„Wędrująca pamięć” czyli wspomnienie, które tworzy tożsamość w nowym kontekście kulturowym
Bycie Polakiem za granicą to codzienna walka o widzialność. To życie między językami, między domem a obcym światem. To tęsknota, ale też siła. Polonia to nie statystyka. To ludzie z krwi i kości. To Ty. To my. To wspólnota.
Polskość za granicą to nie tylko narodowość – to codzienne wybory, emocje, gesty i słowa, które budują tożsamość w nowym świecie. W projekcie Master Class Szkoły Liderstwa im. Zbigniewa Pełczyńskiego spotkało się dwudziestu liderów polonijnych z całej Europy. Ich głosy – osobiste, różnorodne, czasem bolesne – tworzą mozaikę współczesnej emigracyjnej tożsamości.
.

.
„Emigracja to nie tylko zmiana miejsca, to zmiana perspektywy. Ale korzenie zostają.” Sławomir Mrożek
Każda historia polonijnego lidera to osobna opowieść o wytrwałości, adaptacji i nieustannej negocjacji swojej tożsamości. Spotkania w ramach projektu Master Class pozwoliły na wymianę doświadczeń i spojrzenie na własne wybory przez pryzmat innych ścieżek emigracyjnych. Wspólne rozmowy, dyskusje o wyzwaniach i sukcesach, u mnie budowały poczucie przynależności do szerokiej, europejskiej wspólnoty Polaków, którzy mimo różnic odnajdują wspólny język w działaniu na rzecz Polonii. Już po naszym wyjeździe do domów chciałam dowiedzieć się więcej o tym, jak czują się w roli emigranta, czy nadal się nim czują. Ten tekst to odpowiedzi niektórych z nich (dziękuję!) i moje przemyślenia.
„Integracja jest na pewno ważnym zagadnieniem i koniecznym. Dziś nikt nie może zamykać się we własnym getcie. Musicie służyć krajowi, w którym żyjecie, pracować dla niego, kochać go i przyczyniać się do jego rozwoju, rozwijając siebie, własne człowieczeństwo, to, co w Was jest, to, co Was tworzy, bez fałszowania, bez zacierania tych linii, które sięgają wstecz.”
Jan Paweł II, Paryż 1980
Kultura, która łączy: tożsamość Polaków za granicą
Polskość na emigracji to wielowymiarowe doświadczenie, które wykracza poza narodowość. To język, kultura, wspólne kody społeczne, ale też wartości i postawy, które kształtują sposób działania w świecie. Polskość na emigracji nie jest czymś statycznym, to żywa, aktywna tożsamość, która może być źródłem wzruszenia (gdy język ojczysty pojawia się publicznie), dumy (gdy wartości wyniesione z polskiej historii stają się fundamentem działania) czy wspólnoty (gdy spotykamy innych Polaków i czujemy się „u siebie”). Już od ponad 10-ciu lat działa w Mediolanie grupa Leonesse Polacche (Lwice Polskie), którą miałam przyjemność współzałożyć. Podczas eventu w Konsulacie RP w Mediolanie włoskim i polskim przyjaciołom opowiadałyśmy własne przygody „z życia emigrantki”: towarzyszyły naszym słowom salwy śmiechu, ale i zadumy jak na konkretnych przykładach pokazywałyśmy różnice kulturowe. Niesamowite, że wszystkie dokładnie to samo punktowałyśmy!
– Najmocniej odczuwam polskość, kiedy spędzam czas w grupie polskiej, gdzie rozumiemy swoje kody kulturowe, mamy swoje ulubione polskie dania, możemy rzucać cytatami z “Rejsu” i wszyscy je rozumiem – powiedział Robert Motyka i dodał: Jednym z najbardziej poruszających momentów mojego życia na emigracji, kiedy szczególnie mocno poczułem swoją polskość, był udział w projekcie społecznym “Our Streets” dotyczącym „active travel”, który moja organizacja “Buraki” zrealizowała wspólnie z lokalnymi szkockimi partnerami. W ramach tego przedsięwzięcia uczestnicy warsztatów artystycznych tworzyli prace plastyczne i nagrywali wypowiedzi na temat tego, co dla nich oznacza aktywne podróżowanie. Wywiady były prowadzone zarówno po angielsku, jak i po polsku. Na podstawie tych materiałów powstała animacja, która została wyświetlona na fasadzie budynku w samym sercu Edynburga. Kilkaset osób zgromadzonych na miejscu oglądało projekcję, w której co jakiś czas pojawiały się wypowiedzi w języku polskim. To właśnie wtedy, po raz pierwszy, poczułem siłę obecności języka polskiego w przestrzeni publicznej jako równorzędnego wobec angielskiego, używanego w kontekście sztuki, aktywizmu i wydarzenia ulicznego. Było to niezwykle wzruszające doświadczenie.
.

.
Robert Motyka to artysta multimedialny, pedagog i aktywista społeczny od 2007 roku związany ze Szkocją.
– Polskość na emigracji to dla mnie nie tylko kwestia narodowości, ale pewnego sposobu myślenia i działania. To wrażliwość społeczna, silne poczucie sprawiedliwości, solidarności i odpowiedzialności za drugiego człowieka. W pracy związkowej często dostrzegam, że właśnie te cechy – zakorzenione w polskiej tradycji i historii – są naszym największym kapitałem. Polskość to dla mnie również odwaga mówienia prawdy i bronienia słabszych, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem. Ważne jest także, aby potrafić myśleć jak rdzenni mieszkańcy kraju, w którym żyjemy. Zrozumienie ich sposobu postrzegania świata, wartości i codziennych nawyków pozwala budować prawdziwy dialog, a nie tylko współistnieć obok siebie. Integracja to nie rezygnacja z własnej tożsamości, lecz zdolność do empatii i patrzenia na rzeczywistość również oczami drugiego człowieka. Czy były momenty, kiedy szczególnie mocno poczułem swoją polskość? Tak, szczególnie w sytuacjach, kiedy widzę niesprawiedliwość wobec pracowników z Europy Wschodniej. Gdy staję w ich obronie, czuję, że reprezentuję wartości, które są głęboko zakorzenione w naszej historii – od „Solidarności” po współczesne ruchy społeczne. To właśnie wtedy najbardziej czuję dumę z bycia Polakiem – to słowa Artura Kubika, prawnika będącego doświadczonym liderem związkowym mieszkającym w Norwegii.
Joanna Dobosz – Chuda, międzynarodowy doradca podatkowy, audytorka wewnętrzna i księgowa mieszkająca w Irlandii, tak rozumie swoją polskość:
– To swojego rodzaju powinność. Czuję, że inni odbierają mnie i moje działania przez pryzmat mojego obywatelstwa i kraju pochodzenia. Czuję wewnętrzną potrzebę bycia „ambasadorem” dobrego zachowania, kultury i klasy, aby ludzie, z którymi się stykam myśleli o Polakach i Polsce w superlatywach
.

.
– Julio, jak Ty rozumiesz swoją polskość w kontekście życia za granicą? Czy były momenty, kiedy szczególnie mocno poczułaś swoją polskość?
– Polskość to dla mnie przede wszystkim zakorzenienie w języku i kulturze, a jednocześnie otwartość na dialog z innymi. W Niemczech moja tożsamość stała się bardziej świadoma – tu, w kontakcie z innymi diasporami, widzę, jak ważne jest, by pielęgnować własne korzenie i jednocześnie budować mosty międzykulturowe. Szczególnie mocno poczułam polskość podczas kampanii wyborczych do rady integracyjnej. Kiedy stawałam przed wyborcami i mówiłam o potrzebie reprezentacji Polaków w gremiach politycznych, czułam ogromną dumę z tego, że mogę być głosem naszej społeczności – opowiedziała Julia Rejf, działaczka społeczna i polityczna, zasiada w Radzie Integracyjnej Miasta Akwizgran.
.

.
Mateusz Matt Czyczerski ( performer art., manager działań artystycznych zamieszkały w Niemczech) mówi o trudnym i bolesnym doświadczeniu polskości, które w jego przypadku oraz w przypadku wielu osób queer wiąże się z homofobią i queerfobią. Polskość nie jest dla niego źródłem tożsamości, lecz raczej przyczyną wykluczenia, także poza granicami kraju. Wskazuje, że wiele osób LGBTQIA+ z jego pokolenia nie wyjechało z Polski z powodów ekonomicznych, lecz z potrzeby bezpieczeństwa i wolności:
– Pojęcie polskości jak i ten temat jest często reflektowania u mnie, jak i u osób ,z którymi działam w Queerowym Klubie ze względu na cele i dążenia wokół doświadczeń polskości, które realizujemy w naszych działaniach. Dla mnie osobiście natomiast jest to zagadnienie, które jest trudne do objęcia i niestety raczej wiąże się z niemiłymi skojarzeniami, z niemiłymi spostrzeżeniami i z niemiłymi doświadczeniami, które niestety w dużej mierze przykrywają całą resztę. Dotyczy to głównie homofobii czy queerfobii, która na wskroś przedziera się przez całą Polskę, ale też wylewa się poza granice wśród osób polskojęzycznych. I jeśli przypominam sobie o swojej polskości to zazwyczaj w sytuacjach, kiedy na ulicach w języku polskim jestem traktowany homofobicznie. Dzieje się to nie tylko w kraju, w Polsce, ale niestety też w języku polskim dziś również na terenie Niemiec. Jest mi bardzo przykro, że ten dość osobisty, ale bardzo głęboki, aspekt polskości zdominował tą polskość i te definicje u mnie. Niestety nie jest to tylko moje odczucie. Z tego co rozmawiam z osobami właśnie w Queerowym Klubie z osobami LGBTQIA+, które wyjechały z Polski, poczucie „polskości” jest dość dalekie, odległe i obce właśnie z tego powodu. Jesteśmy pokoleniem osób, które w większości urodziło się po roku osiemdziesiątym dziewiątym i dłużej lub krócej żyło w czasie współczesnej polski, więc większość z nas są osobami, które nie musiały przed niczym czy nikim uciekać. Również grono osób, które ja znam to osoby, które nie wyjechały z Polski z przyczyn ekonomicznych tylko właśnie dzięki możliwości i wolności w kraju z przyczyn szukania rozwoju i doświadczenia świata, z przyczyn… no właśnie może jednak ucieczki przed homofobią, która w Polsce jest bardzo silnym i dużym doświadczeniem wielu osób przynajmniej osób queer/LGBTQIA+- słowa Mateusza Czyczerskiego .
.

.
Joanna Dziekan – Elies to pedagożka, business coach, ale i zastępczyni przewodniczącego Rady Integracyjnej Miasta Dorsten, przyjeżdżając do Niemiec była już bardzo świadomą osobą:
-Moja polskość nigdy mnie nie opuściła – to fundament mojej tożsamości, zakorzeniony w rodzinnych tradycjach, języku i historii. Choć emigracja do Niemiec w latach 90. była samotna i trudna, pielęgnowanie polskości w nowym domu było dla mnie naturalne. Wychowałam się w atmosferze literatury, muzyki i opowieści o Polsce, które przekazywano z pokolenia na pokolenie. Tożsamość narodowa była dla mnie siłą, która pomogła mi odnaleźć się w obcym kraju i przekazać język oraz kulturę mojemu dziecku – mimo braku wsparcia i niechętnych reakcji otoczenia. Polskość to nie wybór, lecz coś głęboko przeżytego i zapisanego w sercu.”
Nie jest prosto zachować język polski w rodzinie wielokulturowej, Kaja Zalewska – Dufour, która od 2018 roku mieszka i pracuje w Brukseli, gdzie kieruje zespołami i projektami komunikacyjno-eventowymi realizowanymi dla instytucji europejskich, ma na to swój przepis:
– Najlepiej sprawdzają się wakacje u babci w Polsce. Ale też od przedszkola mój syn chodzi do polskiej szkoły przy Ambasadzie i tam uczył się czytać i pisać po polsku. W domu przeplatają się francuski i polski – mój mąż, Belg, biegle włada polskim – to pomaga w naturalnym żonglowaniu językami. Nauczył się podczas naszych narzeczeńskich czasów w Warszawie, gdzie za głosem serca przyjechał, gdy podjęłam prace dla polskiej prezydencji w 2011 r. Jednak to zawsze jest wyzwanie i na pewno wymaga ogromnej dyscypliny, której nie raz mi brakuje.
Często zadają mi pytanie: czujesz się bardziej Polką, obywatelką kraju zamieszkania, czy może „między”? I tu pojawia się tak zwana „tożsamość pomostowa” – bycie „między”, ale nie „bez”. Nie odczuwam tego jakorozdarcia a raczej jako możliwość łączenia światów. Czucie się „między” może być siłą: pozwala widzieć więcej, rozumieć głębiej, działać szerzej. Jak to jest u Ciebie?
-To jest ciekawe pytanie i również o tym często rozmawiam z osobami związanymi z Queerowym Klubem. Zarówno ja, jak i te osoby mają dość specyficzne podejście do kwestii narodowościowych, czy do kwestii granic narodów. Jest to nowy konstrukt polityczny z ostatnich wieków, który nie do końca dla nas ma sens i powinien funkcjonować. W związku z tym kwestia „bycia Polakiem” czy obywatelem kraju zamieszkania niekoniecznie jest w ten sposób postrzegana. Bardziej odnosi się po prostu do bycia człowiekiem związanym z lokalną społecznością czy lokalną przestrzenią wokół siebie. Myślę, że poczucie to odbywa się bardziej w kontekstach tego, że gdy jestem w Niemczech czuję się częścią niemieckiej rzeczywistości, kiedy jestem od czasu do czasu w Polsce, w jakiś sposób czuje się częścią również tej społeczności. Zazwyczaj są to spotkania rodzinne z bliskimi osobami. Moje postrzeganie czy odczuwanie polskości nie dotyczy kwestii terytorialnych czy narodowościowych – Matt Czyczerski
– Czuję się Polakiem, Szkotem i Europejczykiem. Kiedy jadę do Polski czuję się “u siebie”, wracając do Szkocji, czuję, że wracam do domu. Jadąc, gdzieś na wakacje do Europy też czuję, że jestem w domu. W codziennym życiu zachowuję polską tradycją kulinarne, lepię pierogi, robię fasolkę po bretońsku, jem wędzoną makrelę. Staram się też być gościnnym, zapraszać przyjaciół do domu i oferować coś do jedzenia. Mój partner jest Brytyjczykiem, umie powiedzieć “smacznego” i “cześć”. W domu mówimy po angielsku. Kocham polski język, cały czas kupuję książki po polsku i czytam na ebooku i słucham polskiej muzyki – między innymi Maanamu i Grzegorza Ciechowskiego – tytanów polskiej piosenki – Robert Motyka
– Czuję się „między”. Jestem Polką, ale zakorzenioną w niemieckiej rzeczywistości. Ta podwójna perspektywa daje mi siłę – mogę rozumieć obie strony i działać na styku kultur. W naszym domu są obecne polskie święta – Wigilia z opłatkiem, wielkanocne śniadanie, a także drobne codzienne elementy: polska kuchnia, piosenki i obowiązkowo książki dla dzieci po polsku. To daje dzieciom i nam rodzicom naturalny kontakt z kulturą i językiem. Moje dzieci uczą się polskiego w szkole uzupełniającej, a ja wspieram je w tym, żeby polski nie był dla nich tylko „językiem rodziców”, ale też częścią ich własnej tożsamości. Dla nich to czasem wyzwanie, bo żyją w niemieckim środowisku, ale staram się pokazać, że to ogromne bogactwo – Julia Rejf
.

.
Kaja Zalewska-Dufour, która jak sama podkreśla jest przykładem rodziny wielokulturowej: Mówimy dwoma, trzema, czterema językami w domu, mamy korzenie w różnych częściach Europy/ świata. Jesteśmy odrębną kategorią i razem do niej należymy nie przynależąc do końca nigdzie! Za mało belgijscy dla Belgii, za mało Polscy dla Polski. Tak właśnie określiłabym to jak się czuje: pomimo perfekcyjnej integracji, najpierw we Francji, teraz w Belgii, w której czuje się jak w domu, głęboko wewnątrz, wiem, że nie przynależę ani tu, ani tam. Bruksela jest na tyle specyficzna, że mama wrażenie, że licząca tu ponad 20 tys. diaspora polska jest stale w rozkroku: między krajem a miejscem pracy.
W Belgii nie obchodzi się imienin, dnia kobiet, dnia dziecka. Jednak mój mąż pamięta o kwiatach na dzień kobiet, a synowie uczą się polskich tradycji też od niego…
Artur, czujesz się bardziej Polakiem, obywatelem kraju zamieszkania, czy „między”?
– Zdecydowanie „między”. Polska to moje korzenie, język, kultura i emocje. Norwegia to miejsce, w którym działam zawodowo i społecznie. W moim życiu oba światy współistnieją i wzajemnie się uzupełniają. Czuję się częścią obu rzeczywistości – polskiej z racji tożsamości i norweskiej poprzez codzienne zaangażowanie. W moim domu obecne są tradycje świąteczne, które pielęgnujemy z rodziną. Staram się też przekazywać bliskim historię Polski, nasze zwyczaje i znaczenie wspólnoty. To drobne rzeczy jak rozmowy przy stole, muzyka, ale one budują tożsamość. Język polski jest dla mnie bardzo ważny. Rozmawiam po polsku w domu, a w działalności społecznej często tłumaczę i pomagam osobom, które nie znają dobrze języka norweskiego. Uważam, że zachowanie języka to podstawa tożsamości narodowej – ocenia Artur Kubik
.

.
Do naszej dyskusji dołącza Michalina Giemza, psychoterapeutka od 6 lat wspierająca Polaków na emigracji w Niemczech:
– Ja też zdecydowanie „między”. Udało mi się porozdzielać różne elementy funkcjonowania i pokojarzyć je z różnymi krajami. Dzięki temu powstała taka kategoryzacja potrzeb i przynależności, np. zdrowie – Niemcy, relacje – Polska, samorozwój – Polska, więź z przyrodą – Niemcy, kultura – Polska, zarabianie – Niemcy, itd. Jest to wybiórcze traktowanie danego kraju i zmienianie tożsamości wedle własnej wygody. Na takim hedonistycznym etapie jednak nie jest możliwe pełne zaangażowanie się w daną wspólnotę z jej blaskami i cieniami – powiedziała Michalina Giemza i dodała:Początkowo chciałam pozbyć się polskiej tożsamości, żeby móc w pełni i bez żadnego wstydu zniknąć wśród Niemców. Nosiłam w sobie dużo rozczarowania Polską, miałam pretensje i żal. Starałam się użyć całej swojej siły intelektualnej, żeby dopracować znajomość niemieckiego, pozbyć się polskiego akcentu, zrozumieć niuanse tego świata, wejść jak najdalej w głąb. Powrót do polskości łączył się z rozwojem pokory i integracji wewnętrznej. Dopiero w momencie, gdy uchwyciłam różne części siebie i pozwoliłam im zaistnieć – dopiero wtedy mogłam poczuć się Polką. Uczestniczę w różnych wydarzeniach w Niemczech, które wiążą się z moimi zainteresowaniami, ale rzeczywiście unikam wydarzeń związanych typowo z niemiecką kulturą, takich jak festyny, celebrowanie niemieckich tradycji, kosztowanie niemieckich dań itd., ponieważ nie przeżywam ekscytacji, nie mając emocjonalnego punktu odniesienia do dzieciństwa z tymi wydarzeniami związanymi. Często, gdy biorę udział w wydarzeniach po niemiecku, jestem bardziej milcząca, spięta wewnętrznie i nie czuję z tego głębokiej satysfakcji.
.

.
Integracja to swoisty taniec wśród obcych dźwięków, a każdy dzień to nauka obcego rytmu. Nowe słowa, inne gesty, śmiech nieco cichszy, bo jeszcze niepewny. Przyswajam kulturę, zwyczaje, nawet sposób picia kawy, ale w środku zostaję sobą. Może jestem hybrydą: trochę tutejsza, trochę z Polski. Integracja to spotkanie dwóch światów, które uczą się nawzajem szacunku. W moich gestach jest polska precyzja, w śmiechu włoska swoboda. Tworzę coś nowego, ale nie odcinam korzeni.
-To, gdzie mieszkamy, może być tymczasowe, ale to, kim jesteśmy, to stały wyznacznik. Dla mnie – Polki, żony Niemca, mamy syna żyjącego między Maastricht a Brukselą – polskość to coś niepodważalnego. Święta Bożego Narodzenia są u nas po polsku: opłatek z Polski, choinka z 70-letnimi ozdobami, kolędy, modlitwy, tradycyjne potrawy. Choć przy stole tylko ja jestem Polką, magia tej Wigilii przyciąga międzynarodowych gości. Uczę dzieci języka polskiego, bo to „super moc”. Rozmawiamy o Chopinie, o Warsie i Sawie, o Zofii Stryjeńskiej, bo polskość to nie tylko pamięć, to żywa codzienność. Moja polskość zawiodła mnie również na scenę polityczną mojego miasta. Już drugą kadencję reprezentuję w radzie integracyjnej interesy polskich migrantów. Jedna z wystaw, którą organizowałam została nagrodzona przez Ministerstwo nagrodą Richeza Preis – w landzie NRW – Joanna Dziekan – Elies to także koordynator d/s języka polskiego Polskiej Macierzy Szkolnej w Niemczech, kurator Konferencji Język, Kultura, Tożsamość.
Polskość w rodzinie to codzienne wybory, które budują więź z ojczyzną nawet jeśli mieszkamy daleko od niej. To język, którym rozmawiamy przy stole, bajki czytane dzieciom, wspólne świętowanie Wigilii czy Święta Niepodległości. To także przekazywanie wartości takich jak solidarność, szacunek dla historii, otwartość na drugiego człowieka. W rodzinie polskość nie jest abstrakcją – staje się żywą tradycją, która łączy pokolenia i daje dzieciom poczucie zakorzenienia. Dzięki temu mogą dorastać jako obywatele świata, ale z sercem, które zna swoje źródła. Czasami budzi to kontrowersje np. u teściowej, gdy zamiast niedzielnego obiadu mamy wiozą dzieci do szkoły polskiej…
–Język polski jest dla mnie dominujący: to w nim myślę, rozwijam się i mam osadzony cały mój kulturowy habitus. Uczę się niemieckiego i angielskiego, ale trudno mi funkcjonować w nich tak swobodnie jak w polskim. Dlatego w Queerowym Klubie język polski jest dla nas ważny – to przestrzeń, w której możemy mówić swoim językiem, także dla osób urodzonych w Niemczech, które nie mają gdzie go używać. Jednocześnie poprzez obecność polskiego próbujemy pokazać, czym jest dyskomfort językowy, żeby osoby mówiące w językach dominujących mogły zreflektować, jak to jest być w mniejszości. To dla nas ważny aspekt działania – tak to widzi Matt Czyczerski
Na pytanie jak przebiegała Twoja integracja po przyjeździe oraz czy czujesz, że musiałeś/musiałaś coś „poświęcić” ze swojej polskości, aby się lepiej zintegrować, Julia odpowiada krótko:
– Integracja wymagała cierpliwości i pracy. Musiałam się nauczyć języka, systemu edukacji i administracji. Nie miałam poczucia, że muszę coś „poświęcić” – raczej poszerzyć swoją tożsamość, by włączyć w nią nowe doświadczenia.
Matt Czyczerski znacznie dłużej:
– Nie czuje, że coś musiałem poświęcić w kontekście polskości. Bardziej w decyzjach o wyjeździe z Polski chodziło o to, żeby się uwolnić od tych aspektów polskości, które były dla mnie trudne, bolesne, ograniczające i obciążające. Pierwszy okres w Niemczech trwał około roku, kiedy czułem jak z miesiąca na miesiąc pewne trudne miejsca się uwalniają od tej polskości. Takim kluczowym momentem było to, kiedy na jednym z kościołów zobaczyłem zawieszoną tęczową flagę i zatrzymałem się wmurowany i nie mogłem po prostu przestać patrzyć jednocześnie płacząc z tego powodu, że zmieniłem położenie o kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów i nagle to kim jestem jest z zupełnie inaczej postrzegane, zupełnie inaczej akceptowane czy zupełnie inaczej szanowane, czy po prostu uwzględniane. Był to bardzo, bardzo głęboki moment w moim życiu i wtedy dokonywała się ta przemiana, więc raczej nie poświęciłem… raczej się uwolniłem od wielu rzeczy złych dla mnie.
– Absolutnie nic nie musiałam poświęcać. W Belgii Polaków jest tak wielu, że nie jestem żadną atrakcją. Natomiast gdy pod koniec lat 90-tych, w wieku 14 lat przeprowadzałam się do szkoły z internatem we Francji, na pewno pozostawiłam za sobą przyjaźnie, miłości i nieprzeżyte lata w Polsce. Ja i moi bracia nie mamy tych samych wspomnień z tamtego okresu – dorastaliśmy daleko od siebie, w innych realiach i kulturach. Może to właśnie jest to co w życiu najważniejsze poświeciłam i ja i moja rodzina, która została w Polsce – zamyśla się Kaja.
.

.
Integracja i współtworzenie
Polacy mieszkający za granicą coraz częściej nie tylko adaptują się do lokalnych warunków, ale aktywnie współtworzą społeczności, w których żyją.
-Julio, czujesz się częścią lokalnej społeczności?
– Tak, bardzo. Pracuję jako pracownik socjalny, jestem radną w radzie integracyjnej, udzielam się w każdej radzie rodziców w trzech szkołach moich córek, biorę udział w miejskich wydarzeniach. Dla mnie integracja oznacza współodpowiedzialność – nie tylko „być” w społeczności, ale ją współtworzyć.
-Mateusz, a Ty? Czy czujesz się częścią lokalnej społeczności? W jaki sposób? Jak wygląda Twoja codzienna komunikacja, czy przeplatasz języki, kultury, zwyczaje?
– To jest ciekawa pytanie. Ja chyba po prostu też jestem taką osobą, która bardziej czuje się częścią społeczności niż miejsca. Tak było też w Polsce we Wrocławiu, kiedy pytano mnie o Wrocław – jaki on jest wspaniały, piękny i że czuję się jakoś związane z Wrocławiem. Zawsze odpowiadałem, że nie czuję się związany z Wrocławiem, tylko z ludźmi, którzy są wokół mnie we Wrocławiu. I tak samo jest teraz tutaj w Niemczech w Kolonii, gdzie żyje. Poprzez te kilka lat, odkąd tu mieszkam poznałem osoby, które stały mi się bliskie i teraz to przez pryzmat tych osób doświadczam i widzę Kolonie czy Niemcy. I jest to faktycznie mix, który uwielbiam, który na tyle we mnie głęboko się zakrzewił, że gdy przyjeżdżam do Polski, czuję się dziwnie, kiedy wszystko jest takie homogeniczne, takie na przykład, białe w kontekście koloru skóry czy właśnie w kontekście języka. Nie słychać tych mnogości języków na ulicach… aż jest to dla mnie jakieś takie wyczuwalne, że coś jest inaczej i w domyśle „nie tak”, więc żyjąc tutaj w mojej lokalnych społeczności kocham tą różnorodność, kocham ten mix kultur, kocham to, że właśnie te języki się mieszają.
„Tożsamość narodowa nie jest przeszkodą w dialogu, lecz jego warunkiem.”
ks. Józef Tischner
Polska tożsamość – źródło dumy czy wyzwań?
Dla Juli Rejf to jedno i drugie: Jestem dumna, że mogę pokazywać polskie doświadczenie w niemieckiej przestrzeni publicznej. Ale bywają też wyzwania – stereotypy czy brak wiedzy o Polsce. Staram się wtedy reagować poprzez edukację i własny przykład.
Integracja bez utraty tożsamości. Polskość nie musi być zamknięta w kręgu polonijnym, może być widoczna i ceniona także w szerszym kontekście społecznym. Co więcej, Polacy często wnoszą do tych inicjatyw unikatowe wartości: solidarność, kreatywność, pracowitość, społeczne zaangażowanie.
– Tworzę projekty np. „Świat oczami Polki”, w których opowiadamy z zachwytem i szacunkiem o innych kulturach, o naszej ciekawości i otwartości wobec świata. Korzenie nie są fizycznym miejscem na mapie. Być może są wewnętrzną mapą wspomnień i wartości: czymś, co nosimy ze sobą niezależnie od tego, dokąd zaprowadzi nas życie. Po wielu latach na emigracji wiem, że dom Polski uda mi się stworzyć wszędzie – Joanna Dziekan – Elies
– Pracuję w projektach integracyjnych, współpracuję z imigrantami z różnych części świata. Polskość jest moim fundamentem, ale moja działalność ma wymiar uniwersalny – chodzi o równe szanse i głos dla wszystkich, którzy tu żyją. Zawsze spotykam się z dużą ciekawością i pozytywnymi emocjami. Podczas festiwali czy spotkań mieszkańcy Aachen są zachwyceni polską muzyką, kuchnią czy tradycjami. Często słyszę: „Nie wiedzieliśmy, że Polska ma tak bogatą kulturę”. To daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że warto inwestować czas i energię w takie działania.
Bardzo cenię obchody Dnia Języka Ojczystego czy Święto Konstytucji 3 Maja– to momenty, kiedy możemy wspólnie pokazać nasze dziedzictwo. To święto przypomina, że Polska ma długą tradycję nowoczesnego myślenia o państwie, demokracji i prawach obywatelskich. W środowisku polonijnym Konstytucja 3 maja jest symbolem, który integruje różne pokolenia i pokazuje innym narodom, że mamy się czym szczycić. Obchody 3 maja pozwalają też zrozumieć głębszy wymiar naszej historii i tożsamości – Julia Rejf
– Wiele lat zajęło mi po przeprowadzce do Szkocji, żeby zrozumieć, że nie muszę i nie chcę się integrować, że mogą wnieść własną kulturę i tożsamość, pod warunkiem, że będę przyjmował i będę otwarty na tożsamość i kulturę szkocką. Po wielu latach poczułem się dumny z mojej polskiej społeczności i tożsamości. Wiele elementów polskiej tożsamości odnalazłem w szkockiej tożsamości, np. silne poczucie solidarności, potrzebę równości i wolności. Czuję się częścią lokalnej społeczności w Szkocji, przede wszystkim dzięki zaangażowaniu w działania organizacji The Causey, z którą współtworzę inicjatywy mające na celu przekształcenie naszej ulicy w przestrzeń bardziej przyjazną pieszym i otwartą na potrzeby mieszkańców. Wspólna praca nad projektami społecznymi pozwala mi nie tylko uczestniczyć w życiu lokalnym, ale również budować relacje oparte na zaufaniu i wspólnych wartościach.
Na co dzień komunikuję się po angielsku, jednak w rozmowach z sąsiadami często pojawiają się wątki związane z różnicami kulturowymi. Te wymiany – czasem refleksyjne, czasem dla śmiechu – tworzą przestrzeń wzajemnego zrozumienia, w której język, kultura i zwyczaje przenikają się w sposób naturalny. To właśnie w tej codziennej różnorodności odnajduję poczucie przynależności i współtworzenia lokalnej wspólnoty – Robert Motyka
„Tożsamość to nie mur, to most. Dzięki niej możemy spotkać innych, nie tracąc siebie.”
Zygmunt Bauman
Żyjąc we Włoszech, moja polska tożsamość stała się dla mnie jeszcze bardziej wyrazista. To nie tylko język, którym myślę i czuję, ale też wartości, które noszę w sobie – gościnność, pracowitość, przywiązanie do tradycji. Czasem bywa to wyzwaniem, zwłaszcza gdy różnice kulturowe stają się widoczne w codziennych sytuacjach. Ale częściej czuję dumę – zwłaszcza gdy moi włoscy znajomi z ciekawością pytają o polskie zwyczaje, kuchnię czy historię albo jak opowiadają o swoich polskich wakacjach z ogromnym zaskoczeniem, ale i wyraźnym zachwytem. Dziś polskość nie jest dla mnie ciężarem, lecz źródłem siły i wyjątkowości, nie zawsze jednak tak było….
-Przez długi czas wstydziłem się swojej polskości – utożsamiałem ją z Europą Wschodnią postrzeganą jako zacofaną i mało atrakcyjną. To podejście zmieniło się kilka lat temu, kiedy zacząłem dostrzegać, jak wiele wartościowych i inspirujących rzeczy wiąże się z polską społecznością. Dziś jestem dumny z tego, skąd pochodzę. Moje grono przyjaciół dzieli się mniej więcej po równo między osoby polskie i „zagraniczne”. Ja sam lubię się pośmiać z różnic kulturowych i cieszy mnie, kiedy ktoś z przyjaciół też czuje się na tyle swobodnie, żeby mi rzucać w żartach komentarz typu “Polish people are so demanding!”
Choć nie wszystkie inicjatywy, w których uczestniczę, są bezpośrednio związane z Polonią, to wiele z nich opiera się na wartościach, które postrzegam jako głęboko zakorzenione w polskiej tożsamości — takich jak równość, wolność i demokracja. Te idee towarzyszą mi niezależnie od kontekstu kulturowego czy narodowego.
Przykładem może być projekt „Festival of Freedom – 20 lat Polski w Unii Europejskiej”, który realizowała moja organizacja. Zaprosiliśmy do współpracy społeczności z Ukrainy, Słowacji i Bułgarii. Chcieliśmy w ten sposób podkreślić wspólnotę doświadczeń i wartości, które łączą nas jako obywateli Europy, niezależnie od narodowych granic. Dla mnie osobiście było to również wyrazem nowoczesnego patriotyzmu, czyli otwartego, inkluzywnego i zakorzenionego w dialogu międzykulturowym- Robert Motyka
– W Hiszpanii każde święto musi być radosne i rodzinne, dlatego nasze polskie wydarzenia tak dobrze się tu przyjmują. W naszej szkole stawiamy na imprezy, które łączą edukację z zabawą i wspólnym świętowaniem, jak Dzień Rodziny czy Jasełka, które angażują dzieci i rodziców, budując więzi i emocje. Świąteczne spotkania z kolędami i polskimi potrawami sprawiają, że tradycja staje się bliska lokalnej społeczności. Pikniki – niepodległościowy i wielkanocny – to kolejne okazje do integracji, gdzie polska kuchnia przyciąga uwagę i staje się mostem między kulturami. Dla mnie bardzo ważne są koncerty i cykle filmowe promujące polską kulturę. Pokazy w ramach „Kina polskiego”, organizowane z La Filmoteca i Instytutem Polskim, pozwalają dotrzeć do hiszpańskojęzycznej publiczności i pokazać Polskę w sposób uniwersalny i angażujący. Koncerty ukazują różnorodność naszej kultury, a interaktywne wydarzenia pozwalają uczestnikom aktywnie poznawać Polskę. Dzięki temu budujemy autentyczne relacje – obcokrajowcy nie tylko słuchają, ale uczestniczą, co wzmacnia pozytywny obraz Polski jako kraju otwartego i twórczego – zauważa Karolina Głodowska, która w Walencji od 2011 roku jest dyrektorką Polskiej Szkoły i współzałożycielką stowarzyszenia Amigos de la Lengua Polaca, które w tym roku świętowało swoje 10-lecie
.

.
Organizując wydarzenie promujące polską kulturę we Włoszech, spotkałam się z bardzo różnorodnymi reakcjami, od ciekawości po autentyczny zachwyt. Wiele osób było zaskoczonych bogactwem naszej tradycji, muzyki i kuchni. Niektórzy podchodzili z dystansem, nie wiedząc zbyt wiele o Polsce poza stereotypami, ale właśnie takie wydarzenia pozwalają je przełamywać. Najbardziej wzruszające były momenty, gdy ktoś mówił: „Nie wiedziałem, że Polska ma tak piękną kulturę”. To nie tylko promocja kraju, ale też budowanie mostów – pokazanie, że mimo różnic, mamy wiele wspólnego. I że warto się poznawać głębiej, nie tylko przez pryzmat historii czy polityki, ale przez codzienne gesty, smaki i dźwięki.
– Wspólnie z artystką z Glasgow, Martą Adamowicz, oraz polską społecznością w Edynburgu stworzyłem animowany film „Miasto domów”. Uczestnicy projektu tworzyli obrazy budynków symbolizujących dla nich pojęcie „domu”. Te wizualne kompozycje zostały połączone z osobistymi narracjami – uczestnicy opowiadali, czym jest dla nich dom, jakie emocje i wspomnienia się z nim wiążą. Film, opatrzony angielskimi napisami, został zaprezentowany międzynarodowej publiczności. Reakcje były niezwykle poruszające – osoby z Włoch, Grecji i innych krajów dzieliły się wzruszeniem, niektórzy płakali, odnajdując w tych opowieściach własne doświadczenia związane z migracją, tęsknotą i tożsamością. Ten projekt pokazał mi, że szczere, osobiste historie polskiej społeczności mają uniwersalny wymiar. Potrafią poruszać ludzi niezależnie od ich pochodzenia, bo dotykają emocji, które są wspólne wszystkim: potrzeby przynależności, pamięci i poczucia bezpieczeństwa – powiedział Robert Motyka idodał: Moja organizacja „Buraki” działająca w Szkocji wielokrotnie organizowała warsztaty artystyczne poświęcone polskiej wycinance ludowej, które stawały się przestrzenią dialogu międzykulturowego. Uczestnicy mieli również okazję spróbować tradycyjnych polskich potraw: pierogów, barszczu, słodyczy, :co dodatkowo wzbogacało doświadczenie.
– Organizując wydarzenia społeczne i informacyjne dla pracowników w Norwegii, staram się pokazywać, że Polacy to nie tylko siła robocza, ale także ludzie z bogatą kulturą, wrażliwością i tradycją obywatelskiego zaangażowania. Najbardziej atrakcyjne dla Norwegów są polskie wartości solidarności i wspólnoty; w społeczeństwie opartym na indywidualizmie są one czymś świeżym i inspirującym. Każdy z nas jest ambasadorem kraju, z którego pochodzi. Nasze postawy, etyka pracy, sposób komunikacji – to wszystko wpływa na wizerunek Polski. Wierzę, że działalność związkowa, edukacyjna czy kulturalna Polonii może realnie poprawiać wizerunek Polski w oczach innych narodów – Artur Kubik
– Dzięki wsparciu finansowemu, dotacjom i grantom możemy organizować także wydarzenia otwarte dla mieszkańców Walencji, promujące polską tradycję, literaturę czy kuchnię. Hiszpanie reagują zawsze bardzo pozytywnie, są ciekawi, zainteresowani i chętnie dopytują o polskie zwyczaje. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się nasze pikniki z okazji Święta Niepodległości oraz Piknik Wielkanocny, podczas których oprócz wspólnej zabawy można spróbować tradycyjnych polskich potraw. Te wydarzenia stały się prawdziwym miejscem spotkań i wymiany kulturowej między Polakami i Hiszpanami – dodaje Karolina Głodowska.
Tożsamość, odpowiedzialność, relacje – rola Polonii dziś
Jest wiele dowodów na to, że Polonia ma realny wpływ na to, jak Polska jest postrzegana za granicą. Jesteśmy żywym obrazem naszego kraju: jego kultury, wartości, stylu życia. To, jak się zachowujemy, co mówimy, jak angażujemy się lokalnie, często staje się dla innych jedynym punktem odniesienia do Polski. Czasem wystarczy drobny gest by zbudować most między kulturami. To daje mi poczucie odpowiedzialności, ale też ogromnej satysfakcji. Wiem, że każda dobra rozmowa, każdy uśmiech, każda inicjatywa może zmienić czyjeś spojrzenie na Polskę, nam nadzieję, że na lepsze.
.

.
– W Wielkiej Brytanii polska społeczność często określana jest jako „hard working” – ciężko pracująca. W dużej mierze jest to trafne, jednak sprowadzanie nas wyłącznie do roli siły roboczej jest uproszczeniem, które pomija naszą pełną tożsamość jako osób twórczych, refleksyjnych i aktywnych obywateli. Poprzez działalność artystyczną staram się poszerzać ten obraz. Organizuję projekty kulturalne, tworzę filmy animowane i dokumentalne, które ukazują Polonię jako społeczność zaangażowaną w życie lokalne i krajowe. Moim celem jest budowanie narracji, w której Polacy nie są jedynie pracownikami, lecz współtwórcami kultury, dialogu społecznego i przestrzeni publicznej. Wierzę, że poprzez sztukę możemy skutecznie przełamywać stereotypy i pokazywać bogactwo naszej obecności na emigracji –Robert Motyka.
.

.
– Każdy z nas jest swoistym ambasadorem Polski. To, jak pracujemy, jak angażujemy się w życie społeczne, buduje obraz Polski w oczach naszych sąsiadów i współpracowników. Moje działania, od kampanii wyborczej po organizację wydarzeń kulturalnych, zmieniają postrzeganie Polski w Aachen. Pokazują, że jesteśmy profesjonalni, otwarci i gotowi brać odpowiedzialność. To jest prawdziwa siła Polonii – Julia Rejf
– Polonia, chcąc, nie chcąc, znaczy w kontekście postrzegania Polski. To temat złożony, zwłaszcza tu, gdzie przez lata przyjeżdżało wielu Polaków „dorobić się”. Mamy więc specyficzny profil: z jednej strony osoby pracujące fizycznie, często bez znajomości języka, z drugiej środowiska akademickie, artystyczne, intelektualne. Dwa światy, które łączy język i pochodzenie, ale różni sposób przeżywania polskości. Czasem mam wrażenie, że wystarczy jeden „rozrabiaka”, by zdominować obraz całej klasy i tak samo bywa z Polonią. Głośniejsze są stereotypy: alkohol, przemoc, wulgaryzmy. A ci, którzy robią rzeczy wartościowe, często są niewidoczni. Trudno potem rozbijać te uproszczenia, skoro „K…” na ulicy słychać lepiej niż polski głos w galerii czy na uniwersytecie. Myślę, że moje działania czy działania Queerowego Klubu, w którym działam mogą być jakąś namiastką działań redefiniujących wyobrażenia i narracje o polskości – podsumowuje Matt Czyczerski
Od pamięci do działania – nowa twarz polskości na emigracji
Żyjąc na styku dwóch świat, polskiego i włoskiego, uczę się, że tożsamość nie musi być jednorodna, by była prawdziwa. Hybrydowa tożsamość to dla mnie codzienność… Nie czuję, że muszę wybierać „albo–albo”; ta tożsamość nie jest podzielona, lecz wzbogacona: dzięki niej mogę lepiej rozumieć innych, budować mosty między kulturami i pokazywać, że różnorodność to siła, nie przeszkoda. Polska tożsamość na emigracji we Włoszech, ewoluuje – staje się wielowymiarowa, ale wciąż zakorzeniona w tradycji. A przyszłość Polonii? Widzę ją jako wspólnotę ludzi odważnych, otwartych, świadomych swoich korzeni gotowych dzielić się nimi ze światem, tak jak to robią Liderki i Liderzy z Master Class, zorganizowanego przez Szkołę Liderstwa im. Zbigniewa Pełczyńskiego. Już nie mogę doczekać się listopadowego zjazdu, bo wiem, że Aneta Birnbaum z zespołem przygotują niesamowity program.
– Wierzę, że polska tożsamość na emigracji będzie coraz bardziej świadoma i otwarta. Polonia w Niemczech nie ogranicza się już tylko do kultywowania tradycji – coraz częściej angażuje się w życie społeczne i polityczne. Widzę przyszłość Polonii jako silnego partnera w dialogu transkulturowym, zdolnego realnie współkształtować lokalne decyzje i jednocześnie pielęgnować pamięć o Polsce. Dawniej Polonia skupiała się głównie na zachowywaniu tradycji, dziś coraz mocniej zaznacza swoją obecność w przestrzeni publicznej. Polska tożsamość na emigracji staje się bardziej obywatelska, aktywistyczna i polityczna. To krok w stronę pełnej dojrzałości – od wspominania Ojczyzny do realnego współtworzenia społeczeństwa, w którym żyjemy – Julia Rejf
– Trudno mi jest powiedzieć jaka będzie przyszłość polskiej tożsamości na emigracji. Chyba głównie z tego powodu, że po prostu zmienia się tożsamość czy podstawy tożsamości ludzi z roku na rok, z pokolenia na pokolenie. Widzę na ten moment tendencje idącą w kierunku tego, że nie potrzebujemy uczuć się Polakami, żeby móc kształtować swoją tożsamość wśród młodych ludzi oni najpierw czują się z sobą, a polskość jest jakoś tam kolejną z części bardziej czują się obywatelami świata czy Europy, niż tylko polski. Więc myślę, że to w tym kierunku będzie szło. – Mateusz Czyczerski
– Polonia ma realny wpływ na postrzeganie Polski za granicą, a w Hiszpanii szczególnie. W porównaniu z krajami takimi jak Niemcy czy Wielka Brytania, społeczność polska w Hiszpanii jest stosunkowo nieliczna, dlatego tym bardziej ważne jest, abyśmy byli ambasadorami polskości, promowali nasz kraj i przybliżali jego kulturę, tradycje oraz historię. Każde wydarzenie, które organizujemy, jest nie tylko okazją do świętowania w gronie Polaków, lecz także momentem otwartym dla Hiszpanów, którzy dzięki temu mogą odkrywać bogactwo naszej kultury. Nasze działania sprawiają, że Polska staje się bardziej widoczna i bliższa mieszkańcom Walencji. Dzięki nim rodzi się ciekawość, a często także chęć odwiedzenia naszego kraju – Karolina Głodowska
Polonia przyszłości: świadoma, aktywna, otwarta
Polonia we Włoszech uczy się bycia aktywnym uczestnikiem życia społecznego, nie tracąc przy tym więzi z ojczyzną. Młodsze pokolenia chcą łączyć polskie korzenie z lokalną kulturą, tworząc hybrydową tożsamość. Widziałam to na wyborach, widziałam podczas eventu Polonia Camp, na którym 1000 młodych Polaków żyjących na całym świecie mogło się skonfrontować z rówieśnikami, którzy przybyli do Warszawy. Te pierwsze tego typu wydarzenie odbyło się na terenie kampusu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie i zostało objęte patronatem Marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
.

.
Byłam, widziałam i wzruszyłam się jak rzadko. Pomyślałam wtedy, że takie imprezy są bardzo potrzebne. Polonia Camp to coś więcej niż wydarzenie – to spotkanie serc, historii i marzeń.
Jeden z młodych uczestników z Brazylii powiedział mi :
– Kiedy młodzi Polacy z całego świata zbierają się w jednym miejscu, dzieje się magia: odkrywamy, że choć dzielą nas kontynenty, łączy nas wspólne dziedzictwo. To czas, kiedy polskość nabiera nowego znaczenia: staje się żywa, inspirująca, pełna energii. Wspólne rozmowy, śmiech, tańce, warsztaty – wszystko to buduje poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego. Polonia Camp to dowód, że Polska żyje w nas, niezależnie od miejsca, w którym mieszkamy.
– Przyszłość polskiej tożsamości na emigracji w Hiszpanii widzę z dużym optymizmem. Coraz więcej Polaków osiedla się tutaj na stałe, kupuje nieruchomości, zakłada rodziny i rozwija swoje życie zawodowe. Ważne, abyśmy dbali o nasze dzieci, ucząc je języka i tradycji, bo to one będą w przyszłości kontynuować nasze działania i utrzymywać więź z ojczyzną. Liczę także na to, że w nowym pokoleniu polonijnym pojawią się osoby zaangażowane społecznie, którzy zechcą włączyć się w pracę w stowarzyszeniach czy szkołach polonijnych i dalej promować język polski oraz Polskę. To właśnie takie osoby będą miały ogromny wpływ na podtrzymywanie polskości i jej widoczność w Hiszpanii – Karolina Głodowska
– Polska tożsamość na emigracji będzie ewoluować, ale wierzę, że jej rdzeniem pozostanie solidarność, uczciwość i troska o wspólne dobro. Przyszłość Polonii widzę w dialogu międzykulturowym i współpracy. Nasza rola to nie tylko zachowywanie tradycji, ale też budowanie mostów między Polską a światem – dzieli się swoją refleksjąArtur Kubik i dodaje: polska tożsamość na emigracji zmienia się razem z nami. Coraz częściej przestaje być tylko wspomnieniem ojczyzny, a staje się aktywną postawą – gotowością do działania, budowania wspólnoty, troski o innych. To polskość, która łączy, a nie dzieli
– Myślę, że Polska tożsamość na emigracji ewoluuje. Nie wiem, czy to są moje obserwacje, czy może bardziej moje nadzieje, ale związane są one z tym, że te w cudzysłowie „starsze pokolenia” w końcu oddadzą miejsce młodszym pokoleniom i narracja „jedyna, słuszna – narodowo – wyzwoleńcza, historyczna i bogobojaźniana przestanie być dominującą narracją polskiej migracji, a do głosu dojdą narrację o różnorodności, o tym, że nie trzeba być tylko Polakiem/Polką. Bycie obywatelem świata w walce o równość, o różnorodność, o brak uprzedzeń, o planetę są większymi i cenniejszymi wartościami niż „bóg honor i ojczyzna”. Idzie to z młodym pokoleniem, które mam nadzieję, że zabrzmi tak głośno, by zagłuszyć te stare narrację i wyznaczać nowe kierunki. Tak czuję, taką mam nadzieję i trzymam za to kciuki. – Mateusz Czyczerski i jego przemyślenia
„Emigracja jest to rodzaj pogrzebu, po którym życie trwa dalej.”
Tadeusz Kotarbiński
Polska tożsamość na emigracji to życie na krawędzi – między adaptacją a zachowaniem siebie. To decyzja, że można kochać dwa kraje, choć każdy boli trochę inaczej. To w moim przypadku umiejętność śmiania się po włosku i płakania po polsku. To sztuka bycia „tu” bez zdradzania „tam”. Mówię innym językiem, lecz śnię po polsku.
– Nie planuję już powrotu do Polski, choć wiem, że życie zawsze może napisać różne scenariusze. Moim domem jest dziś Walencja, tutaj mam synów, męża i przyjaciół, którzy stali się dla mnie jak rodzina. Czuję, że zakorzeniłam się w tym miejscu na dobre. Bardzo lubię klimat Walencji, bliskość morza, spokój i luz, które charakteryzują życie w Hiszpanii. Mam wrażenie, że w Polsce trudno byłoby mi się odnaleźć w szybkim tempie życia, w przejmowaniu się wieloma rzeczami, tym, „co powiedzą inni”. Tutaj cenię prostotę codzienności i większy dystans do problemów. Mieszkam w Hiszpanii od 2004 roku i przez ten czas Polska bardzo się zmieniła. Widzę, jak ogromny wpływ miało członkostwo w Unii Europejskiej – rozwój gospodarczy, nowa infrastruktura, inwestycje, zmiana mentalności. Polska stała się krajem nowoczesnym, otwartym i coraz bardziej atrakcyjnym dla młodych ludzi, którzy chcą się rozwijać i korzystać z możliwości, jakie daje świat. Moje spojrzenie na Polskę jest dziś pełne dumy, ale i realizmu. Z jednej strony cieszę się, że kraj tak bardzo się rozwinął, z drugiej, wiem, że mój dom, moje codzienne życie i najbliżsi są tutaj, w Hiszpanii. Dlatego to tutaj widzę swoją przyszłość, jednocześnie zawsze pozostając blisko związana z Polską sercem i poprzez pracę na rzecz promocji polskiej kultury i języka – podsumowuje Karolina Głodowska, która swoje miejsce do życia znalazła w Hiszpanii.
Joanna Dobosz – Chuda z uśmiechem: Planuję powrót do Polski, od 20-tu lat, odkąd wyjechałam… a jednak ciągle mieszka w swojej Irlandii, nosząc swoją polskość „w głowie i w sercu każdego dnia, pod podszewką skóry” jak sama to opisuje, bo:
– Mieszkam na emigracji od 20 lat i mam drugie obywatelstwo, nigdy nie poczułam się tutaj do końca jak w domu… Nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć. Czuję się tutaj jak w gościach u bardzo dobrych znajomych. Szanuję kraj, który mnie przyjął i zaakceptował, szanuję rdzennych obywateli Irlandii i próbuję się uczyć od nich wielu zachowań jak np. większego dystansu do świata
Powrotu nie planuje Robert:
–Moja decyzja o emigracji była w dużej mierze podyktowana doświadczeniem homofobii. Niestety, nie sądzę, by sytuacja znacząco się zmieniła. Polska wciąż nie uznaje związków jednopłciowych, a osoby LGBT+ nie są objęte żadną szczególną ochroną prawną przed dyskryminacją czy przemocą. Brakuje kompleksowych regulacji, które gwarantowałyby równość i bezpieczeństwo. Nie sposób nie zauważyć dynamicznego rozwoju gospodarczego Polski. Jednak w kwestii tolerancji i praw człowieka pozostaje wiele do zrobienia. Dlatego właśnie buduję swoje życie gdzie indziej: w miejscu, gdzie mogę być sobą bez lęku i gdzie moje prawa są respektowane. To dla mnie nie tylko kwestia komfortu, ale fundamentalnego poczucia godności i bezpieczeństwa.
Michalina myśli odwrotnie:
– Planuję wrócić niebawem do Polski. Z czasem mieszkania w Niemczech zdałam sobie sprawę z ograniczeń i wyzwań, które to ze sobą niesie. Przede wszystkim nie chcę osłabić relacji łączących mnie z moją wybraną rodziną, czyli z moimi przyjaciółmi. Chcę móc widywać się z nimi często i spontanicznie. Ponadto, żeby móc swobodnie się rozwijać w moim zawodzie, potrzebuję pracować po polsku. Chcę zaopiekować się swoją starzejącą się mamą i ciocią. Potrzebuję wrócić, żeby nie utracić pewnych wartości. Polska w moich oczach jest nadal podobnym krajem, tylko ja czuję się silniejsza, żeby móc stawić mu czoła – taką ma perspektywę trzydziestokilkuletnia Michalina Giemza
Dwujęzyczność to kapitał – jak młodzi Polacy mogą łączyć światy?
Kaję, która jak sama mówi, urodziła się w innym kraju i winnej kulturze niż ta, w której aktualnie funkcjonuje, i „ pomimo, że z Polski wyjechałam w wieku 14 lat, czuje się w 100% Polka, a w dodatkowych 50 i 50% Francuska i Belgijka; moje ja składa się z 200%. To tak jak miłość matki do jednego, a następnie kolejnych dzieci. Moja polskość to wspomnienia z dzieciństwa, przeplecione z doświadczeniami w życiu dorosłym: pochodzenie, przodkowie, język” zapytałam, co chciałaby powiedzieć młodym Polakom mieszkającym za granicą:
– Aby dbali o język ojczysty dla siebie i swoich dzieci. Polska literatura jest tak bogata i piękna – w każdym polskim domu powinna gościć i być doceniana.
-Młodym Polakom mieszkającym za granicą chciałabym przekazać przede wszystkim, żeby byli dumni ze swoich korzeni i języka. Polska kultura, tradycje i historia to ogromne bogactwo, które warto znać i pielęgnować, nawet jeśli na co dzień żyje się w innym kraju. Znajomość języka polskiego i otwartość na swoje dziedzictwo daje siłę i pewność siebie, a jednocześnie sprawia, że można czerpać z dwóch światów – tego, w którym się dorasta, i tego, z którego pochodzi rodzina. Chciałabym, aby młodzi pamiętali, że polskość nie jest ciężarem, ale atutem. Dwujęzyczność, umiejętność poruszania się w dwóch kulturach i szacunek dla tradycji to wartości, które mogą im pomóc zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Najważniejsze jest jednak, aby nie zatracić więzi z Polską – odwiedzać ją, poznawać, interesować się tym, co się w niej dzieje, a także dzielić się nią z przyjaciółmi z innych krajów. To młode pokolenie ma szansę być najlepszymi ambasadorami Polski za granicą, pokazywać, że Polska to kraj nowoczesny, otwarty, a jednocześnie pełen pięknych tradycji, które warto przekazywać dalej- takie wskazówki dla młodych Polaków mieszkających poza granicami kraju ma Karolina
A Ty Julio?
– Żeby się nie bali działać. Każdy z nas jest ambasadorem Polski – swoim zachowaniem, pracą, relacjami. Angażujcie się w życie lokalne, uczcie się języków, ale nie zapominajcie o polskich korzeniach. Dwujęzyczność i podwójna tożsamość to nie ciężar, tylko ogromny kapitał. Moim domem jest dziś Aachen – tu wychowują się moje dzieci, tu toczy się moja codzienność. Polska zawsze pozostanie dla mnie punktem odniesienia. Moje spojrzenie na kraj zmieniło się – z perspektywy emigracji widzę wyraźniej zarówno jego siłę, jak i słabości. Cenię polską energię społeczną i kreatywność, ale też uczę się dystansu i krytycznego spojrzenia. Nie wykluczam jednak powrotu, bo Polska jest wspaniałym, dynamicznym krajem, który oferuje bardzo dużo możliwości.
– Nie wstydźcie się swojej tożsamości. Bądźcie otwarci, ale pamiętajcie o swoich korzeniach. Polskość nie ogranicza – ona daje siłę, jeśli jest świadomie przeżywana – Artur
„Integracja nie polega na tym, by się rozpuścić w tłumie, lecz by wnieść coś swojego.”
Olga Tokarczuk
– Można mieć wiele tożsamości i że to jest w porządku. Można jednocześnie czuć się Polakiem, Szkotem i Europejczykiem. To nie musi być wybór „albo–albo”. Nasza tożsamość może być wielowarstwowa, dynamiczna i otwarta. Każda z kultur, z którymi się stykamy, niesie ze sobą wartości, tradycje i doświadczenia, z których możemy czerpać. Nie musimy rezygnować z jednej, by przyjąć inną. Możemy świadomie wybierać to, co nas wzbogaca – niezależnie od tego, czy pochodzi z rodzinnego domu, lokalnej społeczności, czy europejskiego kontekstu. To właśnie ta różnorodność sprawia, że jesteśmy bardziej otwarci, bardziej świadomi i bardziej gotowi do budowania wspólnej przyszłości – Robert
– Nie wiem, czy jest coś co chciałbym przekazać młodszym osobom z doświadczeniem polskości mieszkającym za granicą konkretnie. Może to dotyczy w ogóle młodszych ode mnie osób. Wyjdźcie z tik toków i internetów i chodźcie z nami – przeżywajmy, doświadczamy i róbmy razem wspaniałe rzeczy – to na pewno jest dobry kierunek do funkcjonowania w dobrostanie psychicznym i poczuciu bycia częścią jakiejś społeczności – Matt
„Tożsamość nie jest przeszkodą w integracji, lecz jej fundamentem. Tylko ktoś, kto wie, kim jest, może otworzyć się na innych.”
Krzysztof Zanussi
– Integracja nie zawsze jest łatwa, szczególnie w środowisku pracy, gdzie Polacy często spotykają się z uprzedzeniami. Musiałem nauczyć się, że integracja nie oznacza rezygnacji z własnej tożsamości. Wręcz przeciwnie- im bardziej jesteśmy świadomi tego, kim jesteśmy, tym łatwiej budujemy mosty z innymi – Artur.
Tu musiałam dopytać: czy Twoja polska tożsamość jest źródłem dumy, czy raczej wyzwań?
– Jest jednym i drugim. Dumy, bo czuję, że reprezentuję kraj o wielkiej historii i kulturze. Wyzwań, bo czasem stereotypy na temat Polaków utrudniają dialog. Dlatego tak ważne jest, by poprzez działania społeczne i kulturalne pokazywać prawdziwe oblicze Polonii – ludzi pracowitych, zaangażowanych i empatycznych
Artur, odpowiadając na pytania tak mi napisał: Wierzę, że wspólnie stworzymy inspirującą opowieść o Polonii, o naszej drodze, wartościach i miejscu w świecie. Mam nadzieję, że choć w części udało mi się tego dokonać…
„Wędrująca pamięć” to nie tylko wspomnienie, ale aktywne tworzenie tożsamości w nowym kontekście kulturowym.
Instytut Badań Literackich PAN
Integracja emigranta to spotkanie dwóch światów, które uczą się nawzajem szacunku. W moich gestach jest polska precyzja, w śmiechu włoska swoboda. Tworzę coś nowego, ale nie odcinam korzeni. Nie wiem, gdzie jest mój ostateczny adres. Może nigdy się nie ustali. Ale wiem, że w każdej rozmowie, każdej potrawie, w codziennym rytuale – noszę Polskę. I nie potrzebuję paszportu, by ją potwierdzić. Emigracja to lustro, w którym uczę się siebie na nowo. Pamięć nie jest kotwicą – jest kompasem. Nie zatrzymuje, lecz pozwala wiedzieć, dokąd wracać, nawet gdy droga się wydłuża.
.

.
Tekst: Ewa Trzcińska
Zdjęcia z archiwów uczestników rozmowy oraz Szkoły Liderstwa im. Zbigniewa Pełczyńskiego


















