Tradycje pałuckie: Śledzik czyli podkoziołek

Wtorek przed środą popielcową jest ostatnim dniem na zabawy w tym dniu po Pałukach chodzą orszaki. Byli to mężczyźni przebrani za kozę, bociana, niedźwiedzia – owiniętego w grochowiny-, konia, kominiarza, dziada i babę, cygana i cygankę, odwiedzali kolejno mieszkańców, którzy ich częstowali jadłem oraz napitkami. Wieczorem baby przyjeżdżały wozem przystrojonym na biało pod ich dom i zabierały je do karczmy, gdzie organizowano zabawy. W tym dniu za zabawę płaciły panny. Orkiestra miała na stoliku talerz i był przykryty drugim talerzem, lub lnianym obrusem a obok niego stał wystrugany z brukwi kozioł, bywała też figurką nagiego młodzieńca przepasanego kawałkiem skóry z kozła. na ten talerz panny kładły zapłatę. Podczas zabawy śpiewano przyśpiewki. Tradycją było ,że panny na podkoziołka przynosiły też na poczęstunek dla uczestników kiełbasy ciasta i pączki. O północy skrzypek klękał i zrywał struny na znak, że zaczął się post, potem obsypywano wszystkich po głowach popiołem i kończono zabawę. Młode mężatki natomiast musiały się wkupić czyli stawiać wódkę i jadło , jeśli ich nie było na to stać to płacił za nie mąż . Musiał wykonywać różne figle i zabawiać resztę. Kazano mu na przykład udawać koguta. Potrawą, która nie mogła zabraknąć w tym dniu był śledź pod każda postacią.

Sledzie z beczki tak zwane pełne

Krzysztof Leśniewski, ekspert od kuchni pałuckiej poleca na te okazje: Śledzia w zalewie wiśniowej.

Tekst i fotografie pochodzą z książki Krzysztofa Leśniewskiego pt. Kuchnia pałucka.




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.