Zawód czy misja – rozmowa z konsulem Bartoszem Skwarczyńskim

Zawód czy misja – konsul Bartosz Skwarczyński w rozmowie z Ewą Trzcińską

Bartosz Marcin Skwarczyński

Rocznik 1985. Pilanin. Z zawodu prawnik i dyplomata. Od sierpnia 2012 roku Wicekonsul, Kierownik Referatu ds. Współpracy z Polonią, Prawnych i Ruchu Osobowego w Konsulacie Generalnym RP w Mediolanie. W latach 2004-2009 studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, uzyskując z wyróżnieniem tytuł magistra. Laureat międzynarodowych konkursów prawniczych Telders Moot Court Competition (Haga, 2008) oraz Foreign Direct Investment Moot Court Competition (Boston, 2008). W 2009 roku studiował na Uniwersytecie dla Obcokrajowców w Sienie (Università per Stranieri di Siena) oraz był stypendystą Fundacji Cantonuovo. W latach 2010-2011 pracował w Ministerstwie Finansów. W 2011 roku ukończył Akademię Dyplomatyczną MSZ. Od 2011 roku etatowy pracownik MSZ. W maju 2017 roku odznaczony medalem Pro Patria przez Kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych za szczególne zasługi w kultywowaniu pamięci o walce o niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej. Włada biegle językami: angielskim, włoskim, francuskim. Jest żonaty, ma troje dzieci.

Przeprowadziłam małą ankietę wśród Polek mieszkających poza granicami Polski, pytając z czym kojarzy im się Konsulat. Jakie były najczęściej powtarzające się odpowiedzi według Pana?

Niech zgadnę – „Jak trwoga to do…Konsulatu” (śmiech). A właściwie do konsula. Ale już zupełnie na poważnie. Myślę, że nasza codzienna praca konsularna może być utożsamiana z realizacją spraw o charakterze administracyjno-formalnym, takich jak: wyrabianie paszportów, rejestracja aktów urodzenia, przygotowywanie tłumaczeń etc. Generalnie po prawie 7 latach pobytu na placówce mam pewne przemyślenia w tym temacie. Uważam, że bardzo powoli wychodzimy z tego stereotypowego myślenia o pracy konsula. Według mnie ścierają się ze sobą dwie wizje tego co może i co robi konsul. Pierwsza to rzeczywiście ta bardziej, nazwałbym ją „klasyczna”, czyli, że konsul jest takim swoistym przedłużeniem niektórych instytucji i urzędów w Polsce jak: Urzędu Stanu Cywilnego, Urzędu Wojewódzkiego, ZUS, Biura Tłumaczeń, czy Kancelarii Notarialnych. I to jest oczywiście jak najbardziej prawidłowe postrzeganie. Druga wizja, nazwałbym ją „mocno rozszerzoną” jest z kolei taka, iż konsul oprócz tego co zostało wyżej wymienione, może i powinien wiedzieć wszystko. Często oczekuje się, że konsul będzie umiał nam odpowiedzieć na pytania praktycznie z każdej dziedziny i że we wszystkim jest ekspertem: np. „czy w tej lokalizacji i na jakiej wysokości można używać dronów?”, „jakie były średnie zarobki w regionie Ligurii w 2018 roku”, „czy w mojej sytuacji będę musiała zapłacić podatek TASI-2015?”. Bywa również, że w sytuacji zatrzymania polskiej ciężarówki, której kierowca naruszył przepisy ruchu drogowego, oczekuje się, iż konsul będzie interweniował i spowoduje, iż mandat nie zostanie nałożony lub zostanie anulowany. Prawda leży oczywiście gdzieś pośrodku. Staramy się zawsze pomagać na ile tylko potrafimy, ale robimy to w granicach dozwolonych przez prawo i z zachowaniem zdrowego rozsądku. Nawet jeśli nie znamy odpowiedzi na zadane pytanie, staramy się daną osobę ukierunkować, podpowiedzieć gdzie i do kogo ma się zwrócić.     

Stereotypowe widzenie konsulatu to właśnie pomoc przy utracie dokumentów, ewentualnie pomoc prawna, a tak naprawdę codzienne życie konsulatu jest dużo barwniejsze. Szczególnie jeśli jest to Konsulat Generalny….  

Tak, zdecydowanie tak. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że konsulaty generalne są „małymi ambasadami”, ale bez zadań o naturze politycznej. Zajmujemy się, tak jak już wspomniałem sprawami czysto biurokratycznymi, ale wykonujemy też zadania z bardzo ciekawych dziedzin jak trochę enigmatyczna dyplomacja publiczna i kulturalna, dyplomacja historyczna, promocja ekonomiczna, bardzo angażująca działalność polonijna, czy idąc z duchem czasu społecznościowa w ramach mediów społecznych. Każdej z ww. dziedzin można byłoby poświęcić oddzielny artykuł.    

Od prawie 7 lat pełni Pan funkcję wicekonsula w Mediolanie. Można powiedzieć, że to właśnie tu zdobywał Pan swoje szlify zawodowe. Trafił Pan tu jako młody, pełen zapału dyplomata i ….

Świeżo „upieczony” Tata, marzyciel, którego marzenie udało się spełnić. To dla mnie prawdziwy zaszczyt móc służyć ukochanej Ojczyźnie w umiłowanych Włoszech. Jak to mówią Włosi: „Più di cosi, non si può. Na początek mojej dyplomatycznej kariery naprawdę nie mogłem trafić lepiej.   

Najtrudniejsze zadanie z jakim Pan się musiał zmierzyć, które w jakiś sposób Pana naznaczyło czy zmieniło?

Było kilka takich momentów, w których głęboko w duchu pomyślałem, ale przecież nikt nas nie szkolił, ani nie przygotowywał do takich sytuacji! Praca konsularna jest bardzo nieprzewidywalna. Musimy być zawsze gotowi dosłownie na wszystko wiedząc, że nierzadko od naszego działania zależy życie ludzkie. Pamiętam jak bodajże 2 lata temu podczas mojego sierpniowego dyżuru konsularnego zadzwoniło na telefon alarmowy Centrum Powiadamiania Ratunkowego 112 z Polski do którego z kolei dodzwoniła się córka mieszkająca na co dzień w Norwegii, a której ojciec miał nieszczęśliwy wypadek – złamał nogę, wchodząc na szczyt Matterhorn po stronie włoskiej. Była już noc, pomimo, iż było lato na tamtej wysokości temperatura była ujemna. Istniało poważne zagrożenie dla życia alpinisty. Zrobiłem wtedy wszystko, aby dotarł do niego jak najszybciej śmigłowiec ratunkowy z włoskiej Guardia di Finanza Soccorso Alpino. Cała sytuacja zakończyła się szczęśliwie. Bez zawahania mogę jednak powiedzieć, że tym najtrudniejszym i tym, które pozostawi we mnie na zawsze ślad, to pomoc naszym rodakom w tragicznych wydarzeniach w Rimini. Spędziłem wówczas 7 dni z pokrzywdzonymi. Ale na ten temat nie chciałbym się wypowiadać.

Nie wiem, czy będzie to dodatkowym utrudnieniem w Pana i całego Konsulatu pracy, jeśli powiemy, że jest czynny 24 godziny na dobę telefon dyżurny, który służy do kontaktu w nagłych przypadkach?

Doprecyzujmy proszę, że telefon dyżurny jest telefonem alarmowym. Pojęcie „nagły przypadek” też może być nie do końca ostre i przez różnych inaczej interpretowane. Co do zasady, bo nie ma wiążącego katalogu spraw, które byłyby enumeratywnie wyliczone jako alarmowe, są to te, które zagrażają życiu lub zdrowiu człowieka i wymagają niezwłocznej interwencji konsula. Dla zobrazowania są to np. różnego rodzaju wypadki, zgony, aresztowania, sytuacje, w których ktoś padł ofiarą kradzieży, sytuacje nadzwyczajne, losowe jak trzęsienia ziemi, pożar, powódź itp. Warto zatem chwilę się zastanowić zanim chwycimy za słuchawkę, aby zadzwonić po godzinach pracy do urzędu w sprawie, którą można załatwić, kiedy Konsulat jest czynny. Musimy pamiętać o czym często się zapomina, że kiedy dzwonimy w tzw. standardowej sprawie i tym samym blokujemy linię, to zabieramy możliwość skontaktowania się z konsulem dyżurującym, osobie, która w tym konkretnym momencie może potrzebować pomocy.

I proszę nie nadużywać cierpliwości konsula! (śmiech).  

W jakich przypadkach konsul może odmówić pomocy polskiemu obywatelowi, czy często zdarzają się takie „niepoważne” zgłoszenia?

Konsul odmawia wykonania czynności, która byłaby niezgodna z prawem lub wówczas, kiedy godziłoby to w dobre imię naszego kraju lub urzędu. Zdarza się, że nasi rodacy mają oczekiwania, które wykraczają poza nasze kompetencje albo które są po prostu nieracjonalne. O wszystkich sytuacjach nie sposób jest opowiedzieć. Bywało, że ktoś zadzwonił, aby upewnić się (być może wiedział, że konsul jest fanem sportu – śmiech), o której godzinie będzie transmitowana zza Oceanem walka Andrzeja Gołoty. Innym razem wnioskowano, aby pilnie odnaleźć drogocenny serdaczek puchowy, który osoba zostawiła w autobusie jadąc na lotnisko. To z tych bardziej zabawnych. Zdarza się, że ktoś dzwoni i wymaga, aby konsul zamówił  taksówkę. Wyobrażam sobie kontrargument, że przecież nie zna języka i trzeba mu pomóc. Ale po pierwsze, w takim wypadku ryzykowalibyśmy, że telefon alarmowy przestałby spełniać swoją funkcję, a po drugie – jak klient nie zapłaci za taksówkę, to na kogo spadnie kwestia uregulowania płatności?

Czy w ciągu tych lat pracy w Mediolanie zmieniają się typy problemów,  z którymi zwracają się do Was nasi rodacy będący we Włoszech?

Tak. Ma na to wpływ szereg czynników. Na przykład kilka lat temu polscy posiadacze bezterminowych praw jazdy oraz samochodów na polskich tablicach rejestracyjnych nie mieli żadnych problemów z uznawalnością dokumentów lub podróżowaniem po włoskich drogach. Weszły w życie przepisy nowelizujące włoski kodeks drogowy, które zmieniły prawo, co od razu odbiło się na naszych rodakach. To samo dotyczy opodatkowania nieruchomości, które ktoś ma w Polsce i związaną z tym konieczność corocznego płacenia podatku I.V.I.E (imposta sugli valori immobiliari all’estero). W tym przypadku to akurat czynnik ustawodawczy. Zmiana prawa, która wymusiła określone zmiany. Wymieniłbym tu również czynnik migracyjny. Po wejściu Polski do UE wraz z możliwością korzystania z zasady swobody przepływu osób wzrosła diametralnie liczba małżeństw pomiędzy obywatelami polskimi i włoskimi. Niestety rośnie również liczba rozwodów i konfliktów w tych rodzinach.        

Jakie są granice pomocy, którą możecie służyć zwracającym się w potrzebie np. matkom walczącym o swoje dzieci, których włoski ojciec nie pozwala im widywać?

To są bardzo, bardzo trudne sprawy. I niestety tych sytuacji, o których Pani wspomina jest coraz więcej. Niestety. A one najbardziej godzą w tych najmłodszych. Oczywiście, że staramy się wspierać i pomagać. Proszę mieć na uwadze jedną bardzo ważną rzecz, iż konsul przede wszystkim patrzy na dobro dziecka, a nie na poszczególne interesy rodziców, które szczególnie w sytuacji konfliktu są bardzo rozbieżne. Natomiast zawsze walczymy o to, aby dzieci zrodzone z małżeństw mieszanych miały zagwarantowane prawo do zachowania swojej tożsamości kulturowej, językowej, religijnej czy rodzinnej. Są to prawa, które wyraźnie wynikają z Konwencji ONZ o Prawach Dziecka z 1989 roku. Matkom, które zgłaszają się z prośbą o pomoc próbujemy wskazać najlepsze rozwiązania i oferujemy pomoc w ramach posiadanych uprawnień. Dla przykładu monitorujemy działalność służb socjalnych, odbywamy spotkania z kuratorami, jeździmy do struktur opiekuńczych, aby spotkać się z dziećmi, bierzemy udział w charakterze obserwatora w rozprawach sądowych, konsultujemy się i wspieramy adwokatów, którzy prowadzą dane sprawy. Tutaj ważna obserwacja. Konsul nie może zapewnić tzw. zastępstwa procesowego i każda z osób, które walczy o swoje dziecko musi mieć swojego pełnomocnika. To jest bardzo ważne! 

 Coraz częściej zdarza się również, że jedno z rodziców wywozi do Polski polsko-włoskie dziecko bez zgody drugiego rodzica? Czy konsul może tutaj ingerować w obronie swoich obywateli? Jak kończą się zazwyczaj takie sprawy?

Nie, w takich sytuacjach konsul nie ma żadnego umocowania do działania. Są to autonomiczne decyzje rodziców. Ale jeśli mogę, to chciałbym skorzystać z okazji, aby przestrzec wszystkie matki (bo ten proceder dotyczy przede wszystkim naszych obywatelek), aby nie wyjeżdżały z Włoch do Polski bez zgody ojca dziecka lub zastępczej zgody sądu opiekuńczego, szczególnie w sytuacji trwającego konfliktu. Może to zostać potraktowanie jako uprowadzenie dziecka, zarówno w myśl Konwencji haskiej o cywilnych aspektach uprowadzania dziecka za granicę, ale również włoskiego kodeksu karnego, który traktuje uprowadzenie dziecka jako przestępstwo karne. Takie sprawy niestety nie kończą się dobrze, bo sądy w Polsce będąc związanymi normami prawa międzynarodowego, są zmuszone wydać postanowienia przywracające stan sprzed naruszenia. W takiej sytuacji dzieci wracają do Włoch, a co gorsza na skutek uprowadzenia dziecka matkom ograniczane są ich prawa i to ojcom powierza się wyłączną pieczę nad dzieckiem. To są naprawdę dramatyczne sytuacje życiowe.

Konsul to także urzędnik stanu cywilnego. Kto może zawrzeć małżeństwo w konsulacie i ile takich ślubów Pan udzielił?

To zdecydowanie najprzyjemniejszy aspekt naszej codziennej pracy! Bardzo lubię te momenty, kiedy nupturienci zawierają u nas w konsulacie związek małżeński. Bezcenna jest ich radość i uśmiech, a my jesteśmy świadkami tego szczęścia. Ślub przed konsulem mogą zawrzeć wyłącznie obywatele RP. Nie jest możliwie zawarcie związku małżeńskiego przez parę mieszaną np. włosko-polską. Wynika to z zobowiązań międzynarodowych. Ile ślubów udzieliłem? Jak tak dobrze policzę to ponad 50!  

Życie dyplomaty to służba, niedługo pożegna Pan Włochy i wróci do kraju aby podjąć nowe wyzwania zawodowe. Mediolan dla Pana i Pana rodziny to….

Mediolan to miejsce, w którym zostaje część mojego serca i mnóstwo wspomnień. To tutaj rosły moje pociechy. Ich dzieciństwo to w zasadzie Mediolan. W stolicy Lombardii przyszła też na świat moja córka. Nie jestem w stanie wyrazić słowami wszystkich emocji, które mi towarzyszą.

„Milan l’è un gran Milan”. Na zawsze pozostanie w nas jako miejsce wyjątkowe, do którego zawsze będziemy chcieli wracać.

Co jeszcze w najbliższych planach Konsulatu?

Na ten rok to jeszcze organizacja przyjęcia z okazji Święta Niepodległości – wyjątkowego, bo będziemy w ramach niego chcieli uczcić również 100. rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych włosko-polskich oraz 100. rocznicę powołania Konsulatu RP w Mediolanie. I już teraz przymierzamy się do przyszłorocznych obchodów związanych z 75. rocznicą wyzwolenia Bolonii przez 2. Korpus Polski, w których wezmą udział najwyższe władze państwowe.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Z konsulem Bartoszem Skwarczyńskim rozmawiała Ewa Trzcińska

Czytaj też: Adrianna Siennicka, Konsul Generalny RP w Mediolanie „nasza Polonia jest bardzo dobrze zorganizowana”




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *