Sportowe espresso – 19 kwietnia

Weekend w Serie A za nami. Polacy tłem dla najlepszych.

Zdecydowanie nie był to weekend Polaków w Serie A. Błaszczykowski i Wszołek zagrali ogony, a Wojciech Szczęsny zaliczył dość przeciętny mecz. Karę zawieszenia odsiadywał Zieliński. Chyba tylko Kamil Glik może być zadowolony, bo prowadzona przez niego drużyna wygrała spotkanie wyjazdowe.

Dobrze, że nie zdarzyło mu się usnąć na boisku. Już dawno nie widziałem tak nudnego meczu. Po prostu katorga. Ani Bologna, ani Torino nie garnęły się specjalnie do strzelania bramek. Coś jak ostatnio Barcelona, ale tutaj to wyglądało gorzej.

W końcu widowisko znudziło także sędziego i postanowił odgwizdać faul w polu karnym Bologni. Była 93 minuta. Bellotti zamienił jedenastkę na gola i tak wszyscy się rozeszli do domów. Z pewnością mieli tam więcej do roboty.

* * *

Jeszcze tej samej soboty zagrały ze sobą Carpi z Genoą. I to już był dużo lepszy mecz. Mając za sobą oglądanie Bologni z Torino, powiedziałbym nawet, że to mecz godny finału Mistrzostw Świata.

Widać, że beniaminek bardzo chce pozostać we włoskiej ekstraklasie. Zagrali bez kompleksów z dużo wyżej notowaną drużyną.

Ciekawe tutaj było to w jakich okolicznościach padały bramki. Wynik otworzył Pavoletti dla Genoi. Wtedy to, Izzo miał już na swoim koncie żółtą kartkę. No i tak się złożyło, że ten obrońca zobaczył w pierwszej minucie doliczonego czasu gry także drugą. Boisko opuścił, a Carpi się obudziło. Czwarta i piąta doliczona minuta, przyniosła momentalne odwrócenie losów meczu. Z 0-1, zrobiło się 2-1 dla gospodarzy. Ostatnio syndrom Liverpoolu znowu daje znać o sobie.

Druga połowa to kolejny gol dla Carpi. Tak na dzień dobry. No i wtedy chyba już Genoa całkowicie wymiękła. W końcówce Sabelli postanowił jeszcze dobić rywala i gospodarze mogli się cieszyć z bardzo okazałego zwycięstwa. Mają punkt przewagi nad strefą spadkową, ale terminarz, który nie rozpieszczałby nikogo z tej ligi. Dadzą radę?

No cóż, sobota znów przywłaszczyła sobie hit kolejki. Grał Inter z Napoli. Statystyki miało Napoli. Oczywiście trochę gorsze niż zwykle. Widoczny był brak Higuaina w ataku. Liczby jednak nie grają. Świetną partię rozegrał Icardi i pewnie nie zostało to niezauważone przez Antonio Conte, który w Mediolanie gościł. Trzeba też zauważyć, że nie skończyło się na 1-0.

Pierwsza bramka padła już w 4 minucie. Był tam co prawda spalony, ale podanie Medela, to czysty Pirlo. Do tego wszystkiego Icardi pochwalił się sprytnym i ładnym uderzeniem. Drugi gol padł tuż przed przerwą, bo w 44 minucie.  Inter widocznie coś miał do „czwórki”. Może to przez czwartą lokatę w lidze? W każdym razie akcja także bardzo ładna. Najpierw dobrym przeglądem i utrzymaniem piłki popisał się Jovetić. Piłka trafiła do Icardiego, a ten podrzucił ją do Brozovića, który postanowił strzelić podcinką. Fajnie to się oglądało.

Pewnie nie tylko kibice z Neapolu byli w szoku. Remis? Proszę bardzo! Wygrana Interu dwoma bramkami? Coś chyba poszło nie tak.

W drugiej połowie nie zobaczyliśmy już niestety żadnej bramki. Niby to był ten hit i najgorzej się nie oglądało, ale jednak tego czegoś zabrakło.

Czytaj dalej: prostozboku.pl

Korespondencja: Jakub Borowicz, autor z bloga Prosto z Boku




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

34 − 27 =