Z cyklu opowiadania, cz.13: A było to w roku 1897

Niejasne przekazy dotyczące tego wydarzenia podały mi pewną myśl, by opisać czytelnikom pewną historię. Według relacji niejakiej Katarzyny Oseńko z Jam wydarzyło się coś niesamowitego. Historia niezapisana, nie notowana, w tamtych latach powodzeniem cieszyły się przekazy z ust do
ust. Opowieść toczy się wartko, tajemniczo, napawa dreszczykiem i
pytaniem czy tak naprawdę się działo. Gdyby świadkowie owego zdarzenia żyli, liczyliby dzisiaj po 130 a może i więcej lat.


Odkąd pamiętam mówiło się, że mieszkańcy Jam są narodem bardzo religijnym, trzymający się blisko kościoła, a każda kobieta na Drogę Krzyżową wkładała na głowę czarną chustę.

Kościół ostrowski sprzed II wojny światowej

A w naszej parafii przyświeca św. Hieronim, św. Wawrzyniec i Matka Boża, a ze św. Wawrzyńcem wiąże się owa historia. W kościele w głównym ołtarzu nad Matką Bożą wisi obraz przedstawiający św. Wawrzyńca, namalowany przez polskiego malarza Wojciecha Gersona, znakomitego profesora i malarza. Kształcił on wielu wybitnych przyszłych artystów, m.in. Józefa Chełmońskiego, Leona Wyczółkowskiego. Swojego czasu moja siostra Danuta otrzymała propozycję od ówczesnego wówczas ks. proboszcza Stanisława, by zajrzeć co się z obrazem dzieje, w jakim stanie jest płótno czy wilgoć i pleśń nie porobiły spustoszenia. Renowacja obrazu św. Jana Apostoła udała się przy pomocy Bożej, a także spod jej pędzla wyszedł obraz błogosławionych Unitów.


I wracając do tej dawnej sprawy, Ostrów trawiły wielkie pożary, zabudowania gęsto ustawione, chałupy z oborami się łączyły, budynki
gospodarcze ustawione w formie okólnika, a to jakby nie patrzeć wszystko drewniane, słomiane, i przez Ostrów przebiegał główny Trakt Litewski z Krakowa na Litwę, wędrówki ludu, bliska granica, i napady, i najazdy, i zniszczenia wojenne, jak nie ze wschodu to z zachodu, i północ parła, pustosząc miasto i dręcząc mieszkańców i ciągle działo się coś
niedobrego. Na dzień dzisiejszy mamy pokój, nie cierpimy głodu, nie uciekamy przed najeźdźcą, nie chronimy się po lasach, jesteśmy wolni.

Przekaz Katarzyny Oseńko jest prosty, dowiadujemy się, że Ostrowiacy nie przywiązywali specjalnego rytuału do świętowania odpustu w dniu 10 sierpnia, by pokłonić się św. Wawrzyńcowi. Pracowali w polu jakby święta nie było, mówili „Oj, i tak św. Wawrzyniec nas ochroni”, tłumacząc między sobą, że zboża sczerniały od deszczów, a kosą i sierpem nie zdążą w czas sprzątnąć pól. A św. Wawrzyniec wielki męczennik i patron ognia, od najdawniejszych czasów kościół nasz „pilnował”.

Pewnie, że wzywano na pomoc świętego, kiedy dopadały nieszczęścia „Zgaszaj pożary, my Cię z dobrej wołamy wiary”. Pewnego roku odpust św. Wawrzyńca ludzie też nie świętowali i z rana wyszli w pola. Wspomniana Katarzyna Oseńko tak jak i jej ziomkowie wybrała się w tym dniu na mszę św. do Ostrowa. I widziała ostrowiaków pracujących jak mrowią w uroczysku Wola. I słyszała ostrzenie kos, wesołą gadaninę, i wydawało się, że piękny zapowiada się dzień i nikt tego spokoju nie zburzy. A jednak, kiedy doszła do ostrowskiego rynku, zobaczyła młodego mężczyznę jadącego na białym koniu, w niebieskich szatach, z berłem w ręku i czapką w kształcie korony, aż ją dreszcz przeszedł po plecach. A jeździec gdzie stanął ni stąd ni zowąd wybuchał pożar, spaliło się wówczas mnóstwo zabudowań, a dokumenty i papiery z magistratu wiatr zaniósł aż pod
jamskie olszyny, bo przy pożarach zawsze wiatry się pojawiają.

I Ostrów stanął w wielkim ogniu, a ludzie będący na polach widząc co się dzieje porzucili robotę i z wielką trwogą biegli co sił do miasta, bezradność, bezsilność i rozpacz ogarnęła ich serca. I dopiero po tym nieszczęściu zaczęli rozmawiać między sobą, że to święty Wawrzyniec się pogniewał i sromotnie ich pokarał. A było to w roku 1897 r. I od tamtego wydarzenia zaczęto solidnie świętować i odpusty odprawiać.

Tak przekazała Katarzyna Oseńko córce Franciszce Oseńko i synowi Władysławowi, a Franciszka już jako ciotka opowiedziała córce
brata Genowefie Markiewicz z d. Oseńko.

Echo Katolickie z dnia 25 kwietnia 2017 wspomina, że 1 lipca w 1905 roku przybył do naszej parafii z wizytacją ks. bp Jaczewski, a sporządzona notka przez ks. Dębińskiego towarzysza ks. biskupa mówi „przed ośmiu laty Ostrów nawiedził wielki pożar, spłonęło ponad 500 budynków i o dziwo prawie już nie było śladu kataklizmu”.

Czy owe wydarzenie wiąże się ze wspomnianym przekazem Katarzyny Oseńko?
Co Państwo o tym sądzicie?

Autorka opowiadania: Celina Rapa

Autorka tekstu udostępniła również zdjęcie.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *