Z cyklu opowiadania, cz.2: Szacuję pana na dwadzieścia osiem groszy

Kiedyś usłyszałam taką opowieść od jednego staruszka, miał towarzyszkę w podróży i chcąc odpocząć usiedli oboje na ławie niedaleko domu mojego dziadka w cieniu starej rozłożystej kwitnącej gruszy, pięknie było wtedy na świecie, serce się radowało tak patrząc na ten świat mój rozmówca mówił i laską tak sobie stukał i stukał, jakby chciał powiedzieć, że to o czym mówi jest warte zapamiętania. Wynikało z rozmowy, że jego dziadek służył u wnuka wielmożnego pana, o którym będzie to całe opowiadanie. Działo to się w jednej wsi królewskiej na Podlasiu, na długo przed dwiema wojnami światowymi. Mieszkał tutaj wielmożny pan bardzo bogaty, a na wypoczynek często wyjeżdżali do Włoch z rodziną. Ale na ile był majętny, to na tyle surowy, a zwłaszcza dla swoich poddanych. I ten pan nie chciał kościołowi oddawać dziesięcinę, a pleban, o którym będzie mowa, pamiętając przysięgę jaką czynił przy instytucji na Beneficjum, przypominał panu, by dziesięcinę nie odciągał, lecz dał to co kościołowi się należy. Przez ciągłe szeptanie mu do ucha wzbudziło w nim taką nienawiść, że zaczął rozmyślać, w jaki sposób pozbyć się plebana.

Pewnego razu wezwał go do siebie, i zadał mu trzy kwestie do odgadnięcia, stanowczo podkreślając, że jeśli ich nie rozwiąże, utraci Beneficjum na zawsze. A na okolicę pan był znany w zadawaniu zagadek, i na tyle inteligentny, że nawet z niczego potrafił zrobić coś wielkiego, a jeśli ktoś nie potrafił rozgryźć, dokuczał niesamowicie. Pierwsze pytanie było za jaką cenę szacuje jego samego. Drugie, żeby odgadnął, gdzie leży środek całego świata A trzecią zagadką, jak daleko od siebie chodzą szczęście z nieszczęściem. Dał mu trzy dni do zastanowienia. Po trzech dniach pleban przyszedł do dworu. Zastał pana mocno zamyślonego, siedzącego w fotelu, ale gdy zobaczył gościa, pilnie go obserwował, bo strasznie był ciekaw czy zagadki odgadnie. Na zaproszenie pleban usiadł naprzeciw pana i zaczął mówić z wolna patrząc prosto w oczy.

– Po pierwsze, szacuję pana na dwadzieścia osiem groszy, nie dam więcej, bo za Chrystusa dano nędznych trzydzieści.

– Na drugie pytanie, gdzie się znajduje środek ziemi, tu wielmożny panie, tu w tym miejscu, gdzie szanowny pański dwór stoi, a jeśli mi nie wierzysz, zmierz go na wszystkie strony i tyle samo ci wyjdzie.

– Na trzecie pytanie, jak daleko szczęście z nieszczęściem chodzą, myślę, że jednym noclegiem, bo wczoraj był smutnym, a dzisiaj wesołym. Czy dogodziłem wielmożnemu panu odpowiedzią w tłumaczeniu tych dwuznacznych kwestii?

Zadumał się pan mocno i na razie nic nie odpowiedział. Po chwili chrząknął głośniej, i zaczął mówić, widać było, że i pan na owe pytania się przyszykował:

– A teraz ty mnie posłuchaj. Co głowa to i rozum, i z owego rozumu roztropność wychodzi. Według mojego mniemania można i tak odpowiedzieć, po pierwsze, po śmierci w środku ziemi każdy człowiek czy w grobie czy w dole pochowany będzie, i pod nim, i przy nim ziemia będzie i jednakowa cena za człowieka. Po drugie, żyjący człowiek dopóki jest zdrowy wielce szacowany i do Anioła podobny, ale po śmierci staje się obrzydliwym i śmierdzi fetorem, i tak czy inaczej do środka ziemi idzie. Po trzecie nie daleko chodzi szczęście od nieszczęścia, doznał tego ewangeliczny bogacz, bo we dnie biesiadował, a w nocy diabli go wzięli, z ciałem i z duszą. Westchnął pan głęboko, i tak się odmienił po tej rozmowie, że wszystkie pretensje, jakie żywił do plebana postanowił zapomnieć. A sługom swoim należności pozapłacał, prowizje klasztorom i kościołom pooddawał i prawie połowę swoich dóbr przeznaczył dla ubogich.

Autorka opowiadania: Celina Rapa




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

− 4 = 3