Malarka w tarapatach

Malarka Bronisława Rychter-Janowska (1868 – 1953) twierdziła, tak jak Sienkiewicz, że każdy Polak ma dwie ojczyzny: Polskę i Włochy. Do Włoch jeździła corocznie na długie wakacje. Dopiero I wojna przerwała te wyjazdy. Ale już w jesienią 1921 r. „aby odświeżyć pamięć” udała się wraz z bratem Stanisławem Janowskim – też malarzem do Wenecji, a potem przez Weronę, Sienę, Orvieto do Rzymu. Już w Orvieto dopadł ich chłód i deszcz. W dzień zwiedzali zabytki miasta, a wieczory spędzali przy kominku, na którym nieustannie paliły się bierwiona. Ponure mury średniowiecznych pałaców i domów wchłaniały ciepło, wydzielając chłód i stęchliznę. W poszukiwaniu słońca pojechali dalej, do Neapolu do znajomych Włochów.
Gościna u Włochów była tak denerwująca i męcząca (zła kuchnia i atmosfera), że brat postanowił wyjechać na Sycylię. Bronisława wraz z kuzynką gospodarzy odprowadziły Stanisława do portu, gdyż płynął na Sycylię statkiem.

  Bronisława Rychter – Janowska, „Pejzaż morski z Wezuwieszem”, 1919. Źródło: Bogdan Podgórski, W poszukiwaniu piękna. Bronisława Rychter- Janowska 1868 – 1953.Kraków 2015 

Pożegnawszy go, postanowiły zjeść kolację w najbliższej restauracji. Nie pomyślały, że okolice portu w żadnym kraju nie należą do bezpiecznych, szczególnie wieczorem i w czasie powojennym. Napotkawszy schludną, jasno oświetloną „trattorię” weszły do niej. Godzina była 22.00, restauracja zupełnie pusta. Zamówiły pieczoną kurę, owoce, wino. Gospodarz kazał im czekać na przyrządzenie posiłku. I nagle pusty dotąd lokal zaczął się zapełniać podejrzanymi mężczyznami, którzy rozmawiali z gospodarzem, rzucając na nie porozumiewawcze spojrzenia. To je zaniepokoiło. Bronisława postanowiła działać. Otworzyła ostentacyjnie torebkę, w której miała drobne monety, wysypała je na stół i zaczęła głośno liczyć. Większą gotówkę miała zaszytą pod paskiem. Wywołało to jeszcze większe przerażenie jej towarzyszki.
„Co pani czyni? – przestraszona zawołała.

– Rachuję, czy nam wystarczy na zamówioną kolację. Ale nie wystarczy, mamy zaledwie 3 liry drobnymi i musimy kolację odwołać.

Zbliżyłam się natychmiast do gospodarza i mówię mu po włosku z przerażeniem:

-Nie mam pieniędzy na zapłacenie kolacji, zostawiłam torebkę w domu. Wybaczcie nam, jutro przyjdziemy, żeby zjeść obiad, chyba że wolicie zaczekać na zapłatę do jutra.


Mówiąc to czułam, jak otaczają mnie ci czarni ludzie z ponurym spojrzeniem.” 1)

Kobietom udało się uciec na ulicę. Oczywiście biegły nieprzytomne ze strachu przez puste i ciemne zaułki, dopóki nie znalazły się w oświetlonej dzielnicy Neapolu. I tak było za każdym pobytem Bronisławy we Włoszech. Albo przygoda, która mogła się źle skończyć, albo choroba. Dziw, że miała
ochotę ciągle tam wracać.

Bronisława Rychter – Janowska, „Capri”, 1922. Źródło: Bogdan Podgórski, W poszukiwaniu piękna. Bronisława Rychter- Janowska 1868 – 1953.Kraków 2015 

Podobne zdarzenie przeżył w Wenecji zamożny ziemianin z Podlasia Jan Ciecierski (1864 – 1933). Było to przed I wojną światową. Ciecierski lubił włóczyć się po różnych zapadłych kątach miasta, zwiedzał ”calle, sotto-porto”, „corte i cortile”, gdzie turyści z czerwonymi baedekerami pod pachą
nigdy nie docierali, a nawet unikali. Pewnego razu tak wałęsając się natrafił na skromną, ludową trattorię, do której z ciekawości wszedł. Była to brudna nora, przy stoliku siedziało trzech oberwańców, którzy grali w karty. Zobaczywszy dobrze ubranego gościa, przerwali grę i ruszyli od stolika. Ciecierski nie stracił rezonu i spytał obsługująca dziewczynę, ile kosztuje porcja makaronu. Kiedy usłyszał, że 20 lirów, z udaną konsternacją wyjąkał, że ma tylko 5 lirów i ze zbolałą miną wyszedł na ulicę, gdzie dopadł pierwszej napotkanej gondoli, która zawiozła go w bezpieczne miejsce
czyli na Canale Grande. Uciekając słyszał szyderczy śmiech klienteli trattorii. Dobrze, że i dla niego cała historia tak się skończyła i że nie został pobity i okradziony. Ciecierski miał zresztą fantazję. Kiedyś siedząc z żoną w Genewie w kawiarni przeczytał w „Le Monde”, że dżuma panuje w Istambule. Co zrobił? Pożegnał żonę i pognał do Turcji „obserwować dżumę”. Przeżył.

1) Bronisława Rychter-Janowska, „Mój dziennik 1912 – 1950”. Warszawa 2016, s.386

Źródło: Bogdan Podgórski, W poszukiwaniu piękna. Bronisława Rychter- Janowska 1868 – 1953. Kraków 2015 

Korespondencja Izabela Gass.

Wszelkie prawa zastrzeżone.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *