Nasze „szklane domy” – symbol marzeń o idealnej Polsce, choć jeszcze niewidoczne – już stoją. W pragnieniach, rozmowach, nadziejach czasem nawet wspomnieniach. A napewno już w decyzjach, które dzień po dniu budują kraj, do którego warto wracać. Tak jak po stu latach od śmierci do jego twórczości – pisze Michał KŁOSOWSKI.
Stefan Żeromski (1864–1925), nazywany słusznie „sumieniem polskiej literatury” lub „sumieniem narodu”, pozostaje postacią kluczową dla zrozumienia polskiej tożsamości na przełomie wieków. Ten wybitny prozaik i publicysta, czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla, a pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego, pochodził ze zubożałej szlachty rodem ze świętokrzyskiego, co już w młodości ukształtowało jego głęboką wrażliwość na niesprawiedliwość społeczną. Mimo trudności, w tym finansowych i zdrowotnych, które uniemożliwiły mu pełne wykształcenie, jego osobiste doświadczenia z pracą guwernera, działalnością oświatową i epizodami socjalistycznymi przełożyły się na bezkompromisową postawę artystyczną.
Autor Ludzi bezdomnych i Przedwiośnia, nie był jednak jedynie kronikarzem, ale moralnym przewodnikiem: stawiał bolesne pytania o cenę wolności, los najbiedniejszych i kształt nowo narodzonej Polski. Był też człowiekiem czynu, działającym w Rzeczypospolitej Zakopiańskiej i inicjującym powstanie polskiego PEN Clubu, co tylko dowodzi, że jego twórczość była nierozerwalnie związana z troską o lepszą przyszłość swojego kraju, nawet jeśli wizja „szklanych domów” pozostawała gorzkim marzeniem.
100 lecie śmierci. Czas odczytania na nowo?
20 listopada 2025 roku przypadło stulecie śmierci pisarza. To dobry moment, aby spojrzeć z dystansu na jego dorobek, zwłaszcza jeśli jest się poza krajem. Kiedy bowiem Stefan Żeromski pisał o „szklanych domach”, nie budował fantastycznej wizji przyszłości, lecz raczej opisywał swoje marzenie o Polsce, które miało dźwigać na duchu ludzi w najtrudniejszym czasie. Nie chodziło o architekturę, ale o pragnienie kraju uczciwego, mądrego, pełnego światła czyli dokładnie takiego, do którego chce się wracać. Dzisiaj może bardziej niż wcześniej w ostatnich trzech dekadach to marzenie Stefana Żeromskiego znowu jest nam potrzebne. Może nawet bardziej, niż kiedykolwiek.
.

.
Polska bowiem przez lata była miejscem, z którego wielu musiało wyjechać, by znaleźć pracę, spokój, szansę, nadzieję i bezpieczeństwo. A jednocześnie zawsze była miejscem, do którego wracało się myślami, była kulturą, wspomnieniami i wiarą. Czasem z tęsknoty, czasem z nadziei, a czasem tylko po to, żeby przekonać samego siebie, że „dom” jeszcze gdzieś istnieje. I może dlatego właśnie Stefan Żeromski nie bał się marzyć i nie bał się przypominać, że naród żyje właśnie wtedy, kiedy żyje marzeniami, a umiera, kiedy przestaje je mieć. Dlatego jego szklane domy są dziś nie tyle literacką metaforą, ile pytaniem: Czy wciąż wierzymy w możliwość lepszej przyszłości?
Lepszej nie tylko gospodarczo, ale też bardziej ludzkiej. Polski, która będzie domem również dla tych, którzy mieszkają tysiące kilometrów od niej; która będzie dumą, a nie zmartwieniem; która pamięta o swoich dzieciach rozsianych po świecie, ale też takiej, która faktycznie patrzy w przyszłość i do góry. To w gruncie rzeczy bardzo polonijne marzenia przecież.
Pisarz, który uczy marzy
To marzenie jest jak delikatne światło: może niewielkie, ale wystarczająco mocne, żeby prowadzić człowieka przez życie. I wystarczająco ważne, żeby prowadzić także cały naród, dające jednocześnie nadzieję i przestrzegające. Zupełnie tak, jak pisanie autora Przedwiośnia.
Dlatego warto dziś przypomnieć sobie go nie tylko jako pisarza trudnego, z innego świata i innej epoki, ale jako kogoś, kto bardzo prosto i bardzo po ludzku pokazał drogę: najpierw musi być marzenie, nawet jeśli jest tak bardzo delikatne i wrażliwe a może nawet — nie zupełnie możliwe do spełnienia. Dopiero potem i w nim może być rzeczywistość.
.

.
Oczywiście, Polska nie jest jeszcze krajem ze „szklanych domów” i może lepiej, żeby nie była w tym sensie, w jakim pisał o nich sam autor. Wciąż mamy i mieć będziemy przecież wiele do zrobienia. Ale marzenie – to samo marzenie, o którym Żeromski pisał sto lat temu, nadal pulsuje w sercach milionów Polaków. Także tych, którzy żyją daleko od Warszawy, Krakowa, Gdańska czy Zakopanego. I może właśnie dlatego to marzenie ma szansę się spełnić. Bo tak samo dla Żeromskiego jak i obecnie Polska zaczyna się wszędzie tam, gdzie Polacy noszą ją w sobie, nawet jeśli muszą przejść długa drogę. A szklane domy choć jeszcze niewidoczne już stoją. W pragnieniach, rozmowach, nadziejach czasem nawet wspomnieniach. A napewno już w decyzjach, które dzień po dniu budują kraj, do którego warto wracać. Tak jak po stu latach od śmierci do jego twórczości.
Tekst Michał Kłosowski, zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, dziennikarz i publicysta. Autor programów radiowych i telewizyjnych. Z wykształcenia archeolog, filozof i historyk, studiował między innymi na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie i London University of Arts.
- Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 r. ogłoszonego przez Kancelarię prezesa Rady ministrów.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Źródło: DlaPolonii.pl




















