Wielkanoc u Jana III i Marii Kazimiery Sobieskich

Święta Wielkiej Nocy obok Świąt Bożego Narodzenia stanowiły jedne z
najważniejszych dni w kalendarzu liturgicznym dawnej Rzeczypospolitej.
Wielkanoc nie była jednak tak pełna wyciszenia i zadumy jak święta grudniowe.
Niemniej posiadała swoje specyficzne elementy liturgii kościelnej oraz
powiązane z nimi zwyczaje ludyczno – plebejskie.


Sobiescy jako bardzo praktykująca rodzina czynnie uczestniczyli w
obrządku religijnym. Zdarzało się jednak, że nastoletnią Teresę Kunegundę
matka królowa Maria Kazimiera musiała strofowa i poganiać do punktualnego
przybycia na nabożeństwo.


Wielkanoc poprzedzała Niedziela Palmowa a po niej Wielki Tydzień.
Zgodnie z tradycją z poświęconej palmy, zrobionej z witek wierzbowych. Czas
ten był również pełen obowiązków państwowych. należało połknąć baziowego
kotka, co miało dać zdrowie na cały rok. W kościołach tego dnia urządzano
procesje z drewnianą figurą Chrystusa na osiołku. Przypominało to wjazd Jezusa
do Jerozolimy. Rodzina królewska w zależności od miejsca, w którym
przebywała, uczestniczyła tego dnia we mszy w kościele zewnętrznym np. farze
lub w prywatnej kaplicy pałacowej. Czas ten był również pełen obowiązków
państwowych. I tak z ich powodu w 1695 roku w Niedzielę Palmową królestwo
do kościoła nie przybyli. Wysłuchali jedynie pasyji bez kazania w kaplicy
zamkowej.

W Wielkim Tygodniu a szczególnie w Wielką Środę, Wielki Piątek i
Wielką Sobotę powstrzymywano się od jedzenia. Królowa już od Niedzieli
Palmowej przez cały tydzień mięsa nie jadła. Król w Wielką Środę tylko „z
masłem i to bardzo mało”.


Wielki Tydzień dla króla nie był tylko czasem modlitwy i obowiązków
państwowych. W Wielki Poniedziałek 28 III 1695 roku po wysłuchaniu
porannej mszy Jan Sobieski pojechał do Wilanowa, gdzie spędzał czas na
łowieniu ryb. Do Warszawy wrócił dopiero późnym wieczorem. Królowa zaś
cały dzień spędziła przy synach, którzy zachorowali na ospę.


Wielka Środa w tradycji ludowej była uznana za dzień nadejścia wiosny.
Właśnie wtedy topiono Judasza – słomianą kukłę symbolizującą zimę. Tego
dnia Jan III Sobieski zamykał się w swoich apartamentach i nikogo prócz służby
do siebie nie wpuszczał. Kontemplował rekolekcje i przygotowywał się do
spowiedzi. Maria Kazimiera natomiast zbierała panie służebne oraz damy górne
(damy z wysokich rodów asystujące królowej). W gabinecie królowej wszystkie
panie przygotowywały koszule dla ubogich, które miały być im wręczane w
Wielki Czwartek.

W Wielki Czwartek rodzina królewska uczestniczyła aktywnie w
nabożeństwie. Odbywali spowiedź, słuchali mszy. Król wraz z biskupami na
znak pokory mył nogi starcom. Królowa zaś rozdawała ubogim jałmużnę.


W Wielki Piątek o świcie chłopcy biegali uderzając w kołatki i budzili
ludzi na nabożeństwo. Następnie chodzili po domach nosząc pasyjkę (mały
krzyżyk) i śpiewali: „ Jezu Chryste krzyżowany, król nad królami jest wydany”.
Dostawali za to jajka.

Wielki Piątek i Wielka Sobota były dniami odwiedzania Grobów
Pańskich. Groby urządzano we wszystkich kościołach. Starano się by były jak
najbardziej uroczyste i okazałe. Według XVII – wiecznej relacji podróżnika z
Francji w kościołah warszawskich „we wszystkich prawie grobach leżał Pan
Jezus umarły, przy nim Matka Najświętsza; widać było rozpadającą się ziemię i
niebios różne obroty; wszystko to nader okazale dla nieprzeliczonej liczby lamp
i świec jarzących. Grób w kościele jezuitów był cały złożony z pałaszów,
szyszaków i broni prawdziwej; wszędzie muzyka słyszeć się dawała”.


Monarchowie bardzo często obchodzili kościoły na piechotę. W 1635
roku król Władysław IV pomimo chorych nóg obszedł pięć Grobów Pańskich.
Sobiescy przybywali do grobów razem ale także i osobno. W Wielką Sobotę
1695 roku Jan III zachęcony przez kasztelana krakowskiego, który odwiedzał
groby dzień wcześniej, wybrał się do kościoła oo franciszkanów. Był tam grób
niebogaty ale w stylu włoskim, pięknie kwiatami udekorowany. Na dole był
wymalowany zemdlony baranek a nad nim deskrypcja „Tulute me floribus etc
quia amore langueo”. Król uczestniczył tam we mszy po czym winszowano u
wesołego alleluja. Na koniec w klasztorze zjadł obiad. Królowa zaś udała się do
klasztoru panien sakramentek i tam uczestniczyła w nabożeństwie. Po południu
król karetą a królowa pieszo z całym dworem obchodzili groby.

W XVII wieku msze odprawiane były także w Wielki Piątek i Wielką
Sobotę. W te dni kościoły otwarte były również w nocy, by każdy mógł przyjść i
pomodlić się przy Grobie Chrystusa. Zwyczajem zapoczątkowanym w czasach
Jana III Sobieskiego a kultywowanym obecnie w południowej Polsce były tzw.
Turki – warty pełnione przy Grobie Jezusa. Pełnili je często żołnierze, którzy
powróciwszy po odsieczy wiedeńskiej, ubrani w orientalne, zdobyczne stroje
przypominali Turków.


Barokowe świątynie oszałamiały bogactwem ornamentyki, złoceniami,
pełnymi finezji i ekspresji ołtarzami i malowidłami. Miało to zachwycać i
przyciągać wiernych. Temu celowi służyły również kwieciste i hałaśliwe
kazania, stanowiące n iemal formę przedstawień. Nudnych, bez sztuki oracyjnej
kazań nie chciano słuchać. Zatem księża robili wszystko, by nie nudzić
słuchających. Pewien kapłan w czasie mszy wielkopiątkowej kazał kościelnemu
wystrzelić z muszkietu. Po czym głośno z ambony zawołał: zabito! Zabito!. Na
co mężczyźni wybiegli z kościoła sądząc, że przed nim doszło do jakiejś
awantury. Pozostałe w kościele kobiety zaczęły się dopytywać kogo zabito.
Pana naszego Jezusa Chrystusa odrzekł ksiądz. Na co jedna z wiernych odparła:
„Chwała Bogu, że nie Godlewskiego, bo dobry, cnotliwy czzłek, daj mu Boże
zdrowie”.

Jan Sobieski, który bardzo cenił umiejętność interesującej oracji także nie
lubił nudnych kazań.


Kulminacją okresu świątecznego była Niedziela Wielkanocna. Para
królewska wraz z dziećmi uczestniczyła w jutrzni. Królowa z synem Jakubem i
córką Teresą Kunegundą szła w procesji. Król ze względu na zdrowie i
trudności w poruszaniu się (1695 rok) obejrzał procesję z ganku, na którym się
modlił. Tego dnia para królewska uczestniczyła w nabożeństwie dziennym
siedząc przy ołtarzu pod baldachimem.

W Niedzielę Wielkanocną odbywało się przede wszystkim święcenie
pokarmów. Na królewskim dworze, podobnie jak w dworach magnackich i
szlacheckich pokarmy święcono w domu. Na stole obowiązkowo musiały być
jajka (symbol nowego życia) gotowane na twardo, którymi po poświęceniu
pokarmów dzielono się składając życzenia. Obyczaj nakazywał, by podzielić się
jajkiem z każdym. Tak więc wszyscy, łącznie ze służbą dzielili się z parą
królewską. Ozdobą stołu były także pisanki. Na środku stołu stawiano naturalnej
wielkości baranka z masła z chorągiewką, co było symbolem niewinnie
umęczonego Chrystusa. W 1685 roku królowa Maria Kazimiera otrzymała w
prezencie od Włocha Alfieriniego baranka pokrytego łabędzim puchem
imitującym wełnę. Miał on chorągiewkę wielkości 8 cali, na której napisano
„Alleluja” 18250 razy, czyli tyle ile dni przeżyła królowa. Po naciśnięciu
sprężyny baranek podnosił się. Alfierini w podziękowaniu otrzymał od królowej
pierścień z napisem „Alleluja” wykonanym z brylantów.


Święcone stanowiły wszystkie pokarmy i napoje, które miano spożywać.
Zdarzało się, że wystawiano je w symbolicznych ilościach np.: 4 dziki (pory
roku) wypełnione szynkami i kiełbasami, 12 jeleni (pory roku) ze złoconymi
rogami, nadziane zającami, cietrzewiami, pardwami, dropiami, 52 ogromne
placki (tygodnie w roku), 365 babek drożdżowych (dni w roku).

Na królewskim stole znajdowało się pieczone prosie z pisanką w ryjku,
szynki, kiełbasy, pasztety, salceson (który wówczas uważano za wykwintną
wędlinę) oraz ryby. Zdecydowaną większość jedzenia stanowiły potrawy
serwowane na zimno.


Podstawowym ciastem na Wielkanoc były babki drożdżowe z dużą ilością
żółtek. Oprócz nich podawano mazurki – placki z pieczonego, kruchego ciasta
lub tortowego na opłatkach – pięknie dekorowane. Ich wygląd nawiązywał do
bogatych i zdobnych dywanów tureckich, rozpowszechnionych w Polsce w
okresie panowania Jana III Sobieskiego. Podawano też kołacze, serniki oraz
wschodniej proweniencji paschę – delikatną masę z sera, masła, żółtek z cukrem
i bakaliami, schłodzoną w drewnianych foremkach.

Poniedziałek Wielkanocny charakteryzował śmigus czyli sięgające
tradycji przedchrześcijańskiej a akceptowane przez kościół polewanie się wodą.
Miało to iejsce również na królewskim dworze. Z tą różnicą, że kawalerowie i
damy oblewali się wodą pachnącą kwiatami. Ludzi starszych oszczędzano ze
względu na należyty ich wiekowi szacunek. Nie do pomyślenia było też, by ktoś
niższego stanu oblał króla lub królową.


Dzień ten był także czasem spotkań i odwiedzin. Para królewska po
porannym nabożeństwie przyjmowała gości na obiedzie. „W wieczór
zwyczajnie karty grano na pokojach pańskich”.

W 1646 roku Jan Sobieski podróżując edukacyjnie razem z bratem
Markiem po Europie spędzili Święta Wielkiej Nocy w Brandenburgii. Jak wtedy
widzieli Berlin? „Tam niemasz kościoła katolickiego, jako i w Frankfurcie, i tak
nie słuchaliśmy mszy św. na ten dzień, tylkośmy sięprzypatrowali luterskiemu
nabożeństwu w ich zborze. Potem zjadłszy obiad szliśmy widzieć cekhauz
księcia brandenburskiego (…). Potem szliśmy widzieć blisko zamku do kościoła
luterskiego na dzwonnicę…”

Kto teraz jeszcze będzie chciał poczuć smak Wielkanocy u Jana III i
Marii Kazimiery Sobieskich niech upiecze i skosztuje babkę drożdżową, jaką na
królewskim stole podawano.

Jako babę piec (przepis z ok. 1660 roku)

Wziąć mleka pół kwarty, jajec rozbitych i z białkami, pół kwarty masła
przetopionego, wsypać w to szafranu, tartego cynamunu, gałki muszkatowej kęs,
goździków trochę, rodzenków wielkich i małych, cukru, zarobi to mąką gęsto,
żeby warzęcha stanęła i zadać jej drożdży, żeby kisiała, potym rozpalić donicę i
posmarowawszy ją masłem, wlać ono ciasto i wstawić w piec gorący, a z
wierzchu przykryć także drugą donicą albo misą, żeby nie zgorzała.

Tekst: Maciej Jasiński




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *