Grażyna Bacewicz – jedna z niewielu Polek, które z sukcesami komponowały muzykę

Pochodziła z polsko-litewskiej muzycznej rodziny. Przyszło jej żyć i koncertować w rzeczywistości PRL-u, jednak nigdy nie skomponowała utworu socrealistycznego. Choć Grażyna Bacewicz zmarła 55 lat temu, jej utwory ciągle wykonywane są przez kolejne pokolenia muzyków.

Urodziła się 5 lutego 1909 roku w rodzinie Vincasa Bacevičiusa, litewskiego zesłańca, który zdobył w Łodzi muzyczne wykształcenie i pracował tam jako nauczyciel. Z muzyką była związana także jego żona, Maria Modlińska. Związek pochodzącej z zamożnego domu ziemianki z litewskim uciekinierem był wówczas uważany za mezalians. 

Zarówno Grażyna, która była trzecim dzieckiem Bacewiczów, jak i jej starsi bracia odziedziczyli muzyczny talent po rodzicach. Kiejstut i Witold zostali pianistami i kompozytorami, Grażyna skrzypaczką i kompozytorką, jedynie ich młodsza siostra Wanda, także wyedukowana muzycznie, zajęła się zawodowo literaturą i dziennikarstwem. „Obojgu rodzicom zawdzięczamy wychowanie w kulcie dla nauki, sztuki i pracy twórczej, w ogóle dla wartości ogólnoludzkich. Słowem w osobach rodziców mieliśmy przewodników zgoła niepospolitych – o otwartych umysłach, otwartych sercach, a do tego odznaczających się wielką siłą charakteru” – pisał we wspomnieniach z dzieciństwa Kiejstut Bacewicz. 

Młodzi Bacewiczowie otrzymali wszechstronne wykształcenie. Każde od wczesnego dzieciństwa grało na dwóch instrumentach i poznawało teorię muzyki. Cała czwórka bez problemu dostała się do Konserwatorium Muzycznego Heleny Kijeńskiej-Dobkiewiczowej w Łodzi. Od wczesnego dzieciństwa występowali publicznie. Grażyna zadebiutowała jako pianistka i skrzypaczka podczas „podwieczorku muzycznego” w 1916 roku. Miała wtedy 7 lat. „Jakie było oblicze wewnętrzne tego naszego domu polsko-litewskiego? Prawdą jest, że w dzieciństwie i wieku szkolnym życie codzienne nas czworga toczyło się w sferze wpływów polskiej tradycji kulturalnej, że w domu mówiliśmy wszyscy po polsku i uczęszczaliśmy do polskich szkół. Ale także prawdą jest, że obok polskiego i litewski pierwiastek narodowy był rodzimym pierwiastkiem naszego domu i że musiał mieć udział w kształtowaniu naszych umysłów” – wspominał rodzinny dom Kiejstut Bacewicz. On, Grażyna i Wanda uważali się za Polaków i używali spolszczonej wersji swojego nazwiska, ojciec i średni brat Witold uważali, że są Litwinami.

Wyjątkowy talent i niezwykłą pracowitość Grażyny szybko dostrzegli jej nauczyciele w gimnazjum i Konserwatorium Miejskim. Młoda wirtuozka równie dobrze grała na skrzypcach, jak i na fortepianie, długo nie umiała zdecydować, który instrument będzie tym najważniejszym. W wieku 13 lat zaczęła także sama komponować: „W tym czasie w Konserwatorium uczęszczałam na harmonię i kontrapunkt i komponowanie nie obowiązywało mnie, jeżeli można się tak wyrazić. Próby te zatem były spontaniczne i dobrowolne. Nie mogłam i wcale nie chciałam bronić się przed nimi. Od tych pierwszych prób, już wtedy wiedziałam, że dążeniem moim, głównym celem życia, będzie pisanie muzyki” – mówiła po latach w jednym z wywiadów. 

Ponieważ nie mogła się zdecydować, którą ze swoich muzycznych pasji ceni najbardziej, kiedy w 1928 roku przyszło jej podejmować decyzję o wyborze specjalizacji na studiach w Konserwatorium Warszawskim, postanowiła uczyć się wszystkiego – kontynuować naukę gry na skrzypcach i fortepianie a także uczyć się kompozycji. Zapisała się także na uniwersytecką filozofię. W kolejnych latach zaniechała jednak tych studiów, zrezygnowała też z fortepianu, koncentrując się na skrzypcach. 

Mimo lekceważącej postawy środowiska muzycznego wobec kobiet komponujących muzykę, Grażynie Bacewicz udawało się tworzyć i wykonywać solo lub z braćmi własne dzieła. Tak powstały utwory, które później były wyznacznikiem jej charakterystycznego stylu muzycznego określanego jako neoklasyczny. 

W 1932 roku ukończyła studia łącząc dyplom z recitalem. „Grała ze swadą i energią, bardzo czysto i precyzyjnie, choć niezbyt wielkim tonem, z ogromnym przejęciem, które się udzielało; w ogóle cała jej szczupła sylwetka, skupiona energia, jakaś żarliwa drapieżność w stosunku do muzyki były niezwykle sugestywne i nakazujące respekt. Mnie osobiście ogromnie imponowało, że dziewczyna gra na skrzypcach, a w dodatku komponuje. Cóż to za urodzony demon muzykalności” – wspominał ten koncert po latach Stefan Kisielewski. 

Kolejnym etapem jej muzycznego rozwoju było zamieszkanie w Paryżu. Ponieważ miała trudności ze zdobyciem stypendium, wyjechała prywatnie. W kolejnych latach rodzina wielokrotnie dementowała informację, by stypendium w Paryżu miał jej udzielić Ignacy Jan Paderewski, naukę w École Normale de Musique podjęła dzięki finansom rodziny. Działała także w Stowarzyszeniu Młodych Muzyków Polaków w Paryżu. Nad Sekwaną zaczęła odnosić pierwsze sukcesy międzynarodowe: skomponowany przez nią Kwintet dęty wygrał konkurs dla kobiet-kompozytorek. 

Po powrocie do Polski Grażyna Bacewicz podjęła pracę w konserwatorium w Łodzi, gdzie uczyła w klasie skrzypiec. Dawała też dużo koncertów, które zdobywały bardzo przychylne recenzje. Bardzo często były to wydarzenia charytatywne. W 1935 roku wzięła także udział w I Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego, w którym otrzymała jedynie wyróżnienie. Jak się okazało po latach, przyczyną słabej formy tego dnia były nieprzyjemne wydarzenia rodzinne. Innym pionierskim wyzwaniem było zaangażowanie w prace powołanej właśnie Orkiestrze Polskiego Radia, gdzie Grażyna Bacewicz grała partię pierwszych skrzypiec. W jej repertuarze pojawiły się, oprócz licznych kompozycji, także pieśni. 

Kiedy wybuchła II wojna światowa, Grażyna Bacewicz pozostała w Warszawie, gdzie wraz z członkami Tajnego Związku Muzyków, który we współpracy z Delegaturą Rządu Londyńskiego na Kraj i Radą Główną Opiekuńczą zajmowała się udzielaniem pomocy muzykom, którzy pozostali bez środków do życia. Wraz z kolegami dawali także tajne koncerty. Mimo warunków wojennych nie przestała komponować – to z czasu okupacji pochodzi wiele ważnych dla jej dorobku utworów. Kilka lat przed wojną wyszła za maż za lekarza Piotra Andrzeja Biernackiego, w 1942 roku urodziła swoją jedyną córkę Alinę, późniejszą malarkę i poetkę. Po klęsce Powstania Warszawskiego rodzina Bacewiczów trafiła do obozu przejściowego w Pruszkowie. Dzięki ofiarności znajomych udało się cudem uratować pozostawione w opuszczonym w pośpiechu mieszkaniu rękopisy z jej kompozycjami. 

.

Foto DlaPolonii.pl

.

Po zakończeniu wojny wrócili do Łodzi, gdzie Grażyna podjęła pracę w swoim dawnym Konserwatorium. Wraz z bratem wrócili także do koncertowania i komponowania. W 1946 roku udało im się dostać zgodę na wyjazd do Francji, gdzie odbyli turnée z Orkiestrą Lamoureux i wzięli udział w koncercie polskiej muzyki. Choć po powrocie do Polski nie spotkały ją problemy ze strony strony polskich władz, zaczynała odczuwać jej opresyjność: „Korzystam, że jestem w obcym kraju i proszę Cię Vitusiu Kochany, abyś się nigdy nie wygłupiał z listami do nas, bo skończymy w więzieniu. Więcej, proszę Cię, nie pisz o komunistach, ficiach, itd., naszych przyjazdach do Ameryki. Wszystkie Twoje listy są cenzurowane w Poznaniu. Są otwierane niby dlatego, że były źle zalepione” – pisała z Pragi do swojego brata Witolda, który zdecydował się na emigrację do USA.

W kolejnych latach Grażyna Bacewicz była jedną z najważniejszych polskich artystek. Choć obecność brata – amerykańskiego emigranta kładła się cieniem na koleje losu jej rodziny, udawało jej się koncertować za granicą. Wyjazdy ograniczały się głównie do krajów bloku wschodniego, brała jednak także udział w Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim w Liège w Belgii i koncertowała we Francji. Jednocześnie zasiadała w jury konkursów muzyki polskiej i imprez międzynarodowych. Na dziesięciolecie PRL została odznaczona medalem, choć jak pisała w liście do siostry: „ […] do ważniejszych (rzeczy w życiu) zaliczam uparte, bo trwające 5 lat sprzeciwianie się zarządzeniom, aby nie grać muzyki tak zwanej formalistycznej”. 

Grażyna Bacewicz walczyła nie tylko o prawo do komponowania muzyki we własnym stylu, musiała także nieustannie udowadniać, że kobieta może być twórcą muzyki równie dobrym, jak mężczyźni. „Z czystym sumieniem można powiedzieć, że honor kompozytorów polskich uratowała tym razem „baba” – Grażyna Bacewicz. (…) Poczuliśmy tu wreszcie „krwisty kawał” zdrowej i smacznej muzyki napisanej z potencją twórczą – iście męską” – tak recenzował koncert w 1950 roku zaprzyjaźniony z jej rodziną Stefan Kisielewski. 

W latach 50. Grażyna Bacewicz była członkiem najważniejszych dla kultury instytucji państwowych – była w zarządzie Związku Kompozytorów Polskich, tworzyła ZAiKS, weszła w skład Rady Kultury, jurorowała podczas Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego a także konkursów tej rangi w Belgii i Francji. W 1956 roku między innymi dzięki jej zabiegom po raz pierwszy zorganizowano „Warszawską Jesień Muzyczną”. Prace przy organizacji tej znanej warszawskiej imprezy kontynuowała do swojej śmierci w 1969 roku. Do końca też komponowała na potrzeby tego wydarzenia, jednak charakter jej kompozycji nie współgrał z nową, bardziej nowoczesną koncepcją festiwalu. „Ponieważ muzyka posuwa się bardzo szybko naprzód dzięki młodym kompozytorom, ja wiem, że mogę stać już tylko w drugim rzędzie, bo sama siebie nie przeskoczę i prawdziwie coś nowego wymyślą młodzi, nie ja. Ale mnie to wcale nie martwi. Każdy ma swoje miejsce na świecie” – mówiła w wywiadach. 

Do końca swoich dni Grażyna Bacewicz pozostała zaangażowana w życie swojej rodziny. Z oddaniem opiekowała się niedołężną matką, scalała rozproszone rodziny swoich braci, podróżowała z córką, studentką ASP, by pokazywać jej najcenniejsze zabytki kultury. W 1966 roku podjęła się prowadzić klasę kompozycji w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie i otrzymała tytuł profesora zwyczajnego. Na uczelni pracowała do swojej śmierci w 1969 roku. Pokonały ją powikłania pogrypowe – zmarła 17 stycznia 1969 r. Miała wtedy zaledwie 60 lat.

Tekst Jolanta Pawnik, dziennikarka i content menedżerka, autorka książek genealogicznych. Interesuje się historią, w swoich tekstach chciałaby przywrócić pamięć o ludziach, którzy tworzyli  polską naukę i kulturę.

  • Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą
  • 2024
  • r.

*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Źródło: DlaPolonii.pl




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *