Włoski język w Polsce – kiedyś i teraz

Mówi się, że każdy Polak zna po włosku przynajmniej trzy słowa: pizza, spaghetti i cappuccino. Właściwie do tego złotego zestawu możemy dołączyć jeszcze mozzarellę, którą znajdziemy dziś w każdym, nawet najmniejszym osiedlowym sklepiku, espresso, bez którego nie wyobrażają sobie dnia nawet ci najbardziej zabiegani i allegro, z tych bardzo oczywistych i niekoniecznie muzycznych względów.

Ale to nie jedyne słowa, które w naszym języku ojczystym znalazły się docierając do nas wprost ze słonecznej Italii. Tak zwanych italianizmów jest w polskiej mowie znacznie więcej niż możemy się spodziewać (i „italianizm” jest jednym z takich słów, bo występuje też we włoskim!)

Dlaczego tak się dzieje? Moda na język włoski zaczęła się w Polsce na przełomie XV wieku i trwała w zasadzie nieprzerwanie przez prawie trzysta lat, do wieku XVIII. Boom na Italię wiązał się przede wszystkim z pojawiającymi się w naszym kraju ideami włoskiego renesansu i przybywającymi w związku z tym do Polski tamtejszymi artystami, handlarzami i rzemieślnikami. Pojawiła się też moda na podróże do Włoch – Polacy coraz częściej wybierali Włochy, jako miejsce podróży – turystyczny albo po prostu na studia (chociaż zapewne nie w ramach ówczesnej wersji programu Erasmus). Dodatkowo na wzrost popularności Włoch i włoskiego języka w Polsce wpłynął istotny fakt, że Bona Sforza, zwana businesswoman wszechczasów została królową, kiedy wyszła za mąż za Zygmunta Starego.

Ten wybuch włoskich wpływów zawdzięczamy de facto obsesyjnej miłości Zygmunta Starego, ale… nie do królowej Bony. Otóż Zygmunt Stary poślubił węgierską arystokratkę Barbarę Zapolyę, często określaną mianem zapomnianej polskiej królowej. Kobieta miała siedemnaście lat i rozpływano się nad jej urodą i wszelkimi przymiotami: skromnością, mądrością. Słowem, była idealnym materiałem na „wysokiej jakości” europejską królową. Niestety, umarła niespodziewanie przy porodzie zaledwie trzy lata później. Zrozpaczony król rozkazał odnalezienie idealnej kopii swojej pięknej żony. Nie jest to najbardziej romantyczne rozwiązanie, o jakim można pomyśleć, ale najwyraźniej skuteczne, bo po niedługim czasie król otrzymał raport z Włoch opisujący idealną kandydatkę na nową królową. Ponownie, rozpływano się nad urodą i zaletami nowej kandydatki na żonę. Wraz z relacją królowi przesłano dokładne wymiary potencjalnej nowej królowej i jeden but. Najwyraźniej to wystarczyło, bo król Zygmunt Stary poślubił księżniczką Mediolanu i Bari niedługo potem. Uroczystości zaślubin odbyły się na Wawelu 18 kwietnia 1518 r.

Właśnie – rozpływano się nad urodą nowej królowej. A przecież każdy zna królową Bonę z niezbyt pochlebnego wizerunku spopularyzowanego przez malarzy z epoki. Ciekawostką jest fakt, że wizerunek Bony, który znamy z obrazów jest… całkowicie fałszywy. Dzieła przedstawiające królową powstały jakiś czas po jej śmierci. Przedstawiają starszą, otyłą kobietę o niesympatycznym wyrazie twarzy. W rzeczywistości królowa była dużo bardziej estetyczną kobietą, co przedstawiają wizerunki z mniej znanych obrazów.

Foto: Wikipedia

Niezależnie jednak od tego jak Królowa Bona wyglądała, jej działania i ambicja spopularyzowały w naszym kraju włoską kuchnię, tradycję i ogrodnictwo (chociażby popularną „włoszczyznę”). W efekcie na salonach i w wyższych kręgach mieszczańskich zapanowała moda na język włoski. Moda powoli zanikała i w zasadzie znikła całkowicie dopiero w wieku XVIII, ale pozostawiła nam multum italianizmów, odnoszących się głównie do sztuki, kulinariów i architektury.

Jeżeli chodzi o warzywa i kuchnię, wiele nazw włoskich zostało do języka polskiego przeniesione bez zmian. Mamy więc kalafior (po włosku cavolfiore), pomidora (tam podobnie: pomodoro), brokuły (we Włoszech. brocco), fasolkę szparagowa (wł. fagioli) i szpinak (podobnie brzmiące spinaci). Z języka włoskiego pochodzi słowo kapusta, chociaż odeszło odrobinę od swojego pierwowzoru, czyli włoskiego cavolo.

Pozostając nadal w kręgu kulinarnym, mamy oczywiście makaron. Jego nazwa pochodzi od słowa maccherone oznaczającego rodzaj włoskiego makaronu o grubych, prostych nitkach. Nazwy konkretnych makaronów to już oczywiście bezpośrednie przeniesienie włoskich nazw na polską płaszczyznę.

Duża reprezentację w naszej mowie mają włoskie desery z najpopularniejszym chyba tiramisu, które w oryginalnym języku pochodzi od wyrażenia „pociągnij mnie w górę” w znaczeniu „wyciągnij mnie z doła” co zrozumie każdy, kto zna smak dobrze przygotowanego tiramisu.

Jeżeli chodzi o styl i architekturę, język włoski dał nam nazwy stylów, ale również słowa takie jak autostrada czy bolid (po włosku oznaczający pocisk). Włoskim słowem, które jest rozpoznawalne właściwie na całym świecie jest też kojarzone ze Stanami Zjednoczonymi i Las Vegas kasyno.

(Takich międzynarodowych włoskich słów jest więcej – wystarczy wspomnieć graffiti albo motto, które do „języka międzynarodowego trafiły właśnie z mowy włoskiej.”)

Po drugiej stronie barykady stoją słowa zwane z angielska „false friends”. To wyrazy, co do których możemy być przekonani, że pochodzą z włoskiego, ale użycie ich we Włoszech może spowodować sporo zamieszania.

Takim słowem może być na przykład colazione. Wydawać by się mogło, że w ten sposób zaprosimy kogoś na kolację, a tymczasem colazione to po włosku… śniadanie (chociaż tutaj nieprozumienie nie musi przynieść bardzo złych skutków). Kolacja to natomiast inne znajomo brzmiące słowo, czyli cena.

Jeżeli szukamy włoskiego banku, też powinniśmy uważać, bo banco to po włosku ława. Natomiast mówiąc divano mówimy o sofie. Jeżeli chcemy naprawdę odnieść się do dywanów powinniśmy myśleć o czymś zupełnie innym po dywan to po włosku tapetto. Do kompletu możemy dorzucić jeszcze koc, czyli po włosku swojsko brzmiąca coperta.




One thought on “Włoski język w Polsce – kiedyś i teraz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *