Ile wynosi średnia pensja brutto w Polsce?

Wielokrotnie pytali mnie włoscy przedsiębiorcy, jaka jest średnia pensja w Polsce? I tyle samo razy musiałam odpowiedzieć, że nie ma na to prostej i krótkiej odpowiedzi …

Comiesięczne raporty  GUS z polskiego rynku pracy pokazują tylko wąski wycinek rzeczywistości i …. wzbudzają co najmniej zdziwienie, jak nie wzburzenie „średniego” Polaka.

W połowie każdego miesiąca Główny Urząd Statystyczny publikuje dane zatytułowane „przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw”, zgodnie z którymi we wrześniu tzw. średnia krajowa wyniosła 5 371,56 zł brutto. I tu zaczynają się schody i pytania przeciętnego Kowalskiego, kto tyle zarabia?!

Zacznijmy rozwiązywać te szaradę.  GUS podaje płacę brutto, podczas gdy pracownik otrzymuje kwotę netto (pomniejszoną o ZUS i podatki) czyli na rękę dostaje ok. 3 876 zł. Pracodawca dokłada do tego jeszcze kwotę przymusowej wpłaty na ZUS, co daje całkowity koszt za jednego pracownika  w wysokości około 6 472 zł. Jak widzimy na przykładzie ok. 40% wynagrodzenia przeciętnego pracownika pochłaniają podatki: przede wszystkim składki na ZUS i NFZ oraz zaliczka na PIT (czyli na podatek dochodowy). Ta całkowita kwota, jaką obciążone jest wynagrodzenie nie jest w pełni podawana przez GUS ponieważ ze względu na niuanse w przepisach podatkowych (i ZUS-owskich) pracownicy płacą różne podatki (w zależności od wieku, rodzaju wykonywanej pracy oraz uzyskiwanych zarobków), stąd też ta kwota jest małomówiąca.

Kolejne niedomówienie to …. średnia pensja obliczana jest jako średnia arytmetyczna. I tak w firmie zatrudniającej 10 osób, w której dyrektor zarabia 10 000 zł, kierownik i księgowa po 5 000 zł, a siedmiu pozostałych pracowników po 3 000 zł brutto,  wyjdzie nam średnia 4 100 zł. To przykład oddający realia polskiej gospodarki – ok. 2/3 pracowników zarabia mniej, niż wynosi „przeciętne wynagrodzenie”.

Do swoich comiesięcznych statystyk GUS włącza tylko przedsiębiorstwa niefinansowe zatrudniające przynajmniej 10 pracowników. Nie są uwzględniane wynagrodzenia ze sfery budżetowej (urzędów, szpitali, szkół, policji, wojska etc.) czy finansowej (banki, firmy ubezpieczeniowe itp.) a także rolników.  Samozatrudnieni oraz osoby pracujące na podstawie umowy zlecenia i umowy o dzieło również nie wchodzą do tych statystyk. Kolejni wykluczeni – firmy małe i mikrofirmy,  w których zatrudnienie nie przekracza 9 etatów (często są to firmy rodzinne).  Oficjalnie wiadomo, że najmniejsze firmy płacą najmniejsze, według GUS-u w 2018 roku w tych firmach średnia płaca wyniosła 3081 zł brutto, czyli zaledwie 2213 zł netto.

Po naszej analizie widać, że GUS-owski „sektor przedsiębiorstw” obejmuje obecnie ok. 6,3 mln pracowników w przeliczeniu na pełne etaty, czyli  niespełna 40% pracującej populacji Polski. Aż 60% pozostaje poza oficjalnym statystykami, jeśli chodzi o średnią płacę  i niewiele o ich wynagrodzeniach wiemy.

Kolejny typowy dla Polski problem to bardzo duże zróżnicowanie geograficzne i branżowe, jeśli chodzi o płace. Średnio więcej zarabia się w dużych miastach niż na wsiach czy w małych miasteczkach. We wschodniej Polsce płace są  niższe niż w zachodnich regionach kraju.  Na średnią płacę rzutują zarobki z Warszawy i Górnego Śląska. Warto też dodać, że w sektorze publicznym zarabia się średnio o 15% więcej niż w prywatnym.

Bardzo duży jest też rozdźwięk między płacami w poszczególnych branżach. Wciąż w Polsce górnictwo, energetyka czy rafinerie są lepiej opłacane niż pozostałe branże. Mieszkańcy tych regionów czy miast, gdzie nie ma wielkiego przemysłu czy oddziałów zagranicznych korporacji patrzą na dane dotyczące średniej pensji ogólnopolskiej z dużym niedowierzeniem.

Czyli – patrząc na statystyki GUS-u dotyczące średniej pensji brutto pamiętajmy, że dotyczy ona z reguły tylko średnich i dużych przedsiębiorstw. Nie ma tu oczywiście też tzw. szarej strefy (pracy na czarno lub wypłat „pod stołem” ) oraz sektora publicznego.

Ciężko jest też uzyskać wiarygodne informacje od samych pracowników, gdyż nie dzielimy się takimi wiadomościami … Pracodawcy pozostaje zaproponować taką płacę, jaką pracownik jest w stanie wypracować (oczywiście dodając do tego zysk dla przedsiębiorstwa), bo na wolnym rynku to tak naprawdę konsument stanowi o wysokości pensji danego pracownika. Chyba, że jest to firma państwowa … Tu takiej korelacji nie ma i wydajność nie jest wyznacznikiem pensji.

Mój dylemat, jak odpowiedzieć np. przedsiębiorcy włoskiemu, który zapyta o średnią płacę w Polsce jest jak widać całkowicie uzasadniony, a potencjalny rozmówca musi wysłuchać dłuższego komunikatu.

Korespondencja: Ewa Trzcińska, dziennikarka, ekspert biznesowy, doświadczony organizator eventów biznesowych i targowych, tłumaczka języka włoskiego. Kontakt [email protected]




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

+ 47 = 48