Grażyna Ścisłowska z Mediolanu: „Wierzę za konstruktywistami, że rzeczywistość tworzymy sobie sami”

Z Grażyną Ścisłowską rozmawia Ewa Trzcińska

GRAŻYNA M. ŚCISŁOWSKA

z wykształcenia psychopedagog, studiowała w Polsce i w Holandii. Prowadzi indywidualne konsultacje coachingowe, szkolenia, jest konsultantem biznesowym. Pracuje we Włoszech i w Polsce. Obecnie za pomocą bezpiecznej platformy internetowej. W swojej pracy wykorzystuje z dużą skutecznością m.in. techniki i metody należące do modelu Komunikacji i Strategicznego Problem Solving ® oraz Coachingu Strategicznego® według modelu Giorgia Nardone, zarówno w obszarach biznesu, jak również w problematyce zawodowej czy szkolnej oraz relacji indywidualnych. Kontakt: [email protected]

Grażynko, z Tobą wywiadów można byłoby zrobić wiele. Jesteś tak wszechstronnym  psychopedagogiem, konsultantem, że ciężko wybrać jeden temat przewodni. Skąd taka różnorodność zainteresowań?

Nie wiem czy jest to wszechstronność czy po prostu fakt, że problemy zarówno w pracy zawodowej jak i w życiu prywatnym opierają się na podobnych mechanizmach J Kiedy z dzisiejszej perspektywy patrzę na swoje życie zawodowe i to jak się kształtowało, to trochę doświadczeń się nazbierało. Mieszkałam, studiowałam i pracowałam w czterech krajach i zawsze starałam się skorzystać z tego co w danym kraju było interesujące i uzupełniało moje wykształcenie i doświadczenia. I tak w Holandii na pewno było to podejście profilaktyczne do zdrowia psychicznego, czyli co można zrobić by uniknąć problemów i zaburzeń różnego rodzaju i w różnym wymiarze. W Kanadzie dużo dała mi praca w centrum zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży i obserwacje na temat farmakologicznego „traktowania” pacjentów. Byłam zaskoczona i oburzona dominującą rolą leku Ritalin w pracy z ADHD. Kolejna praca w szkole zawodowej dla nowo przybyłych i native. Natomiast we Włoszech współpracowałam początkowo z grupą, która opracowała fantastyczny program „Parole non dette” (Niewypowiedziane słowa), przez wiele lat obecny w szkołach mediolańskich. Celem było uwrażliwienie dzieci na nieodpowiednie zachowania dorosłych w stosunku do ich sfery intymnej oraz uczenie jak się zachowywać a takich sytuacjach. W końcu spotkanie z nurtem strategicznym i profesorem Giorgiem Nardone należącym do najbardziej skutecznych podejść do rozwiązywania zaburzeń o podłożu lękowym, a w moim przypadku, najskuteczniejszych podejść do rozwiązywania problemów czy to w życiu osobistym czy też zawodowym. Tym samym zatoczyłam koło i poprzez podejście strategiczne mogę działać w sferze zapobiegania problemom zdrowia psychicznego na różnych poziomach.

Co sprawia Ci największą przyjemność zawodową?

Największą satysfakcję i radość sprawia mi sytuacja kiedy widzę, że po kilku spotkaniach ze mną osoby zaczynają „chodzić na własnych nogach”, stają się samodzielne w działaniu. Kiedy już po pierwszej sesji Coachingu Strategicznego odkrywają, że zmiana jest możliwa i że sami doprowadzili do tej zmiany. W przypadku pracy z firmami jest podobnie, zespoły odkrywają swoje możliwości i w oparciu o nie podejmują działania prowadzące do rozwiązania problemów z którymi się borykały. Konsekwencją odkrycia a następnie wprowadzenia w życie nawet najmniejszej zmiany na drodze do rozwiązania problemu czy realizacji wyznaczonego celu jest wzrost samooceny klienta i jego wiary we własne możliwości. Wtedy droga do samodzielności stoi otworem.

Czas pandemii to dla nas wszystkich ciężka próba. Ty udzielasz porad potrzebującym, z jakimi problemami się do Ciebie zwracają?

Pandemia sama w sobie nie jest problemem z punktu widzenia rozwiązywania problemów zwykłych ludzi. Problemami stają wszystkie konsekwencje wynikające z pandemii, czyli przede wszystkim izolacja czy ograniczanie w kontaktach społecznych, dystans fizyczny w stosunku do bliskich będących daleko, co dla nas Polaków mieszkających poza Polską jest tym bardziej trudne i bolesne. Z tym wiąże się bardzo często występujące poczucie bezsilności. Efektem izolacji mogą być również zmiany zarówno jakościowe jak i ilościowe w relacjach z najbliższymi, przyjaciółmi i znajomymi. Konsekwencją obecnej sytuacji są ograniczenia, których większość z nas nigdy nie doświadczyła w swoim życiu, dlatego ta sytuacja odczuwana jest jako nowy, narzucony scenariusz na życie, w którym trudno się odnaleźć. Technologiczne formy kontaktu bowiem nie dają możliwości kontaktu pełnego, ponieważ środek komunikacji technologicznej jest filtrem uniemożliwiającym niemal całkowicie niewerbalną i ograniczającym bardzo komunikację parawerbalną. A właśnie taki rodzaj komunikacji jest kluczowy w budowaniu relacji pomiędzy osobami. Pozostają nam słowa, czyli sama treść, informacje. Do tego by relacja była satysfakcjonująca brakuje „opakowania” tej treści w mowę gestów, mimiki, całego ciała.

 Osoby zgłaszają się do mnie naprawdę z różnymi trudnościami: zaczynając od tych z dziećmi, które w czasie wymaganej przez szkołę kwarantanny muszą pozostać w domu, a rodzice muszą pracować poza domem, czy trudność pogodzenia nauki zdalnej dzieci ze zdalną pracą rodziców. Inny obszar problemów to relacje, które w czasie intensywnego, wspólnego przebywania razem przez, cały dzień, odczuwają „przeciążenie”. Czasami stare, nierozwiązane problemy wyostrzają się w nowych okolicznościach (a taka jest pandemia, pomimo, że jest z nami już rok). Zdalna praca też generuje napięcia i trudności, przede wszystkim poczucie „bycia cały czas w delegacji”. Nie każdy oczywiście jest skazany na po pandemiczne blizny, nie każdy musi być  naznaczony zaburzeniami w klinicznym znaczeniu tego słowa i właśnie dlatego zdecydowałam się na prowadzenie konsultacji dla osób, które mają trudności, obniżony nastrój lub szukają wsparcia. Z mojego doświadczenia wynika, że czasami jedna lub dwie strategicznie poprowadzone rozmowy są w stanie pomóc w zmianie nastawienia do danych sytuacji, a przez to są pomocne w „ogarnianiu” rzeczywistości. A to w dłuższej perspektywie może pomóc przetrwać okres obostrzeń oraz konsekwencji wynikających z pandemii. W ramach konsultacji proponuję dwa darmowe spotkania dla każdej zgłaszającej się osoby. Zapisywać się można pisząc na adres: [email protected]

Ból psychiczny jest jedną z podstawowych emocji, która od zawsze towarzyszy egzystencji człowieka, ale w naszej zachodniej kulturze jej przejawy nadal są często postrzegane jako oznaka słabości i nadmiernej wrażliwości…

Tak, jest taka tendencja, żyjemy przecież w społeczeństwie gdzie piękno, młodość, idealne ciało i pozytywne myślenie są lansowane jako wartości nadrzędne. Z drugiej strony, to naturalne, że staramy się unikać bólu wywołanego przez cierpienie. Niestety istnieją rodzaje bólu od którego nie ma ucieczki. Dlatego jesteśmy wyposażeni w umiejętność dostosowania się również do takich doświadczeń właśnie za pomocą bólu psychicznego, jedne z czterech emocji pierwotnych, inaczej zwanych reaktywnymi. Ich funkcją, od zawsze, jest pomoc człowiekowi w dostosowaniu się do nowej sytuacji. W przypadku bólu, jest to pomoc w czasie przejściowym pomiędzy życiem „sprzed” dramatycznego wydarzenia a okresem, który nastąpi „po”.

Człowiek nowoczesny, żyjący w XXI wieku nie docenia jednak takiej kompetencji (emocje pierwotne są nazywane w nurcie strategicznym „kompetencjami bez zrozumienia”), starając się nieustannie unikać bólu, nawet jeśli jest on odpowiedzią emocjonalną która pomaga nam przyjmować wstrząsy życiowe. Na przykład w przypadku straty ukochanej osoby to właśnie cierpienie, jakkolwiek by to dziwnie zabrzmiało, pomaga w procesie stopniowego oswajania się z nową rzeczywistością, która następuje po dramatycznym wydarzeniu, a w konsekwencji w wychodzenia z żałoby. Jeśli jednak będziemy starali się usunąć ból, zmuszając się do nie myślenia o nim (chociaż chęć nie myślenia jest już myśleniem) albo będziemy stosować środki jego chemicznego uśmierzania, przekształcamy ten ból w agonię, na którą nie będziemy już w stanie zareagować. Ból emocjonalny jest dla naszego umysłu tym, czym jest gorączka dla naszego organizmu, innymi słowy jest tym co pozwala na wyleczenie rany. To jasne, że gdy dzieje się tak w przypadku rany, gdy ból przekracza pewien poziom, może to doprowadzić do sytuacji krytycznej, czyli takiej w której osoba sama już sobie nie poradzi i będzie wymagać pomocy specjalistycznej.

Wydaje się to niezgodne ze zdrowym rozsądkiem, że efekt terapeutyczny bólu i cierpienia, jest uzdrawiający.

Jakie sposoby radzenia sobie z bólem psychicznym skazane są na porażkę?

To przede wszystkim chęć jego natychmiastowego uśmierzenia, odsuwanie go od siebie, ignorowanie go, zagłuszanie poprzez działania mające na celu „wyprowadzenie” z bólu. Zajmowanie się różnymi sprawami w celu nadania najmniejszej wagi bólowi, chęć przejścia nad nim do porządku dziennego. To wszystko sprawia, że ból jest odczuwany jako dotkliwszy i tak naprawdę te nasza działania „osłonowe” powodują jego wzmocnienie. A na pewno on sam z siebie nie zniknie. Szukanie pocieszenia i wsparcia u innych osób, chęć i gotowość rozmawiania o dramatycznych przeżyciach powoduje z jednej strony coś na zasadzie wentyla, bo możemy ubrać w słowa i wyrzucić to siebie, ale z drugiej strony takie nieustanne rozmawianie o przyczynie bólu i o nim samym działa na zasadzie echa czy pudła rezonansowego. Gdy wykrzyczymy w nie swój ból, to efektem akustycznym będzie wzmocnienie głosu. Bo o ile zaraz po podzieleniu się z przyjaciółmi swoim cierpieniem odczuwamy ulgę, to po dłuższej chwili czujemy się jeszcze gorzej. Również ciągła analiza i powracanie do tragicznych wydarzeń aby lepiej zrozumieć jego sens nie pozwala na odłożenie przeszłości do przeszłości.

Podkreślmy to bardzo wyraźnie: Masz problem, czujesz przejmujący ból psychiczny, masz depresję czy stany lękowe – MASZ DO TEGO PRAWO jak i do tego, aby szukać pomocy u specjalisty. Nie trafisz od razu na tego „twojego”  – szukaj dalej … 

Ze strategicznego punktu widzenia często w swoim życiu stosujemy takie same tendencje działania do podobnych sytuacji i niestety na ogół te stare schematy nie sprawdzają się w nowych okolicznościach. Co wtedy robimy ? Jak uczeń ćwiczący kaligrafię, coraz bardziej się stara, żeby dokładnie odzwierciedlić literkę według wzoru, tak i my coraz lepiej się przykładamy do dokładnego zastosowania kiedyś skutecznego rozwiązania. I w ten sposób kopiemy pod sobą dołki i w nie wpadamy. Gdy dołek sięga do pasa i nas nie przerasta, sami jesteśmy w stanie się z niego wygrzebać. Natomiast gdy jest na tyle głęboki, że sami nie dajemy rady wdrapać się brzeg, bo piasek cały czas obsypuje się ze ścian dołka, wtedy potrzebna jest pomoc. Pomocna dłoń może być wtedy wyciągnięta przez coacha czy counsellora (forma konsultanta czy doradcy, w zależności od celu jaki wspólnie stawiają sobie z klientem). Natomiast w momencie, gdy dołek stał się dołem, którego krawędzie jawią się gdzieś wysoko nad głową, a sami skuleni siedzimy pod osuwającą się ścianą, konieczna jest interwencja psychoterapeuty, który na linie będzie spuszczał narzędzia pozwalające na wydostanie się z sytuacji uniemożliwiającej tej osobie normalne życie.

Czyli tak, koniecznie trzeba szukać dla siebie odpowiedniej osoby, na poziomie odpowiadającym problemowi, z którym się borykamy i w zależności od celu jaki chcielibyśmy osiągnąć. Nurt strategiczny, nieznany w Polsce, ma wiele cech które w wielu niemal beznadziejnych sytuacjach sprawiają, że osoby rozwiązują swoje problemy w relatywnie krótkim czasie.  Ale oczywiście każdy indywidualnie musi się zorientować co jest mu potrzebne do uzyskania własnej zdrowej równowagi w życiu.

7 kroków strategicznego rozwiązania problemów w organizacji to nowatorski projekt, w którym problemy rozwiązywane są dzięki zrozumieniu koncepcji mechanizmu oszukiwania samego siebie

Tak, mechanizm oszukiwania samego siebie czy psychopułapek, które sami sobie tworzymy i potem w nie wpadamy jest stary jak świat. Wierzę za konstruktywistami, że rzeczywistość tworzymy sobie sami. Parafrazując Aldousa Huxleya można powiedzieć, że nie jest ważne to co nam się przydarza, ale to co my robimy z tym co nam się przydarza. Ważny jest sposób w jaki mierzymy się ze zdarzeniami w naszym życiu. Więc jeśli sami sobie budujemy własną rzeczywistość, to często też robimy to „przybliżając” świat zewnętrzny do własnych przekonań i własnego świata wewnętrznego. To jest tak jakbyśmy patrzyli na świat i wydarzenia na zewnątrz przez okulary o soczewkach, które powstały z naszych doświadczeń, przeżyć, oczekiwań i całego bagażu naszego życia. Będą one nam pokazywały czy coś jest miłe, dobre, korzystne albo złe zgodnie z naszymi dotychczasowymi przeżyciami. Tak jesteśmy skonstruowani i działamy właśnie na takiej zasadzie. I nie ma w tym nic szczególnie nowego ani dziwnego, poza faktem, że te nasze wyobrażenia o świecie kiedyś korzystne, mogą stać się w pewnym momencie szkodliwe. To takie schematy które stosujemy bardzo często automatycznie do podobnych sytuacji – na zasadzie działań energooszczędnych. Jak coś już kiedyś podziałało, no to pewnie i teraz zadziała. Problem jest w tym, że sytuacje podobne nie są identyczne i działanie pewnego schematu, który świetnie się sprawdził np. w pracy zespołu nad projektem X, zakończył się fiaskiem w zastosowaniu go w pracy zespołu Y. Nie wzięto pod uwagę natury projektów, składu zespołów, obszaru i zakresu działania. Zastosowano jedynie kalkę na zasadzie „był sukces wtedy, znaczy dobry schemat, znaczy warto stosować zawsze”.

Strategiczny Problem Solving ® jest technologią pozwalającą na wyjście z tego zaklętego kręgu nie dzięki zrozumieniu popełnianych błędów, ale dzięki początkowemu skupieniu się na tym „co nie działa”. Na wyróżnieniu elementów które są niekorzystne dla nas, ale z uwagi na schematyczność naszego działania i pewne jego automatyzmy, z głębokim przekonaniem je stosujemy i to z coraz większą gorliwością oczekując pożądanych zmian. Czyli wracając do obrazu dołka, kopiemy go i kopiemy coraz bardziej pogłębiając. To jest właśnie to oszukiwanie się. Aby lepiej zobrazować ten aspekt powołam się na słowa Alberta  Einsteina, że „Obłędem jest powtarzanie w kółko tej samej czynności, oczekując innych rezultatów”

I tu np., znajdzie zastosowania przysłowie spiesz się powoli czy technika pogarszania czyli „jak tu jeszcze coś pogorszyć w tym i tak złym stanie?” a to wszystko aby ?

Każdy z nas, w pewnych momentach swojego życia, staje w obliczu stresujących zdarzeń, trudnych momentów i problemów. Czasami przeszkoda wydaje nam się łatwa do pokonania, ale innymi razy wymaga od nas cierpienia i trudu, a jeszcze w innych momentach głaz pojawiający się przed nami na naszej drodze wydaje się nie do ruszenia. Jednak nawet najbardziej problematyczna rzeczywistość może być „rozłożona” na mniejsze części, a wchodzenie na najwyższą górę można rozpoczynać z punktów do których jest łatwiej dotrzeć.

Pierwszym krokiem, z pozoru banalnym ale tak naprawdę kluczowym, jest bardzo precyzyjne i konkretne opisanie problemu. Bardzo często mamy tendencję do natychmiastowego przechodzenia do rozwiązania, uważając, że doskonale wiemy na czym polega problem, ponieważ żyjemy na co dzień z danymi trudnościami.  Jednak idea jaką mamy o problemie odpowiada bardziej naszym przekonaniom a priori, przekonaniom, które budowaliśmy przez jakiś czas, bardziej niż charakterystycznym cechom naszych trudności. Poświęcenie czasu na odpowiednie zdefiniowanie problemu w tym procesie pomoże w odkrywaniu nowych punktów widzenia, otwarciu na nie nowe perspektywy i scenariusze, do tej pory nie brane pod uwagę. Zastosowanie naszego rodzimego powiedzenia „spiesz się powoli” jest w takim momencie ogromnie ważne, choć wydaje się paradoksalne. Poświecenie odpowiedniej ilości czasu na dokładne zdefiniowanie problemu z którym się borykamy pomoże w jego rozwiązaniu. Przede wszystkim pomoże zobaczyć dany problem z innych perspektyw a jego dokładny opis pomoże zaoszczędzić czas i energię w dalszych fazach procesu nastawionego na rozwiązywanie.  Pamiętajmy bowiem, że im bardziej dany problem jest nieokreślony, tym większe ponosimy ryzyko niedostrzeżenia robionych postępów.

Inną stroną medalu prawidłowego określenia problemu z którym się borykamy jest zdefiniowanie celu: jest to jeszcze bardziej decydujący o skutecznym rozwiązaniu element, zwłaszcza że bierzemy pod uwagę programowanie naszej przyszłości. Kiedy stawiamy sobie niejasne lub zbyt ambitne cele to tak, jakbyśmy celowo planowali własną porażkę. A co jest jeszcze gorsze, to to że mamy tendencję do wyjaśniania naszego niepowodzenia brakiem własnych umiejętności lub różnymi przeciwnościami. W obu przypadkach (cele niejasne lub zbyt wielkie) stwarzamy doskonałe warunki dla porażki i rezygnacji z realizacji.

Technika „jak pogorszyć” przewiduje natomiast zastosowanie z pozoru paradoksalnego pytania: „Jeśli chciałbym jeszcze bardziej pogorszyć daną sytuację zamiast ją poprawić, jak mógłbym to zrobić ? Co mogę dobrowolnie zrobić aby projekt zakończył się niepowodzeniem?”  To pytanie kieruje umysł na poszukiwania wszystkich możliwych sposobów niepowodzenia, co wbrew założeniom powoduje, że umysł wynajduje różne sposoby na odniesienie sukcesu. Strategia ta  została zapożyczona od Leonarda da Vinci, prawdopodobnie najbardziej kreatywnego umysłu wszechczasów, gdy korzystał z niej podczas badań i budowy maszyny latającej.

W tym fortelu wykorzystujemy zdolności umysłu ludzkiego do kreowania alternatywnych scenariuszy oraz znajdowania rozwiązań przy pomocy nie arystotelesowskiej, ambiwalentnej logiki, takiej jak paradoks czy sprzeczność. Mamy po prostu wrodzoną awersję do tego co jest dla nas niekorzystne, dlatego dalszym efekt tego zabiegu, jest wstrząsające odkrycie, że tak naprawdę już stosujemy wiele z tych rzeczy, które mogłyby jeszcze bardziej pogorszyć daną sytuację. Takie odkrycie powoduje, że jesteśmy w stanie przejąć pewną kontrolę nad sytuacją, chociażby przerywając takie próby rozwiązania problemu które uniemożliwiają to rozwiązanie.

Ciągle chyba jeszcze nie jest odpowiednio waloryzowany w biznesie problem różnic kulturowych. Wiele kontraktów nie zostało zawartych bo … nie pozwolił na to szok kulturowy lub zwykłe nie akceptowanie pewnych zachowań. Podstawowe problemy w komunikacji biznesowej między Polakami a Włochami? Tak w pigułce

Dla Polaków chyba największym wyzwaniem jest ta większa elastyczność Włochów zaczynając od podejścia do czasu (czytaj punktualność) a na wielozadaniowości kończąc. Z  tym bardzo ściśle związane jest również zorientowanie mieszkańców półwyspu apenińskiego na relacje i ich większa niż nasza ekspresyjność, podczas gdy my, Polacy, zwłaszcza w pracy, mamy tendencję do skupiania się przede wszystkim na zadaniu. Kilka lat temu byłam świadkiem szkolenia technicznego na bardzo wysokim poziomie prowadzonego przez włoskich ekspertów cywilnych. Uczestnikami była polska kadra techniczna w obszarze wojskowym. Szkoleniowcy włoscy byli przerażeni i bardzo sfrustrowani brakiem jakiegokolwiek reagowania ze strony uczestników w trakcie prowadzenia zajęć, a im bardziej twarze uczestników były pokerowe, tym bardziej szkoleniowcy starali się „rozruszać” grupę. Katastrofa była tuż tuż. 

Takie rozbieżności w podejściu do działalności zawodowej mogą powodować nieporozumienia i w konsekwencji frustracje spowodowane niemożliwością realizowania celów. Innym aspektem bardzo istotnym a trochę schowanym za postawami jest zaufanie bez którego prowadzenie biznesu nie jest możliwe. We Włoszech budowane jest ono stopniowo, co wymaga czasu oraz pogłębionych relacji. Wspólne lunche czy kolacje, wieczorny aperitif i wizyty przy automacie do kawy pomagają pogłębiać relacje ze współpracownikami, które przez to są bardziej trwałe.  Z polskiego puntu widzenia, gdzie zaufanie budowane jest niemal wyłącznie poprzez działania związane z biznesem, a relacje ze współpracownikami są funkcjonale, tworzone szybko i łatwo, ale też w taki sam sposób można z nich zrezygnować, pogłębianie relacji przez Włochów nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem.

Może w ogóle lepiej jest spojrzeć  na Włochy i Włochów bez porównywania z Polską i Polakami. Unikniemy ocena opartej na polskich kryteriach i punktach odniesienia. Może wystarczy ciekawość i otwartość  w osiąganiu zawodowych sukcesów?

Aby nie wpaść w pułapkę pochopnych ocen i oczekiwań (o czym mówiłam wcześniej: do przybliżania świata zewnętrznego do własnych przekonań i doświadczeń) warto dać sobie trochę czasu na nie oceniającą obserwację partnera biznesowego, czas na bycie ciekawym tego jak ten partner działa, jak dochodzi do swoich wyników. To może pozwolić  na inne spojrzenie, ubogacić repertuar własnych sposobów działania. Pomogą w tym procesie również zadawane pytania – zamiast orzekania i wydawania opinii, pytania otwierają nam drzwi do współrozmówców, pokazują, że jesteśmy nimi zainteresowani. A przecież każdy lubi, kiedy inni się nim interesują, prawda ? No i tak strategicznie „przeprowadzamy” ich na naszą stronę. Kultura ze swoim repertuarem zachowań, postaw, rytuałów to tak naprawdę, w wielkim uproszczeniu, sposób na rozwiązywanie problemów danej grupy społecznej na danym terytorium w danych okolicznościach. Nic więc dziwnego, że w biznesie różnimy się właśnie podejściem, postawami i zachowaniami, bo problemów do rozwiązania nigdy nie brakuje.  Jeśli miałabym wskazać na jeden aspekt kultury włoskiej to właśnie elastyczność jest tą zmienną, której z polskiej perspektywy warto się przyjrzeć. Wiele można skorzystać  podpatrując, bez oceniania, jak inni rozwiązują swoje problemy i przemycić te sztuczki do własnych zachowań.

Tym jednym wywiadem tylko sygnalizujemy, dotykamy „ z lotu ptaka” wielu problemów, z którymi spotykasz się na co dzień. Oczywiście, jesteśmy do Twojej dyspozycji zawsze, kiedy zdecydujesz podzielić się z nami porcją Twojej wiedzy i doświadczenia. Bardzo dziękuję za dziś i już czekam na naszą następną rozmowę. 

To ja bardzo dziękuję za Twoje zainteresowanie i dociekliwość. To bardzo istotne dla mnie móc podzielić się wiedzą, bo wierzę, że każda taka cegiełko pomoże jakiejś osobie w drodze do samodzielności i dobrostanu. Gdziekolwiek ta osoba by tego nie szukała.

Więcej informacji na poruszane tematy:

www.psychologiawpraktyce.pl/artykul/7-krokow-strategicznego-rozwiazywania-problemow-worganizacji

www.psychologiawpraktyce.pl/artykul/techniki-przepracowywania-bolu-psychicznego-wedlug-krotkoterminowej-terapii-strategicznej

Korespondencja: Ewa Trzcińska, ekspert biznesowy, doświadczony organizator eventów biznesowych i targowych, tłumaczka języka włoskiego. Kontakt [email protected]




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *