Według ostatnich statystyk podanych na stronie www.tuttitalia.it/toscana/statistiche/cittadini-stranieri/polonia/ 1 stycznia 2024 roku w Toskanii mieszkało 6319 Polaków. To dość sporo i dobrze, że wśród nich znalazły się osoby, które poprzez proponowanie różnych inicjatyw pragnęły integracji i wspólnego działania toskańskiej Polonii.
Bardzo ważną, wręcz kluczową sprawą dla polskiej społeczności w Toskanii była działalność Polsko – Włoskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Toskanii założonego w 1997 roku. Ale zanim ono powstało rodaczki tworzyły małe grupy, które powoli zawiązały się w większą wspólnotę. Tak wspomina ten czas Halina Lorenc Antonangeli:
– Pierwszy raz uczestniczyłam we mszy świętej w języku polskim w 1974 roku. Pamiętam, że byłam wtedy w bardzo zaawansowanej ciąży i zabrała mnie autem Maria Gratkowska Scarlini. Do Florencji przyjeżdżał ksiądz Marian Burniak i odprawiał msze w Kościele Santa Maria nel Campo na via del Proconsolo. Muszę powiedzieć, że kościół był wtedy pełen. To wydarzenie religijne odbywało się niestety tylko raz w roku, mniej więcej w styczniu. A po mszy wszyscy szliśmy na obiad. Ta tradycja utrzymała się również przez całe istnienie później założonego Polsko – Włoskiego Stowarzyszenia. Zazwyczaj jedliśmy we florenckich restauracjach, w salce przy kościele lub Palazzo Borghese. Ale czasem też któraś z Polek zapraszała wszystkich do domu. W obiadach uczestniczył Eugenio Giani, wtedy radny i asesor we Florencji, a obecny Prezydent Regionu Toskanii.
Przed 1997 rokiem spotykałyśmy się jako polska wspólnota mniej więcej raz w tygodniu, zazwyczaj w niedzielę, w Casa del Guidi w Sesto Fiorentino. Polki przyjeżdżały wtedy z mężami Włochami.
.

.
Już wtedy zawiązywały się pierwsze inicjatywy społeczne takie jak np. wieszanie tablic upamiętniających pobyt znanych Polaków we Florencji. Takich tablic ufundowano wiele, np. w 2000 roku na Piazza D’Azeglio 9 Władysławowi Stanisławowi Reymontowi, a w 2011 roku na Viale Poggio Imperiale 10 Stanisławowi Brzozowskiemu.
Polsko – Włoskie Stowarzyszenie Kulturalne w Toskanii powstało 25 listopada 1997 roku. Polki na czele z Prezes Stowarzyszenia Marią Gratkowską Scarlini rozpowszechniały wiedzę o Polsce, o polskiej kulturze, historii oraz tradycjach. Organizowano dużo koncertów, wystaw czy spotkań autorskich. Maria była wulkanem energii, miała głowę pełną pomysłów i nie istniały dla niej żadne przeszkody. Jej koleżanki ze Stowarzyszenia zawsze powtarzały, że „Marysię kiedy wyrzucano za drzwi to ona i tak wchodziła oknem”.
.

.
Przez wszystkie lata działalności Stowarzyszenie współpracowało ze Związkiem Polaków we Włoszech, a Maria Gratkowska Scarlini przez pewien okres pełniła również stanowisko Wiceprezesa tej organizacji. 13 listopada 2011 roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaczył Marię Gratkowską Scarlini medalem „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Odznaczenie wręczył Andrzej Mencwel, profesor w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego (link tutaj). Natomiast w listopadzie 2015 roku w Ambasadzie RP w Rzymie została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi RP (link tutaj). Miała wielkie serce i przez całe swoje życie oddana była Polsce oraz Polakom. We Florencji oraz okolicach pomagała rodakom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, brała też pod swój dach Polki, które straciły pracę we włoskich domach.
Jedną z członkiń Stowarzyszenia była Halina Lorenc Antonangeli, która w 2010 roku objęła stanowisko Wiceprezesa tej organizacji.
– Chciałyśmy pokazać ludności florenckiej historię Polski i polską kulturę – wspomina – robiłyśmy wystawy, spotkania autorskie. Zapraszałyśmy artystów z Polski. Jedną z nich była na przykład pianistka Ewa Pobłocka. Czasem były jakieś wycieczki w polonijnym gronie. Raz zorganizowany był wyjazd z Florencji do Genui na sztukę Mrożka. Byłyśmy też obecne na uroczystościach w Monte Cassino. Poza tym przez wiele lat walczyłyśmy o to, żeby mieć polskiego księdza we Florencji. Polki, które tutaj pracowały, nie miały miejsca do spotkań i przez jakiś czas umawiały się na schodach kościoła Świętego Wawrzyńca. Los sprawił, że w tym kościele był polski ksiądz, który dał rodaczkom salkę do użytku. Mogły sobie tam zrobić kawę czy herbatę i oczywiście pobyć w polskim gronie. Później z Polski przyjechał ksiądz Grzegorz Sierzputowski i objął parafię przy kościele Santa Lucia. Co niedzielę odbywają się tam msze święte w języku polskim, a po niej Polki spotykają się w salce parafialnej na obiedzie oraz spędzają ze sobą popołudnie.
Obecnie ksiądz Sierzputowski zajmuje się trzema florenckimi parafiami. W kościele Santa Felicita przy Moście Złotników kilka razy w roku odbywają się polskie koncerty.
.

.
– W 1996 roku w jednej z sal w tym właśnie kościele zorganizowałyśmy wydarzenie związane z otrzymaniem nagrody Nobla przez Wisławę Szymborską. Czytałyśmy jej poezje – wspomina Halina Lorenc Antonangeli – Było to jeszcze przez założeniem Stowarzyszenia. Natomiast jak już ono działało to w Narodowej Bibliotece we Florencji zorganizowałam konferencję oraz wystawę na temat Adama Mickiewicza.
Jola Tałaj, która też należała do wyżej wymienionego Stowarzyszenia, podkreśla jak bogata i zróżnicowana była współpraca polskiej organizacji z władzami Florencji:
– Trzy razy brałyśmy udział w Karnawale Florenckim. Idea wyszła od Eugenio Giani, kiedy był odpowiedzialny za stosunki międzynarodowe w Gminie Florencji. Były to pochody w centrum miasta. Paradowałyśmy wraz z innymi nacjami, które były wtedy obecne na terenie Florencji. Szli między innymi Chińczycy, Japończycy, Brazylijczycy, Norwedzy, Węgrzy itd. Niektóre Polki zakładały własne tradycyjne ubrania, a niektóre pożyczałyśmy rodaczkom czy osobom, które chciały z nami iść w pochodzie. Miałyśmy stroje lubelskie i krakowskie. Przygotowanie do parady odbywało się u mnie w domu, bo było to mieszkanie najbliższe punktu wyjścia czyli Piazza Ognissanti. W tamtym okresie mieliśmy dobry kontakt z Wieliczką, braterstwo miast. I przyjechał do nas Młodzieżowy Zespół Ludowy w strojach krakowskich z Lajkonikiem oraz w strojach z Pragi warszawskiej. Paradowali przez samo centrum miasta. Wszystko kończyło się na Piazza della Signoria. Eugenio Giani zawsze o nas pamiętał. Nagradzał nas pamiątkowymi tabliczkami z tych wydarzeń. Było przy tym dużo radości. Z tych przebieranek narodziło się małżeństwo. Tais, Włoszka urodzona w Brazylii, poślubiła Wojtka i mają córkę Miriam. Pomyśl, jakie historie się za tym wszystkim kryją – z uśmiechem opowiada Jola.
.

.
W 2014 roku Stowarzyszenie zainaugurowało w salach Urzędu w Sesto Fiorentino wystawę o Kopalni Soli w Wieliczce. W 2017 roku udzielono patronatu nowo powstałej Szkole Polskiej z siedzibą w Pistoi (link tutaj). Był to bardzo ważny moment dla polskiej społeczności w Toskanii, a szczególnie dla najmłodszych. Zawiązały się nowe znajomości i wiele przyjaźni. Organizowane były różne spotkania, w tym na przykład wspólna Wielkanoc w ogrodzie parafii, w której odbywały się zajęcia szkolne. Należy tu wspomnieć o księdzu Tomaszu Chałupczaku, który był związany z Włochami już od czasów studiów. To on pozwolił, by zajęcia szkolne odbywały się najpierw w parafii Vergine w Pistoi, w Centrum Jana Pawła II, które stworzył od samych podstaw. Później, wraz z przeniesieniem księdza do innej parafii, nauka języka polskiego odbywała się w San Pantaleo, w okolicach Pistoi.
.

.
W 2018 roku po koncercie zorganizowanym na cześć Święta 3 maja Prezes Stowarzyszenia Maria Gratkowska Scarlini powiedziała dla naszego portalu:
– Chodzi nam szczególnie o to, żeby pokazywać środowisku włoskiemu, w którym żyjemy, naszą wielką kulturę, nasze wielkie świętowania i dlatego przynajmniej dwa razy w roku Stowarzyszenie stara się uczcić tak bardzo pięknie te dwie rocznice (red. 3 maja oraz 11 listopada, link do relacji z wydarzenia tutaj).
Członkinie Stowarzyszenia brały udział w spotkaniach literackich w Kawiarni Astra we Florencji. Były to wydarzenia organizowane raz w tygodniu, w środę, przez Fundację Romualdo Del Bianco we współpracy z Centro Congressi al Duomo oraz miejskimi stowarzyszeniami kulturalnymi w ramach programu Life Beyond Tourism. Dotyczyły czterech państw, które zawarły przyjaźń w stolicy Toskanii. Chodziło o Włochy, Polskę, Republikę Czeską oraz Węgry. Na przemian członkowie z danego kraju przygotowywali program kulturalny mający na celu lepsze zrozumienie różnych kultur.
.

.
– Dzięki działalności Stowarzyszenia utrzymywałyśmy polską tożsamość – podkreśla Halina Lorenc Antonangeli.
Przez lata członkinie Stowarzyszenia opiekowały się polskimi grobami we Florencji oraz okolicach. Dzięki tej działalności zostały przeprowadzone prace renowacyjne grobu pisarza i filozofa Stanisława Brzozowskiego (link tutaj) na cmentarzu w Trespiano koło Florencji. Co roku przedstawicielki organizacji składały na grobie kwiaty oraz zapalały znicze.
.

.
Po 25 latach Stowarzyszenie przestało istnieć, a podobnej działalności podjął się powstały Konsulat Honorowy we Florencji i Toskanii. 20 lipca 2021 roku Ambasador RP w Rzymie Anna Maria Anders oficjalnie przyznała stanowisko Konsula Honorowego RP na Florencję i i całą Toskanię Stefanowi Barlacchi. Było to wydarzenie od lat oczekiwane na tym terytorium. Członkinie Polsko – Włoskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Toskanii starały się o to przez cały okres ich działalności.
– Od momentu kiedy zostałem członkiem Rady Nadzorczej Fundacji Romualdo Del Bianco, będąc odpowiedzialny za stosunki z Polską, poświęciłem moją działalność kulturalną organizowaniu spotkań z Polonią i dla Polonii, wspaniale reprezentowanej przez przyjaciółki ze Stowarzyszenia Włosko- Polskiego w Toskanii. Pozwoliło mi to pogłębić swoją wiedzę o polskim świecie, o obyczajach i tradycjach, które sprawiły, że zakochałem się w tym środowisku i jego specyfice – powiedział nam Konsul w sierpniu 2021 roku (wywiad tutaj).
Dzięki bardzo aktywnej działalności Konsulatu RP we Florencji i Toskanii możliwa jest integracja tutejszej Polonii. Z roku na rok na spotkania przychodzi coraz więcej osób. To co widać na pierwszy rzut oka to różnorodność wiekowa, dlatego z całą pewnością możemy mówić tu o wielopokoleniowej integracji. Potrzeba wspólnoty, dzielenia się tradycjami, szerzenia kultury jest w każdym z nas. Kiedy przed publicznością występują dzieci dwujęzyczne, recytują czy śpiewają po polsku, zarówno młodym jak i tym starszym kręci się łezka w oku. Konsul Honorowy Stefano Barlacchi jest szczęśliwy z efektów działań Konsulatu na rzecz toskańskiej Polonii.
.

.
W tym roku, dzięki wielu staraniom Konsula, po raz pierwszy została powołana siedziba wyborcza we Florencji i można było głosować w wyborach prezydenckich w Polsce. Podczas II tury głosowało tam 1857 obywateli polskich (szczegółowe dane tutaj), dzięki czemu siedziba ta uplasowała się na trzecim miejscu, po Rzymie i Mediolanie, wśród wszystkich miast we Włoszech, w których można było głosować na prezydenta RP.
.

.
Wspomniane wyżej recytacje i występy muzyczne odbywają się dzięki otwartej rok temu Szkole Polonijnej. W 2024 roku powstało Stowarzyszenie Włosko – Polskie w Toskanii. Zarząd powołał do istnienia Szkołę Polonijną ABC we Florencji. Jest to obecnie jedyna placówka w Toskanii oferująca lekcje języka polskiego dla dzieci i młodzieży. Zajęcia prowadzone są dwa razy w miesiącu, w soboty. Założeniem szkoły jest nauczanie języka polskiego oraz kultury polskiej. Uczniowie odkrywają swoje korzenie, pielęgnują wartości oraz tradycje. Każda lekcja wzbogaca o wiedzę o kraju i zwiększa kompetencje ucznia. Realizowane są projekty promujące Polskę oraz język polski (informacje z bazy danych szkół ORPEG, link tutaj). Powołanie do życia tego Stowarzyszenia odgrywa ważną rolę w życiu toskańskiej Polonii, szczególnie młodego pokolenia. Tak jak w przypadku Konsulatu Honorowego RP we Florencji i Toskanii również w szkole powstała biblioteka, w której uczniowie i rodzice mogą wypożyczać książki w języku polskim.
– Bardzo dobrze, że jest Szkoła Polonijna we Florencji. Widzimy ilu jest chętnych rodziców, którzy chcą zawozić swoje pociechy na lekcje języka polskiego – mówi Halina Lorenc Antonangeli.
.

.
Toskania słynie na cały świat i przyjeżdżają tu turyści z każdego zakątka ziemi. Stąd w tym regionie znajduje się wiele baz noclegowych, również prowadzonych przez Polaków. Są to bad & breakfast, agroturystyki czy wille wakacyjne. Z wielką chęcią przyjeżdżają do nich nasi rodacy, gdyż czują się jak u siebie w domu. Mogą porozumiewać się w ojczystym języku, co bardzo przełamuje niewidzialne bariery i jednocześnie ułatwia kontakt.
– Przyjechałam do Włoch około 1978 roku. Przez zbieg okoliczności zostałam zatrudniona w Ambasadzie RP na via Rubens jako polonistka do prowadzenia lekcji języka polskiego dla dzieci pracowników Ambasady, które po powrocie do Polski miały przerabiać program szkoły polskiej. To utrzymanie kontaktu z językiem, polskie historie, legendy pomagały dzieciom zachować biegłość języka – początki pobytu Marii Bandoni miały miejsce w stolicy Włoch. Później jednak los sprawił, że przeniosła się do Toskanii.
– W niedługim czasie, po wyjściu za mąż, zmieniłam miejsce zamieszkania na Lukkę. Tam spotkałam kilka Polek, które miały tu rodziny i już zasymilowały się. Ich dzieci wprawdzie mówiły łamaną polszczyzną, ale znały na tyle język, by móc się komunikować. Natomiast biegle porozumiewały się po włosku. Każda z rodzin w innym stopniu kładła nacisk na utrzymanie u dzieci żywego polskiego języka – wspomina Maria.
Pomysł stworzenia willi wakacyjnej z naciskiem na turystykę z Polski okazał się strzałem w dziesiątkę, jednakże wymagał dodatkowej pracy. Dzięki zachowaniu polskości przez Marię rodacy czują się u niej wyśmienicie.
– Po wyremontowaniu osobnych części mieszkalnych naszego domu, które stawały się oddzielnymi apartamentami, zaczęli do nas przejeżdżać goście zainteresowani historią tego miejsca oraz okolicy. I tym samym rozpoczęła się edukacja, jak by nie było nawyk zawodowy. Trzeba było mieć przygotowane mapki, broszury, linki z informacjami. Polski turysta zawsze chce dużo zwiedzić. Miał więc wręczoną mapę okolicy, zaznaczone interesujące miejsca takie jak np. krzywa wieża w Pizie (plus wzmiankę o Galileo Galilei), Vinci skąd pochodził Leonardo Da Vinci, Certaldo gdzie żył Boccaccio, zamek Ariosta w Garfagnana. To wszystko było nauczane w polskich szkołach. Myślę, że gościom zależało niejako zdać egzamin przede mną. Z zainteresowaniem oglądali wszystko podczas pobytu, po czym zdawali mi obszerne relacje.
.

.
W Toskanii nie brakuje polskich akcentów o czym dumnie opowiada nasza rodaczka z Lukki:
– Szczególną uwagą wśród turystów cieszą się polskie ślady. Tu w okolicy znajduje się Villa Oliva, której właścicielem był ongiś Karol Poniatowski, syn brata Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jest on pochowany w kaplicy willi. Obiekt zwiedza się za opłatą, ale można też tylko podjechać i zobaczyć miejsce zza bramy, wczuć się w historię. Moi goście z Polski z zainteresowaniem artystycznym są również informowani o polskim rzeźbiarzu Igorze Mitoraju, który żył i tworzył w Pietrasanta. Kto się tam wybrał był wdzięczny za informację.
Drzwi Villi Costa otwarte są nie tylko dla turystów ale i dla artystów, szczególnie rodaków. Poprzez występy Polaków posiadłość Marii stała się ważnym miejscem dla polskiej społeczności w okolicach Lukki i nie tylko. Na lipcowy koncert przyjechała Polonia aż spod Sieny.
– My, Polki w okolicy, znamy się dobrze, ale z wiekiem widujemy się coraz rzadziej. Przekazujemy sobie telefonicznie wiadomości rodzinne. Ostatnio jednak znajome stawiły się licznie u mnie na szybko zorganizowanym koncercie w niedawno odremontowanej sali. Wystąpił młody klawesynista Stanisław Łopuszyński z Warszawy. Liczne osoby przybyły z potrzeby serca, a pod wpływem mazurków i polonezów odczuliśmy więź, która nas łączy – ze wzruszeniem wspomina Maria.
.

.
W Toskanii mieszka wielu polskich księży i zakonników. Pełnią posługę duszpasterską w jednej bądź kilku parafiach. Pisałam wcześniej o księdzu Grzegorzu Sierzputowskim z Florencji. Kolejną, bardzo aktywną osobą w tym regionie jest Ojciec Elzear Nowak:
– W 2008 roku zostałem skierowany do naszego klasztoru we Viareggio. Jest to klasztor, który rok wcześniej nasza franciszkańska Prowincja z siedzibą w Katowicach przejęła w ramach pomocy toskańskiej Prowincji, zmuszonej do jego zamknięcia z powodu braku powołań. Pierwszą moją funkcją w tym miejscu była posługa kapelana szpitala w Lido di Camaiore. Po czterech i pół roku zostałem wikarym parafialnym – najpierw w tutejszej parafii, a następnie w pobliskim Torre del Lago. Duża zmiana nastąpiła w 2016 roku, kiedy mianowano mnie proboszczem parafii Świętego Antoniego. Posługę tę pełnię nieprzerwanie od dziewięciu lat.
Pomimo, że jest to włoska parafia i większość wiernych przychodzących do kościoła to Włosi, Ojciec Elzear pamięta o Ojczyźnie oraz swoich rodakach.
– Wraz ze współbraćmi nigdy nie zapomnieliśmy o naszych polskich korzeniach. Jeszcze kilka lat temu w każdą pierwszą niedzielę miesiąca odbywała się w naszym kościele Msza święta w języku polskim. Początkowo uczestniczyło w niej 30 – 40 osób – były to głównie polskie rodziny mieszkające na stałe w okolicy oraz panie pracujące jako opiekunki osób starszych. Z czasem jednak frekwencja spadała, m.in. z powodu powrotu do Ojczyzny, braku nowych miejsc pracy czy śmierci uczestników. Gdy któregoś razu przyszła na Mszę tylko jedna osoba, zdecydowaliśmy się ograniczyć tę posługę do celebracji w Boże Narodzenie i Wielkanoc. Pozostajemy otwarci na potrzeby rodaków. Szczególnym momentem łączącym Polaków jest wielkanocne święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Jesteśmy także do dyspozycji grup pielgrzymów proszących o Mszę świętą w języku polskim. Coraz częściej zgłaszają się też pary, które pragną zawrzeć sakrament małżeństwa po polsku i proszą nas o pomoc. Kilka spotkań organizowanych przez Konsulat Honorowy RP we Florencji i Toskanii odbyło się nawet przy naszej parafii. Każdego roku przedstawiciel Konsulatu uczestniczy w wielkosobotnim święceniu pokarmów. Kilka lat temu zorganizowano także bożonarodzeniowe spotkanie dla Polaków. Obecnie planowane jest Narodowe Czytanie właśnie w naszej parafii.
.

.
Polski Ojciec zadbał też o to, by w jego toskańskiej parafii były polskie akcenty tak ważne dla wiernych.
– W kościele parafialnym można znaleźć elementy nawiązujące do polskiej tradycji i kultury: figurę Świętego Jana Pawła II, największego z Polaków, oraz obraz Jezusa Miłosiernego, którego kult wyrósł z polskiej ziemi.
.

.
Wraz z zakonnikami prowadzi stołówkę dla biednych, do której zdarza się, że przychodzi rodak.
– Pomoc Polakom to nie tylko duszpasterstwo. Przy naszej parafii od wielu lat działa stołówka dla ubogich. Wśród jej gości byli także Polacy. Szczególnie w pamięci zapisało mi się trzech z nich – każdy z inną historią, ale wszyscy po trudnych przejściach. Niestety, los Zbyszka i Romana zakończył się tragicznie – obaj zmarli niemal na ulicy. W przypadku Zbyszka musiałem interweniować, gdyż miejscowe władze nie zamierzały kontaktować się z Konsulatem RP, by poinformować o śmierci obywatela. Udało mi się dotrzeć do jego rodziny w Polsce i ostatecznie został pochowany w Ojczyźnie.
Ojciec Elzear ma ogromne serce i pomimo wielu obowiązków nigdy nie odmówi pomocy potrzebującym.
– Inaczej potoczyły się losy Grzegorza, który żyjąc na ulicy, ciężko zachorował. Jego stan był poważny, a bez stałej opieki jego historia mogła skończyć się podobnie. Udało się jednak nawiązać kontakt z jego rodziną w Polsce i namówić go do powrotu – co wcale nie było łatwe. Przy pomocy Konsulatu we Florencji załatwiono mu dokumenty, a nasza parafia sfinansowała podróż wraz z opiekunem. Niedawno rozmawiałem z jego rodziną – rehabilitacja przebiega bardzo dobrze. Takie historie ogromnie cieszą i pokazują, że nigdy nie można tracić nadziei. A pamięć o swoich korzeniach jest niewątpliwie źródłem dumy i radości, pomagającym w wypełnianiu powierzonych mi zadań.
Pomimo, że z dala od Ojczyzny, to na szczęście większość Polaków stara się utrzymać polską tożsamość za granicą. Jednocześnie poprzez pokazanie polskości, przedstawianiem naszego kraju w obecnym miejscu zamieszkania, stajemy się niejako ambasadorami Polski. Włosi licznie przychodzą na polonijne spotkania, nie są to tylko mężowie czy włoska rodzina. Ale również sympatycy Polski. Polska społeczność jest zapraszana do współorganizacji różnych wydarzeń. W przypadku Toskanii dzięki istniejącej Szkole Polonijnej, działającemu Stowarzyszeniu czy Konsulatowi Honorowemu RP oraz aktywności polskich księży bądź prywatnych osób możliwa jest lokalna integracja na dużą skalę. Zachowanie kultury, tradycji oraz języka jest bardzo ważne nie tylko dla nas samych, ale również dla kolejnych pokoleń. Nasze dzieci pomimo tego, że urodziły się we Włoszech, są również Polakami. I są naprawdę z tego dumne.
.

.
Korespondencja z Toskanii oraz zdjęcia Aleksandra Król (Seghi), autorka bloga Moja Toskania.




















