Ryszard Michalak z Rzymu: Niosę pomoc potrzebującym

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Panem Ryszardem Michalakiem. Od bardzo wielu lat z woli serca, dobroci i bezinteresowności zajmuje się osobami, które potrzebują pomocy w Wiecznym Mieście. Pośród nich są to zarówno Polacy jak i obywatele innych krajów. Poznajmy historię Pana Ryszarda.

.

.

-Od jak dawna mieszka Pan w Rzymie?

-32 lata. Nie ukrywam, że znalazłem się tu z powodów ekonomicznych. W połowie stycznia 1994 roku znalazłem się tu z małymi dziećmi.

Jakie były początki we Włoszech?

Myślałem, że uda mi się szybko znaleźć pracę. Ale jako 47. letni wówczas mężczyzyzna nie było to łatwe. Stałem na tzw. stójkach do pracy. Niestety wybierali zawsze młodszych, a ja zostawałem. Zacząłem rozglądać się za czymś innym. Był to czas kiedy nie było tanich lotów, turystów z Polski było znacznie mniej. Zacząłem oprowadzać grupy. Wcześniej studiowałem religioznawstwo, pasjonowałem się mitologią, więc praca przewodnika nie była dla mnie trudna. Oprowadzałem po Rzymie przez 23 lata do czasu kiedy przeszedłem na emeryturę. Dodatkowo stan zdrowia zaczął szwankować. Myślę, że byłem dosyć dobry przewodnikiem. Podobał się mój głos, jego modulowanie, sposób oprowadzania. Porównywano mnie do gawędziarzy krakowskich: prof. Wiktora Zina i Leszka Mazana. Do moich grup dołączali się również cudzoziemcy i słuchali z zainteresowaniem. Odważniejsi podchodzili i pytali o język w jakim oprowadzam i nie chcieli uwierzyć iż język polski może tak wspaniale brzmieć.

Lubił Pan ten zawód?

Tak, byłem pasjonatem. Polacy najbardziej lubili chodzić do Watykanu, zwiedzać Muzea Watykańskie. Robiłem też Rzym barokowy lub antyczny, oprowadzałem szlakiem rzymskich fontann i szlakiem popularnej książki Anioły i Demony. Dodatkowo organizowałem wycieczki dla Polaków. Jeździeliśmy do do Monte Cassino, Wenecji, San Marino, Viserbo, Florencji, Caserty, Sorrento, Positano, Amalfi, Capri. Potem była Francja, Londyn i Barcelona.

Pracę przewodnika zaczynał Pan w czasie kiedy Papieżem był jużJan Paweł II…

Miałem okazję spotkać Go w sumie 9 razy na prywatnych audiencjach. Na początku pytał o moje imię, a później już mnie rozpoznawał. Pamiętam jak rozmawialiśmy o Jugosławii, chodziło o Bośnię i Hercegowinę. Wtedy po cichu powiedział: Muszę tam pojechać… i faktycznie dwa tygodnie później w czasie modlitwy na Anioł Pański oświadczył, że wybiera się do Sarajewa. Później los sprawił, że finalnie pojechał do Banja Luki.

Jak to się stało, że wyszedł Pan z inicjatywą spędzania Świąt z osobami, które potrzebują pomocy?

Tak się stało, że w życiu dwukrotnie ktoś mi pomógł. Jak stanąłem na nogi powoli zacząłem układać swoje życie. Wynająłem mieszkanie, kupiłem auto. Wiedziałem, gdzie mieszkają Polacy bez dachu nad głową. Pod mostem Porta Portese mieszkało około 70 rodaków. Tam rodziły się nawet dzieci. Wniszy pod innym mostem mieszkało kilkunastu Polaków, inni na stcji Ostiense, w wagonach stojących na bocznicy, w parku na końcu ulicy San Saba oraz samotnicy w różnych miejscach niszowych.

Pomagałem im w różny sposób. Miałem broszurę z informacjami, gdzie mogą skorzystać z wyżywienia, wykąpać się czy otrzymać odzież. Poznałem zakonnika, nazywał się Ojciec Stanisław. Był w kontakcie z lekarzami, którzy mogli bezpłatnie zlecać badania. Bezdomni mogli skorzystać z tych usług, np. leczyć czy usunąć ząb. Czasem potrzebny był lekarz specjalista. Pomagałem również uciekinierom z tzw. obozów pracy. Podpowiadałem co mają zrobić, tłumaczyłem jakie są metody powrotu do Polski. Wskazywałem stołówki, gdzie mogli się wyżywić. Udostępniałem też łazienkę w moim mieszkaniu. Przez blisko 3 lata opiekowałem się społecznie w porze nocnej inwalidką włoską na wózku.

Jaka jest obecnie sytuacja z Polakami bez mieszkania w Rzymie?

W tej chwili część tych bezdomnych Polaków wróciła do Polski, część niestety zmarła. Z moich wyliczeń średnio 10 do 12 osób rocznie umierało, w tym 2 kobiety. Kilka lat temu przyjechała do mnie polska ekipa telewizyjna i nagrała dokument o bezdomnych oraz o obozach pracy. Ta ekipa również nakręciła film o mnie Brylantowy Jubileusz, który został umieszczony na Youtube.

.

.

Kiedy zaczął Pan zapraszać osoby na Święta?

To było na pewno pod koniec lat 90.tych. W 1999 roku przyjechali Ukraińcy i przez 2 lata przychodzili do mnie. Pomagałem im, zapraszałem na polskie święta, ale organizowałem im i też święta prawosławne. Pożyczałem czasami pieniądze i o ile Ukraińcy oddawali, to Polacy, którym pożyczałem nie wywiązywali się z obowiązku.

Od kilku lat publikuje Pan apele na mediach społecznościowych i zaprasza do siebie na Święta…

Od 3 czy 4 lat daje ogłoszenia na każde Święto Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy. Niestety mam problemy zdrowotne, mało się ruszam. Wcześniej rozwoziłem jedzenie świąteczne po różnych miejscach, również do osób mieszkających pod mostem. Byli Ci, którzy mieszkali w wagonach kolejowych i innych miejscach. A wszystko zaczęło się od Wigilii 1997 roku kiedy udałem się po rybę na bazar na Placu Vittorio Emanuele, tuż przed jego zamknięciem. Od właściciela straganu otrzymałem gratis dwie kasety ryb. Wpagłem na pomysł, że je usmażę, dodam bigos i pierogi, które zawsze robię w dużej ilości i je zamrażam, to tym razem rozwiozę potrzebującyn.

Chcę nadmienić, że w Rzymie znajduje się około 360 punktów darmowego wydawania posiłków. Natomiast jest problem z noclegowniami. Kobiety czy kobiety z dziećmi mają większą szansę, by tam się dostać. Z mężczyznami jest gorzej. Dlatego bezdomni ustawiają jakieś budy i tam śpią. Oni nie myślą o przyszłości. Niestety wśród tych osób istnieje poważny problem alkoholowy.

Jak wyglądały Pana Święta w 2025 roku?

Przede wszystkim przyjechały do mnie dzieci i wnukowie. Na Wigilię nie zgłosił się nikt z Polaków. Wstąpiłem do mojej międzynarodowej organizacji i zaprosiłem 3 studentów z Ameryki Południowej.

Zgodził się Pan udzielić wywiadu, bo chciałby Pan żeby w przyszłości inni robili to samo co Pan…

W zeszłym roku niektórzy komentujący moje zaproszenie na Wielkanoc, a było ich łącznie z polubieniami ponad 500, oferowali rozpoczęcie podobnej inicjatywy do mojej. Wiem, że wszystko zależy od charakteru człowieka. W moim przypadku od dziecka byłem organizatorem i społecznikiem. Niektórych deklarantów z pewnością na to stać.Działam również w Polsce, udzielając pomocy finansowej dla płatnych operacji dzieci czy pomocy po pożarze. Jako Kawaler Zakonu Maltańskiego mam przywilej pasowania na rycerzy lub zakładania stowarzyszeń rycerskich. W trzech uroczystościach pasowałem 18 osób, które uważałem iż będą niosły różnego rodzaju pomoc potrzebującym.

.

.

.

Ufundowałem pobyt czterodniowy 9 – osobowemu chórowi dziewczęcemu z Aleksandrowa Kujawskiego. Pochodzę z Ciechocinka i tam podpowiadam, jak pomóc temu uzdrowisku. Kilka moich propozycji zrealizowano. Ostatnio  postanowiłem ufundować pomnik oraz zakup sześciu kryształowych żyrandoli na popularny deptak, żeby tworzyły wieczorową porą typ salonu. Kilkanaście lat temu ufundowałem koncert Czerwonych Gitar dla ok. 6 tys. mieszkańców i kuracjuszy. Udzielam się organizacyjnie w stowarzyszeniu absolwentów mojej szkoły wojskowej. Na YouTubie można znaleźć filmy o mnie.

Dziś jako 78-letni, schorowany na wiele chorób i głęboko niedowidzący inwalida, sam wymagam pomocy. Na dodatek z końcem marca kończy mi się kontrakt na mieszkanie i właściciel nie zamierza przedłużyć. Może ktoś zechce podać mi dłoń.

Jest Pan aktywny na różnych frontach…

Tak jest, że wtedy podwyższa mi się adrenalina i lepiej żyję.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Aleksandra Seghi.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *