Albert – nieznany brat Hermanna Goeringa

Wszyscy słyszeli o bestialskim założycielu gestapo i twórcy obozów koncentracyjnych dla przeciwników politycznych Adolfa Hitlera, mordercy 6 mln. Żydów – współtwórcy piekła hitlerowskiego. Hermann Goering – niebieskooki, odważny, zdeterminowany w dążeniu do celu, kochał swego młodszego brata – smutnego chłopca, zadziwiająco podobnego do ojca chrzestnego barona Hermanna von Epenstein. Ci, którzy widzieli ich razem, nie mieli wątpliwości, że jest to ojciec i syn.

Albert Goering

Albert Goering

Albert Goering nienawidził faszystowskiego bestialstwa, wykorzystał nazwisko i pozycję brata, aby uratować wielu Żydów i przeciwników reżimu.

Historia nie mówi o nim, ogrom zbrodni brata zepchnął go w zapomnienie i pogrzebał w brytyjskich archiwach. O przypomnienie Alberta walczą dzieci i wnuki ocalonych od pogromu rodzin żydowskich.

Wiedeńczycy zapamiętali na długo wytwornie ubranego Alberta o urodzie amanta filmowego w 1936 r, paradującego ulicami miasta z zawieszoną deską z napisem: „jestem świńskim Żydem”.

W protokole zatrzymania czytamy: „chciałem pomóc starej kobiecie niosącej ten ciężki szyld”, ale dlaczego nie pozwolił sobie go zdjąć i ponad godzinę boksował się z agentami SA, nie udzielił odpowiedzi. Albert był kilka razy aresztowany przez gestapo za ośmieszanie i obrażanie Adolfa Hitlera, ale za każdym razem ratował go starszy brat.

Albert Hermann Goering

Albert Hermann Goering

Albert Goering był człowiekiem o głębokiej moralności, program całkowitej zagłady narodu żydowskiego przeraził go, on widział w nim tylko matki, ojców i dzieci. Wyniósł się z Niemiec i zamieszkał w Austrii, gdzie faszyzm nie był jeszcze tak brutalny. Pracował w studio filmowym Sascha Film, u jednego z największych producentów filmowych lat międzywojennych. Studio należało do Oskara Pilzera i jego trzech braci, wszyscy mieli pochodzenie żydowskie.

W 1936 r Oskar Pilzer odmówił przyjęcia honorowej przynależności do rasy aryjskiej, zaproponowanej mu przez Hitlera i zwolnienia wszystkich „niearyjskich” pracowników. W odpowiedzi zamrożono mu konta w banku i odmówiono kredytu na kolejne produkcje filmowe.

Jedyną możliwością ocalenia studio była kooperacja z włoskim studiem filmowym i wspólny międzynarodowy sukces, który zwróciłby uwagę świata na dramat studia Sascha Film.

W 1936 r Albert Goering przyjechał do Rzymu, prosząc o możliwość współpracy z Carmine Gallone i polską gwiazdą Janem Kiepurą.

Kiepura i Goering

Kiepura i Goering

Po uzyskaniu zgody Luigi Freddiego – dyrektora włoskiej kinematografii, przystąpiono do produkcji filmu z Janem Kiepurą „Opernring” w reżyserii Carmine Gallone. Nauczony zlym doświadczeniem niemiecki minister propagandy Josef Goebbels uważnie przyglądał się produkcji. Kiedy ukończony film skierowano do montażu, błyskawicznie przejął studio filmowe, a Oskara Pilzera wysłał do obozu koncentracyjnego w Dachau. Wydawało się, że to koniec.

Nie pomogły interwencje i protesty kierowane z całego świata. Albert udał się do brata prosząc o uwolnienie Pilzera, ten jednak odmówił. Kilka dni trwało przygotowanie fałszywego nakazu uwolnienia. Albert limuzyną brata udał się osobiście do Dachau i wywiózł Pilzera do Włoch, kilka razy pokonywał tę trasę wywożąc całą rodzinę producenta.

Zanim odbyła się oficjalna premiera w Berlinie z udziałem najwyższych przedstawicieli NSDAP, byli właściciele studia z Albertem obejrzeli film w małym włoskim kinie, zaprzyjaźnionym z Gallone. Rok później sam Jan Kiepura z żoną znalaźli się na liście żydowskich artystów.

Rozmawiając z wnukiem Pilzera zaskoczyła mnie informacja o roli żony Gallone, Polki Stasi Winawer, u której mieszkali kilka miesięcy, aż z nowymi dokumentami mogli udać się do Francji.

Hermann Goering zatuszował sprawę, ale gestapo zaczęło kontrolować Alberta. W nowym miejscu pracy została zatrudniona sekretarka – agentka gestapo, która skrupulatnie zapisywała poczynania nowego szefa czeskiej fabryki broni Skoda w Pradze. Albert natychmiast nawiązał kontakt z opozycją , w piwnicy fabryki schronienie znalazło 300 Żydów, których sukcesywnie wywoził z Pragi w bezpieczne miejsce. Jednak najgorszym zarzutem jaki pojawił się w raporcie sekretarki było to, że obowiązkowy portret Adolfa Hitlera znajdujący się w gabinecie szefa był regularnie opluwany nie tylko przez Alberta, ale też przez innych pracowników. Dodatkowo obraz był podziurawiony kulami z rewolweru.

Tego już było za dużo dla gestapo. Kolejny raz znalazł się w areszcie i dużo wysiłku kosztowało brata kolejne uwolnienie, tym razem ostanie. Sam Hermann znalazł się na czarnej liście Hitlera.

Na polecenie Alberta jego lekarz Laszlo Kovacs założył konto w banku Orelli w Bernie dla uchodźców żydowskich . Kiedy Albert stacjonował w Bukareszcie, dwóch oficerów rozpoznało w nim brata Hermanna i wyciągnęli ręce w faszystowskim pozdrowieniu „Heil Hitler”. Albert chłodno odpowiedział: „możesz mnie w d….. pocałować”.

Po wojnie Albert był uwięziony razem z bratem i stanął przed Trybunałem Norymberskim.

Nikt nie chciał uwierzyć w jego zapewnienia, że był przeciwnikiem polityki swojego brata i reżimu faszystowskiego. Przedstawił listę 34 uratowanych osób, ale nie była brana pod uwagę przy wydaniu wyroku. W ciągu kilku lat lista powiększyła się o 1 tys. kolejnych nazwisk.

Albert odsiadywał karę w praskim więzieniu, dopiero protesty kierowane do prezydenta Czech, spowodowały kasację wyroku. Znalazł zatrudnienie w firmie budowlanej w Monachium, ale nazwisko Goering prześladowało go do końca życia. Bezrobotny, schorowany i bezdomny skazany był na opiekę swojej gospodyni domowej. Pomoc finansową zapewniły mu ocalone rodziny z Izraela: Tatiana Guliaef, rodzina Pilzera, Franza Lehara – kompozytora. Po ciężkiej chorobie zmarł w 1966 r, jego brat Hermann popełnił samobójstwo 20 lat wcześniej.

Nie doczekał się umieszczenia na liście Yad Vashem „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”.

Cień złego Goeringa zasłonił na zawsze, tego lepszego – Alberta.

Jest we władzy jakaś choroba. Sprawujący władzę zapadają na nią niejako automatycznie.

Chorobą tą jest arogancja i hipokryzja. W strukturach władzy brak czasem zwykłej uczciwości i poczucia sprawiedliwości, a cóż dopiero mówić o miłosierdziu, o honorze, czy o służebnych ideałach. Aroganckie nieliczenie się z jakąkolwiek opinią, a nawet ze zwykłą logiką szerzy się w sposób zastraszający. Kogo obchodzi przeciętny zjadacz chleba, ojciec rodziny, który stracił pracę, szary członek społeczności. Czy musi tak być? Czy ci, którzy nie są władzą muszą być opuszczeni i skazani na przegraną?

Ks. Jerzy Popiełuszko powiedział kiedyś: „ …..jeśli z wygodnictwa czy z lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować”.

 

Dla portalu Polacy we Włoszech napisała korespondentka z Niemiec, Alina Bala. Autorka tekstu udostępniła również zdjęcia oraz filmy archiwalne.