciekawszym projektem jest Polonia Camp : wydarzenie dla młodzieży w wieku 18–30 lat, organizowane co roku w Warszawie. To wyjątkowa okazja, by młodzi Polacy z całego świata spotkali się, poznali i wymienili doświadczeniami. Skala jest imponująca, bo uczestniczy w nim ponad tysiąc osób. Pracujemy nad tym, aby Polonia Camp jak najlepiej odpowiadał na potrzeby młodych i inspirował do nowych działań.
.

.
Jak młodzi ludzie w Europie mogą skuteczniej współpracować ponad granicami?
Żyjemy w czasie, w którym młodzież europejska chce się jednoczyć. Mamy ogromne możliwości: tanie loty, brak granic, możliwość podróżowania z dowodem osobistym. To sprzyja nawet nieformalnym inicjatywom. A jeśli ktoś myśli o współpracy bardziej profesjonalnie, program Erasmus+ daje ogromne możliwości. Myślę, że młodzi Europejczycy są dziś połączeni w stopniu, jakiego wcześniej nie było.
Co daje Ci największą satysfakcję w działalności publicznej?
Działanie samo w sobie. Uwielbiam organizować i widzieć efekty. Kiedy widzę pełną salę, kiedy udaje nam się zintegrować nowych ludzi i sprawić, że czują się docenieni — to daje mi największą energię. Nie potrafię usiedzieć w miejscu.
.

.
Kto jest Twoją inspiracją?
Jest wiele osób, które mnie inspirowały, ale jeśli chodzi o Polonię, szczególne miejsce zajmuje Alina Mazańska z Rzymu. Jej zaangażowanie jest niesamowite — działa praktycznie bez przerwy, zwłaszcza na rzecz młodej Polonii. Odegrała kluczową rolę w powstaniu platformy PoloniaToMy.pl i wspierała wiele innych projektów. To, że jej działania w Rzymie miały wpływ aż na Sardynii, mówi samo za siebie.
Jaką jedną radę dałbyś młodym ludziom, którzy chcą angażować się w życie publiczne?
Obserwuj, myśl i działaj. To trzy kroki, które zawsze mi towarzyszyły. Od czasów gimnazjum staram się robić coś, co sprawia, że świat wokół mnie staje się choć trochę lepszy. Robię to bezinteresownie, bo uwielbiam widzieć uśmiech na twarzach ludzi. Trzeba wierzyć w siebie i w to, co się robi — a potem po prostu zacząć działać.
Zdjęcia pochodzą z archiwum Nicoli Secci.




















