„Polska jest w modzie“– billboardy z takim hasłem można było w ubiegłym roku spotkać na wszystkich czeskich dworcach kolejowych. Chodziło o reklamę nowych połączeń na trasie Praga – Gdynia, jednak sam slogan jest dobrym symbolem zasadniczej przemiany wizerunkowej naszego kraju nad Wełtawą – pisze dr Maciej RUCZAJ.
Polskę i Czechy z historycznego punktu widzenia niewiele łączy, niewiele mamy wspólnych wspomnień czy wspólnych bohaterów. Dąbrówka i święty Wojciech to czasy dość odległe. Później nasze dzieje rzadziej się przecinały. A jeżeli przecinały, to generowały konflikty, zwłaszcza ten o Śląsk Cieszyński w latach 1919 – 1938. Czesi do dzisiaj potrafią wypominać Polakom „nóż w plecy“, jak nazywają zajęcie przez Polskę Zaolzia w 1938 roku (rzadko przy tej okazji oczywiście wspominają o czechosłowackiej agresji w 1919 roku), jednak w porównaniu do trudnej, wielowarstwowej historii, która na dobre i na złe łączy Polaków z Niemcami czy Ukraińcami oraz Czechów z Niemcami i Słowakami, historia polsko-czeskiego współżycia jest ograniczona.
Tak naprawdę losy obu krajów związał dopiero komunizm. Ówczesny reżim promował wtedy ideę „słowiańskiej“ bliskości, ale w rzeczywistości nasze społeczeństwa zbliżyła „wspólnota w nieszczęściu“ a także współpraca środowisk opozycyjnych i Kościołów z obu krajów w drodze do wolności. Zarazem jednak okres komunizmu w większości czeskiego społeczeństwa wzmocnił negatywne stereotypy dotyczące Polaków i poczucie wyższości wobec biedniejszego sąsiada.
Polska przez wiele dziesięcioleci pozostawała dla Czechów terra incognita. Kojarzyła się z zacofaniem (jeszcze wiele lat po wejściu do Unii Europejskiej reportaże o Polsce w Czeskiej Telewizji obligatoryjnie ilustrowały ujęcia chłopskich furmanek), z awanturnictwem i nieróbstwem (to skojarzenie celowo wzmacniała komunistyczna propaganda z lat osiemdziesiątych, panicznie obawiająca się wpływu Solidarności) oraz z „bigoteryjnym katolicyzmem“. Wymiana turystyczna przebiegała „jednokierunkowo“ – polscy turyści chętnie podziwiali „złotą Pragę“, lecz w odwrotną stronę nie wyruszał prawie nikt: Polska była dla Czechów zwyczajnie nieciekawa, nie oferowała ani zachodniego blichtru, ani wschodniej egzotyki. Podobnie zresztą w kulturze przez wiele lat mówiono o „nieodwzajemnionej miłości” – fenomen „polskiej czechofilii“, symbolizowanej choćby przez Mariusza Szczygła, pozostawał bez odpowiedzi.
Odzwierciedleniem czeskiego ignorowania Polski był też pogarszający się stan połączeń między oboma krajami. Przez wiele lat nie istniało na przykład pełnowartościowe połączenie transportem publicznym pomiędzy Pragą a Wrocławiem. Połączenia do Krakowa i Warszawy można było policzyć na palcach jednej ręki. W fatalnym stanie znajdowały się połączenia drogowe.
Na poziomie oficjalnym co prawda wiele mogliśmy usłyszeć o doskonałej współpracy i dobrym sąsiedztwie (i rzeczywiście, stosunki na poziomie między-rządowym nie generowały nigdy większych konfliktów), jednak w świadomości obywateli Czech Polska pozostawała na pewno daleko w tyle za innymi sąsiadami, z którymi łączyła ich wspólna historia lub gospodarcze i polityczne aspirację – Słowakami, Niemcami i Austriakami.
Powolna zmiana na lepsze rozpoczęła się tak naprawdę przy okazji piłkarskich Mistrzostw Europy w 2012 roku, organizowanym przez Polskę i Ukrainę. To wtedy czescy kibice wyruszający na mecze swojej drużyny mieli okazję zakosztować polskiej gościnności, odkryli ogromne pokłady sympatii Polaków dla Czechów („Jakbyśmy grali u siebie” – mówili później) oraz na własne oczy mieli okazję przekonać się o szybkim rozwoju gospodarczym Polski, która choć cały czas biedniejsza, nie przypominała już horrorów z opowiadań o pustych sklepach z lat osiemdziesiątych, które pozostawały w Czechach nadal w obiegu.
Sprawę komplikowały jeszcze długi czas po wejściu do Unii afery z polską żywnością: przez niemal dekadę dzięki umiejętnemu czarnemu PR ze strony czeskiej konkurencji, to właśnie kurczaki z salmonellą i sól techniczna stały się głównymi tematami kojarzonymi przez przeciętnego Czecha z Polską. Jednak pozostaje faktem, że przemiana wizerunku Polski rozpoczęła się właśnie od biznesu. To sektor prywatny jako pierwszy zrozumiał potencjał współpracy. Coraz więcej polskich firm zapuszczało się na czeski rynek, choć jeszcze długo wolały nie przyznawać się do swojego pochodzenia. Również czescy przedsiębiorcy odważyli się wkroczyć na polski rynek. Wymiana handlowa pomiędzy naszymi krajami systematycznie rosła, aż w końcu około roku 2020 Polska i Czechy stały się dla siebie nawzajem jednymi z trzech najważniejszych partnerów handlowych.
.

.
Mniej więcej w tym samym czasie do Czech zaczęły także przenikać informacje o skali zmian, które nastąpiły w Polsce. Zarówno tradycyjne jak i społecznościowe media zapełniły się nagle artykułami o polskich autostradach, szklanych biurowcach, nowych lotniskach i dworcach, ale także nowych muzeach i filharmoniach. W czasie, kiedy nad Wełtawą panowała raczej gospodarcza stagnacja i rosła frustracja związana ze złym stanem budownictwa mieszkaniowego czy ślimaczącymi się budowami dróg, Polska stała się nagle z ignorowanego ubogiego krewnego, wzorem do naśladowania.
Ostatni rozdział w tej przemianie napisała wojna – rosyjska agresja na Ukrainę. Wtedy nagle Polska wydała się Czechom ważna nie tylko jako przykład gospodarczego sukcesu, który można skopiować, ale także filarem bezpieczeństwa. Krajem, który poważnie traktuje swoją obronność i w związku z tym chroni przed rosyjskim zagrożeniem także dalej położonych sąsiadów.
Czesi to zapaleni turyści. W momencie, kiedy zaczęło się zmieniać postrzeganie Polski, tłumnie ruszyli, żeby na własne oczy ten „polski cud” obejrzeć. W ciągu kilku lat liczba czeskich odwiedzających wzrosła o 130 procent i dziś są już najliczniejszą po Niemcach zagraniczną nacją nad Bałtykiem. A ze wzrastającą liczbą turystów nadeszła też zmiana myślenia operatorów transportu publicznego: w końcu po wielu latach naprawdę łatwo i przyjemnie można dotrzeć z Pragi do Wrocławia, Poznania czy Gdańska.
Oczywiście byłoby błędem teraz spoczywać na laurach. Negatywne stereotypy, zresztą po obu stronach granicy, dalej drzemią pod powierzchnią i czekają na sprzyjające okoliczności, żeby wypłynąć na powierzchnię, jak przy okazji sporu o kopalnię w Turowie. Firmy z obu krajów dalej skarżą się czasem na trudności w przenikaniu na sąsiednie rynki, a nagłe zauroczenie Czechów Polską, jak każde zauroczenie, może się szybko skończyć. Trzeba jednak mieć nadzieję, że wzmocnienie relacji międzyludzkich, poznawanie się nawzajem już nie za pośrednictwem mediów, ale bezpośrednio, buduje solidne podstawy dla dalszej współpracy, nawet kiedy obecny stan zakochania przeminie.
Tekst dr Maciej Ruczaj, politolog, dziennikarz, były Ambasador RP na Słowacji (2023-2024) oraz dyrektor Instytutu Polskiego w Pradze (2016-2023), obecnie Senior Fellow w Praskim Centrum Stosunków Transatlantyckich. Absolwent Uniwersytetu Karola w Pradze, przez większość kariery zawodowej związany z Czechami i Słowacją.
- Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 r. ogłoszonego przez Kancelarię prezesa Rady ministrów.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Źródło DlaPolonii.pl



















