Jak co roku 1 sierpnia o godzinie 17:00 w Warszawie zawyją syreny. Stolica zatrzyma się, by upamiętnić powstańców 1944 roku. Powróci również dobrze znane pytanie – czy było warto?
Niewiele historycznych zagadnień wzbudza takie emocje. To znak, że Polacy pamiętają o Powstaniu Warszawskim i chcą tę pamięć zachować – niezależnie od opinii na jego temat. Pytanie o sens powstania jest ważne, ale wbrew pozorom nie najważniejsze. Nie powinno zdominować namysłu nad tamtymi wydarzeniami, tylko go uzupełniać. Kwestią pierwszorzędnej wagi jest natomiast wyciągnięcie wniosków z tego wydarzenia i refleksja nad tym, jak pamięć o nim może przysłużyć się Polsce tu i teraz.
W 1944 r. Warszawa została zrównana z ziemią. Dziś jest nowoczesną stolicą państwa, które puka do drzwi elitarnej grupy G20, symbolem polskiej transformacji, miejscem, gdzie spotykają się nauka, kultura i polityka, ale też biznes i nowe technologie. Miasto szybko się rozwija i daje przyjezdnym duże perspektywy. Przyciąga turystów, osoby szukające pracy oraz polski i zagraniczny kapitał. W tym kontekście kultywowanie pamięci o Powstaniu Warszawskim jest ważne i cenne, ponieważ ta pamięć wzmacnia przekonanie, że należy zrobić wszystko, by Warszawa już nigdy nie została zniszczona. By nie spadła na nią żadna bomba. By jej mieszkańcy byli bronieni przez silną, dobrze zorganizowaną i uzbrojoną armię, która zawczasu odstraszy potencjalnego napastnika, a w razie konieczności odeprze jego atak. Dotyczy to rzecz jasna nie tylko stolicy, ale całej Polski.
By tak się stało, potrzebujemy odpornego państwa. Polskie podziemie niepodległościowe okresu II wojny światowej zapisało wspaniałą kartę w historii, ale było jedynie namiastką silnego organizmu państwowego, który dysponuje narzędziami, by zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. We wrześniu 1939 r. Rzeczpospolita załamała się, a jej mieszkańcy byli zdani na łaskę najeźdźców. Lata brutalnej okupacji doprowadziły społeczeństwo do stanu, w którym ruszenie do boju bez odpowiedniego uzbrojenia i z nikłymi szansami na sukces, jawiło się niektórym jako lepsza alternatywa niż bierność. Nie rozstrzygając, czy mieli słuszność, jedno można stwierdzić na pewno – to już nigdy nie może się powtórzyć. Polacy nie mogą więcej znaleźć się w sytuacji, w której cywilni powstańcy i żołnierze konspiracyjnej armii zastępują rozbite przez wroga regularne Wojsko Polskie. Osiągnęliśmy sukces gospodarczy i najwyższy czas przekuć go w odporność państwa na zagrożenia.
Nie ulega wątpliwości, że Powstanie Warszawskie to ważny budulec współczesnej polskiej tożsamości. Świadczy o tym choćby częstotliwość i temperatura dyskusji wokół tego tematu oraz mnogość dzieł kultury – książek, filmów, seriali, piosenek, obrazów, grafik itp. – nawiązujących do owego zagadnienia. Przeprowadzone przez IPN badanie „Edukacja dla pamięci” (2023) wykazało, że Powstanie Warszawskie znajduje się w gronie wydarzeń historycznych, z których Polacy są dziś najbardziej dumni. Za sprawą opowieści o powstaniu można zatem podejmować próby zainteresowania Polaków własną historią, by dzięki temu lepiej rozumieli samych siebie i otaczającą ich rzeczywistość. By widzieli w Polsce nie tylko kraj zamieszkania, ale wspólnotę doświadczeń, do której należą jednakowo apologeci i krytycy powstania.
Spory o jego sens bywają czynnikiem polaryzującym, ale Powstanie Warszawskie to wspólne dziedzictwo nas wszystkich, przypominające, że plemiona polityczne, mimo różnic, należą do jednego narodu. Zarówno pozytywny, jak i negatywny stosunek do powstania najczęściej wynika z tej samej przesłanki – troski o Polskę, która z jednej strony powinna nawiązywać do czynów swoich bohaterów, a z drugiej unikać błędów przeszłości.
Powstanie Warszawskie skłania również do refleksji nad skalą zniszczeń i cierpienia wywołanego przez Niemców w Polsce podczas II wojny światowej. Przypominanie o nim wynika z polskiej racji stanu, wzmacniając przekaz o słuszności ubiegania się przez państwo polskie o odszkodowania od Niemiec. To kwestia nie tylko profitów gospodarczych i politycznych, ale przede wszystkim elementarnej sprawiedliwości, przyzwoitości oraz szacunku wobec blisko 6 mln ofiar niemieckich zbrodni.
W trakcie płomiennych debat na temat Powstania Warszawskiego nie brak głosów obarczających winą za zniszczenie stolicy dowództwo Armii Krajowej, które wydało samobójczy rozkaz ruszenia do walki bez szans na zwycięstwo. Nawet jeśli dowództwo AK popełniło wówczas poważne błędy, nie wolno zapomnieć o tym, kto w 1944 r. był napastnikiem, a kto ofiarą. To nie Polacy zrzucali bomby na swoją stolicę. Nie Polacy wydali rozkaz zrównania Warszawy z ziemią i masowej eksterminacji jej mieszkańców. Nie Polacy dokonali zbiorowego samobójstwa na Woli. Nie Polacy wrzucali własne dzieci do płonących budynków. Za te i inne zbrodnie dokonane podczas Powstania Warszawskiego, odpowiadają Niemcy. Oprawców do dziś nie osądzono.
Tekst Partyk Palka, historyk zajmujący się dziejami myśli politycznej oraz historią idei. Redaktor warszawskiej redakcji miesięcznika i portalu „Wszystko co Najważniejsze”.
- Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023r.
- ogłoszonego przez Kancelarię prezesa Rady ministrów.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Źródło: DlaPolonii.pl



















