Agnieszka Staszak: Najważniejsze jest to, żeby sprawnie sobie radzić z problemami i nie poddawać się, zawsze walczyć o siebie, swoje marzenia i o swoją prawdę.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agnieszką Staszak, autorką książki pt. „Rita”, której akcja rozgrywa się we Włoszech.

Maja Krajnowska: Agnieszko, skąd przyszło natchnienie, żeby napisać książkę? Co Cię skłoniło do jej napisania? W codziennym życiu zajmujesz się zupełnie innymi rzeczami…

Agnieszka Staszak: Tak, na co dzień zajmuję się zupełnie innymi rzeczami. Jestem właścicielką trzech salonów beauty, w tym 2 barber shopów oraz prezeską fundacji „O Mały Włos”, zrzeszającą osoby, które na stałe straciły włosy. Natchnienie do napisania książki, przyszło nagle, w najtrudniejszym momencie mojej biznesowej drogi, kiedy zawiodły systemy i zawiedli ludzie. Mnie – bizneswomen ciężko jest pogodzić się z rzeczami, na które nie mam wpływu. Po ludzku – mocno mnie to zezłościło, dlatego zaczęłam rozważać najróżniejsze scenariusze, w tym całkowite przebranżowienie się. I wtedy przyszła do mnie „Rita”. Sam pomysł w głowie powstał w kilka dni, trochę dłużej trwało pisania. A teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że „Rita” mnie uratowała. Pisząc ją skupiłam się na niej, a nie na problemach biznesowych, a one… same się ułożyły. Czasami tak jest, że pewne rzeczy jak dobre wino potrzebują odpowiedniego leżakowania. Teraz jestem wdzięczna losowi za tamten moment. Dzięki niemu pojawiła się ,,Rita’’, a ja odkryłam, że pisanie całkiem nieźle mi wychodzi. A jaka to jest przyjemność…

Maja Krajnowska: Kim jest Twoja tytułowa bohaterka Rita? O czym myślałaś budując jej postać?

Agnieszka Staszak: Rita to zwykła dziewczyna, tak jak ja, Ty i wiele innych kobiet. To marzycielka, ale też twarda babka, która zmaga się z ogromnymi problemami. Mimo to, to ją tylko wzmacnia. Rita odnosi sukces i sprawia wrażenie szczęśliwej i spełnionej. I wtedy właśnie zaczynam ją demaskować. Obierać ze skóry jak cebulę pokazując jej słabości, traumy, wspomnienia, które chce ukryć pod czerwoną szminką i markową torebką. Budując tę postać w głowie miałam kobiety które poznaję na co dzień, które zmagają się z najróżniejszymi problemami, mniejszymi i większymi, które walczą do ostatnich sił nawet wtedy, kiedy ta walka jest nierówna i właściwie przegrana. Takie kobiety podziwiam, wojowniczki o wielkiej odwadze i jeszcze większym sercu. W ogóle kobiety są dla mnie inspirujące. Od zawsze ciekawiły mnie ich losy, co robią, z czego się śmieją, dlaczego płaczą. W głowie wtedy budowałam sobie setki scenariuszy ich życia. „Rita” jest wypadkową tych wszystkich kobiet.

Maja Krajnowska: Uważasz, że jesteś podobna do „Rity”? Jest coś z Ciebie w Twojej bohaterce?

Agnieszka Staszak: Pisząc książkę, nie myślałam czy jestem podobna do głównej bohaterki, ale kiedy przeczytali ją moi przyjaciele, osoby, które bardzo dobrze mnie znają, stwierdzili że „Rita” to ja. I pewnie trochę mają rację. I ona i ja mierzyłyśmy się z naprawdę dużymi problemami i obie w tym wszystkim nie dałyśmy się „rozmydlić”. Walczymy o siebie, swoje marzenia, swoją rodzinę. Myślę, że moje aktualne życie, cudowny mąż, syn, praca, która sprawia mi satysfakcję, moi pracownicy, których szanuję i którzy mnie szanują, to taka drogą o którą walczy „Rita”. Ja za to przelałam na nią swoje marzenie o byciu projektantką. A nasz wspólny mianownik: nie poddajemy się, bierzemy na klatę problemy dnia codziennego i idziemy dalej…i tylko kolor szminki może zdemaskować nasz aktualny stan ducha.

Maja Krajnowska: Historia, którą opisałaś w książce jest kompletnie fikcyjna, jest wytworem Twojej wyobraźni czy może opierałaś niektóre fragmenty na rzeczywistych wydarzeniach?

Agnieszka Staszak: Jak by to rzec: to skomplikowane, ale ta historia w dużej mierze jest historią fikcyjną, ale są w niej „momenty” z życia mojego lub znanych mi kobiet, w które ubrałam „Ritę”. Co mogło wydarzyć się naprawdę? Historia pewnej kobiety – malarki. Jest ona wymieniona w książce z imienia i nazwiska. To cudowna Joanna Karwan. Joasia pracowała wcześniej jako urzędniczka, po czym okazało się, że ciężko zachorowała na nowotwór i żeby poradzić sobie z tą chorobą zaczęła malować przepiękne obrazy. Nasze drogi ciągle się gdzieś przecinały. Joasia nawet namalowała portret „Rity” i jestem pewna, że o tym obrazie i o jego autorce jeszcze nie raz usłyszymy. Jest jeszcze jedna kobieta – inspiracja, ale o niej opowiem przy innej okazji i przy dobrym winku.

Maja Krajnowska: Dlaczego wybrałaś włoską scenerię i włoskich bohaterów?

Agnieszka Staszak: Bo kocham Włochy. Uwielbiam to słońce, energię, ludzi, wino, roślinność, przepalony słońcem piasek, błękit nieba zlewający się z błękitem morza. Włochy to dla mnie kwintesencja szczęścia. Nie znam drugiego tak sensualnego, seksownego i inspirującego kraju. I czuję, że choć jestem Polką, to płynie we mnie włoska krew i kiedyś zamieszkam tam na stałe. No i ci mężczyźni… Najgorętsi faceci to Włosi. Jak by mogło być inaczej?

Maja Krajnowska: Miasteczko Marina, w którym rozgrywa się historia ma swój odpowiednik w rzeczywistości? To miasteczko naprawdę istnieje ?

Agnieszka Staszak: Istnieje i to był celowy zabieg. Ponieważ tak jak można zakochać się we wszystkich włoskich miasteczkach i odnaleźć coś w nich dla siebie, bo wiadomo każdy lubi coś innego, mnie bardzo pociąga Marina i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła w niej zamieszkać i siedzieć na plaży pisząc dalsze historie Rity.

Maja Krajnowska: “Rita” ma otwarte zakończenie. Czy będą kolejne części?

Agnieszka Staszak: Rita ma otwarte zakończenie i to był celowy zabieg, ponieważ chciałam zostawić taką historię nie do końca zakończoną, w której każdy w głowie może dopisać swoją historię, wyobrazić sobie idealne zakończenie dla siebie. Ale spokojnie – „Rita” ma kolejną część. Powiem szczerze, że nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła o niej więcej powiedzieć. Naprawdę dużo się w niej dzieje. Mam nadzieję, że nie zawiodę moich czytelników i tym razem.

Maja Krajnowska: W jednym z fragmentów Twojej książki pojawia się tajemnicza postać, będąca bohaterem powieści zupełnie innego autora. Skąd wpadłaś na taki genialny pomysł, aby połączyć obydwie historie?

Agnieszka Staszak: Z Kaśką Haner, czyli świetną pisarką, bo Kasia piszę bardzo dużo, bardzo dobrze i zajmuje się tym zawodowo, poznałyśmy się przypadkiem przez naszą wspólną agentkę wydawniczą i od razu poczułyśmy, że to jest to. Podczas rozmowy wypłynęło, że chętnie coś wspólnie zrobimy i wtedy pojawił się pomysł, aby Kasia napisała dla mnie fragment książki, który będzie dokończony w jej książce. Miał to być hołd dla jej czytelniczek i moich, ponieważ z tym rozdziałem wiąże się konkurs, którego nagrodą jest weekend w Rzymie.

Maja Krajnowska: Co chciałabyś poprzez swoją powieść powiedzieć innym kobietom?

Książka niesie za sobą kilka przesłań. Duża jej część powstawała na początku epidemii, kiedy wszystko zamknięto. Był lockdown, tęskniliśmy za podróżami, wolnością… Ja ciagle myślałam o Włoszech, zwłaszcza, że to tam covid zebrał największe żniwo. Chciałam tam przenieść się i…przeniosłam się. Chciałam też, żeby moje czytelniczki poczuły się lepiej, żeby w tym całym szale – zdalna praca, zdalne nauczanie, zdalne życie- zrelaksowały się, żeby marzeniami mogły się przenieść do miejsc, które były wtedy tak nieosiągalne i nierealne. A druga najważniejsza kwestia, która pojawiła się w mojej głowie od samego początku to, to, że na swojej drodze zawodowej spotykam różne kobiety zdrowe, chore, bogate, biedniejsze bardzo nieszczęśliwe, szczęśliwe, po różnych przejściach mające swoje przeróżne perypetie i bagaż doświadczeń. Często nie znam tych kobiet, nie mogę się z nimi spotkać, pomóc im, porozmawiać, ale może przez książkę…. zaproszę je do swojego świata, do świata „Rity”, która tak samo jak one biegnie z całych sił po własne szczęście. Żeby pamiętały, że w życiu obojętnie co się dzieje, jest to chwilowe, jak wszystko. Problemy są, potem znikają. Najważniejsze jest to, żeby sprawnie sobie z nimi radzić i nie poddawać się, zawsze walczyć o siebie, swoje marzenia i o swoją prawdę. To było dla mnie najważniejsze przesłanie w książce.

Maja Krajnowska: Ile czasu zajęło Ci pisanie książki? Było to dla Ciebie trudne?

Agnieszka Staszak: Powstawała prawie 2 lata. Przechodziła pewne modyfikacje. Covid też dużo rzeczy utrudnił. Nie jestem zawodową pisarką i pisanie nie jest czymś łatwym dla mnie, nie usiądę przy stole i nie napiszę książki w dwa miesiące, jak robią to inne pisarki, bo ja po prostu muszę mieć wenę twórczą. I muszę na nią czekać, czasami nawet kilka tygodni. Jak wspomniałam wcześniej, książka powstawała w najtrudniejszym momencie mojej drogi zawodowej, i co ciekawe, spotykając się z różnymi ludźmi, celebrytami, bo często z takimi osobami pracuję, zawsze mi mówili że najfajniejsze piosenki, teksty powstawały w krytycznych momentach ich życia i tak też było u mnie. Nie umiem nikomu odpowiedzieć na pytanie, skąd przyszła inspiracja, bo w sumie ja sama nie wiem jak to się stało. To był wulkan energii, złości rozczarowania, łez, rozgoryczenia, braku wiary w ludzi… Poczułam, że te emocje muszą ze mnie gdzieś wypłynąć. Miałam do wyboru albo tłuc talerze, albo lepić pierogi, albo pisać książkę. Pewnie gdybym umiała gotować, zajęłabym się tym, ale że nie umiem, to zaczęłam pisać.

Maja Krajnowska: Jak czujesz się po wydaniu Twojej pierwszej książki wiedząc już, że została ona przyjęta życzliwie na rynku wydawniczym?

Agnieszka Staszak: Minęły dwa lata odkąd powiedziałam, że piszę książkę, wieść poszła w eter, a skoro powiedziałam A, to trzeba powiedzieć B i trzeba ją wydać. I zrobiłam to. Nie miałam pojęcia jak „Rita” zostanie przyjęta. Moja agentka mówiła mi, że choć książka jest bardzo dobra, będzie hejt, bo on zawsze jest. Szykowała mnie na to, bo wie, że mimo wszystko jestem wrażliwą osobą. A tu ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu książka została bardzo bardzo dobrze przyjęta. W sumie nie zmierzyłam się z jakąś szczególną krytyką. Jest dla mnie ogromną niespodzianka, że ludzie przyjeli ją tak dobrze i piszą, że czekają na dalszą część i na inne książki. Dostałam też ciekawe propozycję od kilku wydawnictw, ale póki co chce dokończyć „Ritę”, choć nie ukrywam, że mam kolejny pomysł i mam nadzieję, że będę mogła o nim niedługo powiedzieć. Oczywiście wszystko z myślą o kobietach i wszystko z myślą o tym, by kobiety zawsze i wszędzie myślały o sobie i tylko pod tym warunkiem wydam inną serię książek.

Maja Krajnowska: Jak wyglądał proces wydawania Twojej książki? Napisałaś powieść i co dalej?

Masz dla nas kolejne niespodzianki, projekty?

Agnieszka Staszak: Jeśli chodzi o wydanie książki to myślę że na samym początku warto znaleźć dobrego agenta wydawniczego i to jest klucz do tego, aby na początku odnieść sukces rynkowy i nie popełnić błędów, jakie popełniają debiutanci czyli nie czytanie umów i wybieranie złych wydawców. Sam proces wydawania jest bardzo ciężki i żmudny, ponieważ książka przechodzi korekty, poprawki więc jest to długotrwały i długoterminowy proces.  Ale ja nie boję się wyzwań, trudności, przeciwności losu. I nadal marzę, planuję i cieżko pracuję. Oprócz drugiej książki moim największym marzeniem jest filmu na podstawie „Rity”. Poza tym nie zwalniam tempa, organizuję eventy wspieram kobiety, walczę o nie i nie zapominam o tych najsłabszych. Jak zwykle u mnie dużo się dzieje.

Wywiad z Agnieszką Staszak przeprowadziła Maja Krajnowska.

Dziękujemy Pani Agnieszce za udostępnienie zdjęć do publikacji.




2 thoughts on “Agnieszka Staszak: Najważniejsze jest to, żeby sprawnie sobie radzić z problemami i nie poddawać się, zawsze walczyć o siebie, swoje marzenia i o swoją prawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

7 + 1 =