Igor POGORZELSKI: Henryk Wars – jazz na dwa fortepiany

Jego „Ach, śpij, kochanie” do dziś nucą polskie mamy na dobranoc dzieciom, a „Miłość ci wszystko wybaczy” należy do jednej z najbardziej znanych polskich piosenek o miłości. Igor Pogorzelski przybliża postać Henryka Warsa – wybitnego polskiego kompozytora.

Kiedy piszę o Henryku Warsie – czy właściwie Henryku Warszawskim – mam świadomość, że ten dzisiaj nieco zapomniany kompozytor i pianista był najwybitniejszym twórcą muzyki filmowej i rozrywkowej w naszej, polskiej kulturze. Po drugiej wojnie większy od niego był chyba tylko Wojciech Kilar. Ale kto dzisiaj zaśpiewa jakąś piosenkę Kilara? Tymczasem utwory Warsa ciągle nucimy, jak chociażby kołysankę Ach, śpij, kochanie czy piosenkę Miłość ci wszystko wybaczy ze znakomitym tekstem, który Julian Tuwim napisał dla swojej żony, Stefanii, i który później był śpiewany przez Hankę Ordonównę.

Ludzie zawodowo związani u nas z filmem powinni Warsowi wystawić pomnik, bo Wars za namową prezydenta Ignacego Mościckiego zakupił w Berlinie aparaturę do postprodukcji dźwiękowej w Polsce początków lat 30. A było to zaledwie cztery lata po wyprodukowaniu pierwszego filmu dźwiękowego – amerykańskiego Śpiewaka jazzbandu. Dźwięk filmowy był zatem już wówczas obecny w Polsce, a Wars miał świetne pomysły i jeszcze lepsze ich realizacje.

Co prawda ojcem polskiej szkoły jazzowej skłonni jesteśmy nazywać raczej Leopolda Tyrmanda, i słusznie, ale pierwszą piosenkę jazzową, i to już w roku początku dźwięku w filmie (1927), napisał właśnie Wars. W jego mieszkaniu na Alejach Jerozolimskich stały dwa fortepiany marki Steinway – biały i czarny. Ile melodii na każdym z nich Wars skomponował, tego nie wiem, ale jest niemal pewne, że w warszawskim mieszkaniu Warsa odbywały się prawdziwe maestrie tworzenia piosenek i muzyki dla filmu i teatru. Niemal na pewno grywał na nich czasem, może dla przyjemności, Marian Hemar, który o sobie mówił, że jest kabareciarzem. Pisał bowiem nie tylko teksty piosenek, ale także muzykę do nich. Literaci, którzy pisali tylko teksty piosenek, ówcześnie zwani byli piosenkarzami. Piosenkarzem nie był Tuwim, bo pisał jeszcze skecze i świetnie tłumaczył poezję rosyjską i francuską. W dwa lata po powstaniu pierwszego polskiego filmu dźwiękowego Na Sybir, z muzyką oczywiście Warsa, Tuwim napisał polską wersję libretta najsłynniejszej operetki w dziejach Zemsta Nietoperza – i ten tytuł jest jego, bo oryginalny tytuł niemiecki jest krótszy: Fledermaus, czyli po prostu Nietoperz.

Foto DlaPolonii.pl

Wars natomiast operetek nie pisał, czując wyraźnie, że nie dorówna twórcom z Wiednia czy Paryża. Tworzył jednak melodie, z których można by ułożyć niejedną operetkę. Film Pieśniarz Warszawy z 1934 r. z fantastycznym Eugeniuszem Bodo to prawie operetka. Bodo śpiewał w zespole Tea Jazz założonym przez Henryka Warsa w roku 1939, kiedy Niemcy zajęli już Warszawę i wielu twórców kultury o żydowskich korzeniach, jak Wars, udało się do Lwowa.

Ciekawostką jest, że słynna piosenka Tylko we Lwowie śpiewana przez Tońcia i Szczepcia, z muzyką oczywiście Warsa, wykonana została przez Małgorzatę – siostrę obecnie panującej w Albionie królowej Elżbiety II. Małgorzata była muzykalna, grała na fortepianie; ojciec Małgorzaty i Elżbiety, król Jerzy VI, usłyszał tę melodię podczas wizytacji wojsk brytyjskich w Palestynie w roku 1942 i miał okazję rozmawiać z Warsem, kiedy ten prowadził tam koncert orkiestry jazzowej.

Po wojnie Wars mieszkał od 1947 roku aż do śmierci (1977) w USA, w Kalifornii. Pierwsze powojenne lata nie były dla Warsa łatwe, ale też np. Igor Strawiński – z wyboru również obywatel amerykański po wielkiej wojnie – raczej nie należał do zamożnych. I jeszcze jedna tajemnica Warsa, o której trzeba wspomnieć – Wars komponował muzykę poważną, chociaż słowo „poważną” jest trochę nie na miejscu. Otóż w roku 1937 Wars napisał dla siebie, ale też dla innych, krótki, niezmiernie melodyjny koncert na fortepian z orkiestrą. Do lat 90. poprzedniego stulecia prawie nic o tym nie było wiadomo. Dzisiaj są dwa nagrania tego utworu z polskimi orkiestrami i polskimi pianistami. Cóż to za uczta muzyczna! Nie lubię takich asocjacji, ale powiem, że ten koncert to skrzyżowanie muzyki fortepianowej Sergiusza Rachmaninowa i klasyczno-jazzowej George’a Gershwina. Jeżeli ktoś zna koncerty Rachmaninowa, to wie, o czym piszę, a jeżeli na dodatek zna silnie jazzową Błękitną rapsodię Gershwina, to już nie ma wyboru i koncertu Henryka Warsa musi posłuchać – pozycja obowiązkowa.

Wars na stare lata wrócił do swoich młodzieńczych fascynacji, czyli malarstwa i rysunku. Zmarł w swoim pokoju w Los Angeles, siedząc w fotelu i słuchając utworów Karola Szymanowskiego – swojego profesora z czasów warszawskich.

Tekst Igor Pogorzelski, reżyser dźwięku, wykładowca akademicki na wydziale Sztuki Nowych Mediów w Polsko Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Prelegent muzyczny w dziedzinie muzyki klasycznej i jazzowej.

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r.
*Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Źródło DlaPolonii.pl




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.